Zbliżamy się już do końca, więc serdecznie zapraszamy na Christmas Miracle!
*Zoe*
Po kilku godzinach spędzonych z Patrickiem najpierw w restauracji, a później po prostu spacerując po londyńskich ulicach, wróciłam razem z Charlotte do apartamentu Jamesa. Musiałam przygotować coś do jedzenia na wieczorną kolację. Byłam naprawdę podekscytowana i nie mogłam usiedzieć w miejscu. Zastanawiało mnie czy James się ucieszy. Miałam nadzieję, że tak.
Od razu po przekroczeniu progu mieszkania, dałam Char parę kartek oraz kredki, żeby w spokoju mogła sobie porysować, a przy tym sama będę mogła odrobinę ogarnąć mieszkanie. Ward chyba zapomniał, że istnieje coś takiego, jak sprzątanie, bo w niektórych miejscach walały się jakieś brudne naczynia. Być może wcześniej nie zwracałam na to uwagi, ponieważ miał zatrudnioną sprzątaczkę, ale teraz już chyba z tego zrezygnował.
Kiedy stwierdziłam, że już nie będzie mi wstyd tutaj nikogo wpuścić, zabrałam się za gotowanie. Nie planowałam niczego nadzwyczajnego. Po prostu jakaś zapiekanka, a do tego wino. Miałam nadzieję, że to wystarczy.
Co jakiś czas spoglądałam na córkę, upewniając się, że wszystko było z nią w porządku. Nadal coś zawzięcie rysowała, ukrywając to przede mną. Byłam ciekawa, co takiego tworzyła, ale pewnie za jakiś czas się dowiem, bo będzie chciała się pochwalić.
Kiedy wszystko było gotowe, a potrawę wystarczyło tylko podgrzać, usiadłam na kanapie, żeby odrobinę odpocząć. Niby nic takiego nie robiłam, a moje nogi odmawiały posłuszeństwa.
- Jestem! - Usłyszałam głośny głos Jamesa, a następnie dźwięk odkładanej aktówki. Nie miałam siły do niego podejść, więc po prostu postanowiłam poczekać, aż sam tutaj przyjdzie.
- Co tak szybko? -zapytałam, gdy podszedł do mnie, a następnie pocałował w policzek. Miło. Nawet nie zauważyłam kiedy ponownie zbliżyliśmy się do siebie, aż tak, aby okazywać sobie różne czule gesty. Podobało mi się to i nawet jeżeli miałam jakieś wcześniej wątpliwości dotyczące tego czy powinnam dać mu szansę to teraz już się ich pozbyłam.
- Stęskniłem się za wami - powiedział, a następnie ściągnął swoją marynarkę i rzucił ja na krzesło. - Mam pewną propozycję.
- Tak? - zapytałam. Byłam ciekawa, co takiego wymyślił.
- Co powiesz na spacer? - zaproponował. - Moglibyśmy pójść gdzieś, a do tego zjeść kolację w jakieś restauracji - dodał. Cóż myślałam, że nieco później powiem mu o odwiedzinach znajomego, ale w takiej sytuacji nie mogłam zwlekać.
- Nie dzisiaj - stwierdziłam. - Będziemy mieli gościa - mruknęłam cicho, starając się nie patrzeć mu w oczy. Bałam się jego reakcji tego, że wybuchnie, ale nic takiego nie nastąpiło.
- Kogo? - Widziałam, że go zaciekawiłam.
- Patricka, ale zanim coś powiesz to mnie posłuchaj - powiedziałam szybko, widząc, że sam chciał już coś dodać. - Spotkałam się z nim dzisiaj i pomyślałam, że moglibyśmy spędzić milo czas, dlatego go zaprosiłam. Wiem, że to twoje mieszkanie, ale mam nadzieję, że nie jesteś zły. - Podniosłam się, a następnie położyłam dłonie na ramionach mężczyzny. Chciałam go w ten sposób jakoś uspokoić.
- Czemu tego ze mną nie ustaliłaś?! - Podniósł głos, czego tak dawno nie robił, a przynajmniej nie przy mnie.
- Przepraszam - szepnęłam. - Pomyślałam, że to całkiem dobry pomysł.
- A nie pomyślałaś, że mógłbym nie mieć ochoty spędzać z nim czasu?!
- James - westchnęłam. - Jesteście przyjaciółmi. Nie wiem, co pomiędzy wami zaszło, ale musicie się jakoś dogadać - oznajmiłam. Naprawdę mi na tym zależało. Już i tak obaj mieli dużo problemów przeze mnie.
- I dogadamy, ale ty nie musisz się wpieprzać w to! - warknął.
- Kochanie. - Przybliżyłam się do niego. - Zaufaj mi. Będzie o siódmej - dodałam, a następnie chciałam go pocałować, ale on się odsunął. Czyli mamy znowu problem. Okej, może nie byłam do końca fair zapraszając Patricka bez wiedzy Warda do jego mieszkania, ale robiłam to z myślą o nich. Powinien zrozumieć.
- Daj mi spokój! - Gwałtownie się ode mnie odsunął. Nie sądziłam, że aż tak go rozzłoszczę. Postanowiłam dać mu chwilę czasu na ochłonięcie. Może to jakoś pomoże.
Widziałam, jak zdenerwowany chodził po całym mieszkaniu, a następnie wyszedł na balkon. Nie spojrzał nawet na chwilę w moją stronę, a ja zaczynałam zastanawiać się, o co w tym wszystkim chodziło. To wszystko musiało mieć jakiś głębszy sens tylko nie miałam pojęcia jeszcze jaki.
Punktualnie o siódmej przyszedł Patrick. Przez chwilę nawet zastanawiałam się czy nie odwołać tego spotkania, ale jakoś nie wypadało. Może nie będzie tak źle i Warddołączy do nas.
- A gdzie James? - zapytał, kiedy przywitał się najpierw z Charlotte, a później ze mną.
- Na balkonie. Za chwile pewnie przyjdzie - powiedziałam, chociaż nie byłam pewna swoich słów. Być może miał zamiar siedzieć cały wieczór tam, żeby zrobić mi na złość. W końcu do wszystkiego był zdolny.
- Jest zły? - Spojrzał na niego.
- Przejdzie mu. - Wzruszyłam ramionami.
- Może lepiej będzie, jak pójdę i spotkamy się kiedy indziej? - zaproponował, ale od razu zaprzeczyłam. Oni musieli porozmawiać i wyjaśnić sobie to, co ich poróżniło.
- Świetny pomysł. - Do pomieszczenia wszedł James ze swoją groźną miną. Nie miałam pojęcia, co chciał nią osiągnąć, ale wyglądał z nią po prostu śmiesznie. Nie pasowało to do niego.
- James - syknęłam. Za grosz gościnności. - Siadajmy do stołu. Zaraz podam zapiekankę. - Uśmiechnęłam się do nich, a następnie skierowałam do kuchni. Może nie pozabijają się, do momentu kiedy wrócę. Miałam taką nadzieję.
Wróciłam do nich z jedzeniem na talerzu, który postawiłam na stole. Wydawało mi się, że zaakceptowali zaistniałą sytuację i chociaż tolerują się, a raczej James akceptuje Patricka.
- Smacznego - powiedziałam, siadając. Dwójka mężczyzn zrobiła to samo, z tym, że Ward usiadł koło mnie, jakby chciał zaznaczyć swój teren, a Grey naprzeciwko.
- Pyszna - powiedział mój przyjaciel, próbując zapiekanki. Uśmiechnęłam się w jego kierunku. Cieszyłam się, że mu smakowało.
- Zoe zawsze przyrządza najlepsze rzeczy - odezwał się tym razem James. Zaśmiałam się cicho. Czy oni naprawdę prowadzili między sobą jakąś walkę?
- Dziękuję. - Tylko to byłam w stanie z siebie wydusić.
- Jak tam nastrój przed wyjazdem? - zapytał Grey, a ja nie miałam pojęcia, o czym on mówił.
- Kto wyjeżdża? - zadałam chyba najgłupsze pytanie jakie tylko mogłam, ale nie potrafiłam się powstrzymać. Spoglądałam raz na przyjaciela, a raz na Jamesa. Ten drugi wpatrywał się w mężczyznę z chęcią mordu. To było dziwne. Oni doskonale wiedzieli, o co chodzi i tylko ja siedziałam, jak idiotka zastanawiając się nad słowami Grey'a.
- James - odpowiedział na moje pytanie, a mnie zamurowało. Jak to James? Zdezorientowana spojrzałam na faceta, który siedział obok mnie.
~~~
Eve i Nika:*
CZYTASZ
Find Happiness
RomanceMłoda kobieta z ogromną ilością problemów na głowie, nie wie już, co ma zrobić ze swoim życiem. Długi nie pozwalają jej normalnie funkcjonować, dorywcze prace za bardzo nie pomagają, wtedy jej przyjaciel wpada na genialny pomysł, który wszystko zmie...
