*Zoe*
Rano obudziło mnie tak naprawdę pragnienie. Zdecydowanie potrzebowałam się napić herbaty albo wody. Powoli zeszłam z łóżka do którego nawet nie wiedziałam, jak się dostałam. Miałam pustkę w głowie od pewnego momentu. Oczywiście pamiętałam pewne rzeczy, ale jednak, jak przez mgłę. Nie byłam do końca pewna, czy to się na pewno wydarzyło.
Założyłam na siebie szlafrok, który znajdował się w garderobie Jamesa. Ciężko było mi nazywać jakiekolwiek miejsce w tym domu, jako swoje. Nie przyzwyczaiłam się do tego i raczej tego nie zrobię.
Kiedy opuściłam sypialnie, musiałam zejść na dół po schodach, co wydawało mi się praktycznie niemożliwe. Gdy tyko spoglądałam w dół, moja głowa zaczęła wariować. Nieprzyjemne uczucie zdominowało całą resztę. Pragnęłam tylko, aby to cholerne kręcenie w głowie przeszło, jak najszybciej. Nie będę już chyba nigdy piła.
Po cichu skierowałam się do salonu, aby nie obudzić Patricka. Byłam przekonana, że zastanę tam mężczyznę, bo nie wierzyłam, że gdzieś wyszedł w środku nocy i do tego w takim stanie, który praktycznie nie różnił się niczym od mojego.
Dosłownie na palcach u stóp podeszłam bliżej kanapy, a następnie pisnęłam z przerażenia, gdy nie było tam mojego przyjaciela. Zamiast niego na sofie siedziała kobieta w średnim wieku i popijała coś z kubka. Zaczęłam się rozglądać po pomieszczeniu, w celu odnalezienia Patricka, ale nigdzie go nie było.
Kobieta była wyraźnie zdziwiona obecnością kogoś innego w tym samym pomieszczeniu, co ona. W efekcie finalnym jej gorący napój wylał się na długie, czarne spodnie.
- Ja przepraszam , nie chciałam pani wystraszyć - odezwała się dosyć niepewnie. Unikała mojego wzroku, jakby się mnie bała, ale to ja powinnam być pełna obaw. W końcu nie znałam jej, a ona siedziała w domu, w którym zamieszkałam razem z małym dzieckiem.
A co jeżeli to jakaś chora psychicznie osoba? Chociaż z drugiej strony, dom Jamesa był dobrze pilnowany, więc nie było możliwości, aby ktoś obcy się tutaj przemieszczał. Już kilkukrotnie widziałam dobrze zbudowanych mężczyzn, którzy spacerowali po terenie posesji, starając się, aby nie byli zbyt widoczni, jednak to nie spowodowało, że ich nie zauważyłam.
Nie poruszałam tego tematu z Jamesa, bo domyśliłam się, że są to po prostu ochroniarze, którzy dbali o bezpieczeństwo osób przebywających w domu.
- Kim pani jest? - zapytałam tak naprawdę po to, aby zaspokoić swoją ciekawość. Uważnie przyjrzałam się kobiecie. Była ubrana tak naprawdę zwyczajnie. Zwykłe spodnie, jak i biała koszula.
- Gosposią pana Warda - odpowiedziała i wstała, aby wyciągnąć do mnie rękę na przywitanie. - Katherine Smith, a pani to Zoe Ward, żona szefa? - była zdenerwowana tą całą sytuacją, a ja nie rozumiałam dlaczego. Aż taka byłam przerażająca?
Kiwnęłam twierdząco, delikatnie zaszokowana. Dlaczego wcześniej nie spotkałam tej kobiety tutaj? I nie rozumiałam, po co mu jakaś gosposia, skoro w domu przebywał rzadko, a jeżeli już to w swoim gabinecie, więc nie brudził. Posiłki również jadał na mieście, więc z jakiego powodu ma kogoś zatrudniać, tylko po to, aby wydawać bezsensownie swój majątek? Chyba do końca jeszcze nie zrozumiałam, jak działają umysły obrzydliwie bogatych ludzi.
Swoją drogą nadal nie przyzwyczaiłam się do tego, że posiadam inne nazwisko. Tak naprawdę tylko na oficjalnych jakiś bankietach tak się do mnie zwracano. Było to nadal dla mnie obce, ale to może wina tego, że James nie przepada, aż tak za tymi wszystkimi przyjęciami.
Jak zdążyłam już zauważyć wolał wybrać się ze znajomymi w jakieś miejsce, gdzie nie będzie musiał pozować do zdjęć dla prasy. Na początku myślałam, że było wręcz przeciwnie. Uważałam, że ludzie tacy, jak on z chęcią chodzą na takie imprezy, aby móc się pokazać i przypomnieć o sobie czy też o swojej sile.
CZYTASZ
Find Happiness
RomanceMłoda kobieta z ogromną ilością problemów na głowie, nie wie już, co ma zrobić ze swoim życiem. Długi nie pozwalają jej normalnie funkcjonować, dorywcze prace za bardzo nie pomagają, wtedy jej przyjaciel wpada na genialny pomysł, który wszystko zmie...
