Rozdział 54 (II)

4K 499 118
                                        

Zbliżamy się już do końca, więc serdecznie zapraszamy na Christmas Miracle!


*Zoe*

Po kilku godzinach spędzonych z Patrickiem najpierw w restauracji, a później po prostu spacerując po londyńskich ulicach, wróciłam razem z Charlotte do apartamentu Jamesa. Musiałam przygotować coś do jedzenia na wieczorną kolację. Byłam naprawdę podekscytowana i nie mogłam usiedzieć w miejscu. Zastanawiało mnie czy James się ucieszy. Miałam nadzieję, że tak.

Od razu po przekroczeniu progu mieszkania, dałam Char parę kartek oraz kredki, żeby w spokoju mogła sobie porysować, a przy tym sama będę mogła odrobinę ogarnąć mieszkanie. Ward chyba zapomniał, że istnieje coś takiego, jak sprzątanie, bo w niektórych miejscach walały się jakieś brudne naczynia. Być może wcześniej nie zwracałam na to uwagi, ponieważ miał zatrudnioną sprzątaczkę, ale teraz już chyba z tego zrezygnował.

Kiedy stwierdziłam, że już nie będzie mi wstyd tutaj nikogo wpuścić, zabrałam się za gotowanie. Nie planowałam niczego nadzwyczajnego. Po prostu jakaś zapiekanka, a do tego wino. Miałam nadzieję, że to wystarczy.

Co jakiś czas spoglądałam na córkę, upewniając się, że wszystko było z nią w porządku. Nadal coś zawzięcie rysowała, ukrywając to przede mną. Byłam ciekawa, co takiego tworzyła, ale pewnie za jakiś czas się dowiem, bo będzie chciała się pochwalić.

Kiedy wszystko było gotowe, a potrawę wystarczyło tylko podgrzać, usiadłam na kanapie, żeby odrobinę odpocząć. Niby nic takiego nie robiłam, a moje nogi odmawiały posłuszeństwa.

- Jestem! - Usłyszałam głośny głos Jamesa, a następnie dźwięk odkładanej aktówki. Nie miałam siły do niego podejść, więc po prostu postanowiłam poczekać, aż sam tutaj przyjdzie.

- Co tak szybko? -zapytałam, gdy podszedł do mnie, a następnie pocałował w policzek. Miło. Nawet nie zauważyłam kiedy ponownie zbliżyliśmy się do siebie, aż tak, aby okazywać sobie różne czule gesty. Podobało mi się to i nawet jeżeli miałam jakieś wcześniej wątpliwości dotyczące tego czy powinnam dać mu szansę to teraz już się ich pozbyłam.

- Stęskniłem się za wami - powiedział, a następnie ściągnął swoją marynarkę i rzucił ja na krzesło. - Mam pewną propozycję.

- Tak? - zapytałam. Byłam ciekawa, co takiego wymyślił.

- Co powiesz na spacer? - zaproponował. - Moglibyśmy pójść gdzieś, a do tego zjeść kolację w jakieś restauracji - dodał. Cóż myślałam, że nieco później powiem mu o odwiedzinach znajomego, ale w takiej sytuacji nie mogłam zwlekać.

- Nie dzisiaj - stwierdziłam. - Będziemy mieli gościa - mruknęłam cicho, starając się nie patrzeć mu w oczy. Bałam się jego reakcji tego, że wybuchnie, ale nic takiego nie nastąpiło.

- Kogo? - Widziałam, że go zaciekawiłam.

- Patricka, ale zanim coś powiesz to mnie posłuchaj - powiedziałam szybko, widząc, że sam chciał już coś dodać. - Spotkałam się z nim dzisiaj i pomyślałam, że moglibyśmy spędzić milo czas, dlatego go zaprosiłam. Wiem, że to twoje mieszkanie, ale mam nadzieję, że nie jesteś zły. - Podniosłam się, a następnie położyłam dłonie na ramionach mężczyzny. Chciałam go w ten sposób jakoś uspokoić.

- Czemu tego ze mną nie ustaliłaś?! - Podniósł głos, czego tak dawno nie robił, a przynajmniej nie przy mnie.

- Przepraszam - szepnęłam. - Pomyślałam, że to całkiem dobry pomysł.

- A nie pomyślałaś, że mógłbym nie mieć ochoty spędzać z nim czasu?!

- James - westchnęłam. - Jesteście przyjaciółmi. Nie wiem, co pomiędzy wami zaszło, ale musicie się jakoś dogadać - oznajmiłam. Naprawdę mi na tym zależało. Już i tak obaj mieli dużo problemów przeze mnie.

- I dogadamy, ale ty nie musisz się wpieprzać w to! - warknął.

- Kochanie. - Przybliżyłam się do niego. - Zaufaj mi. Będzie o siódmej - dodałam, a następnie chciałam go pocałować, ale on się odsunął. Czyli mamy znowu problem. Okej, może nie byłam do końca fair zapraszając Patricka bez wiedzy Warda do jego mieszkania, ale robiłam to z myślą o nich. Powinien zrozumieć.

- Daj mi spokój! - Gwałtownie się ode mnie odsunął. Nie sądziłam, że aż tak go rozzłoszczę. Postanowiłam dać mu chwilę czasu na ochłonięcie. Może to jakoś pomoże.

Widziałam, jak zdenerwowany chodził po całym mieszkaniu, a następnie wyszedł na balkon. Nie spojrzał nawet na chwilę w moją stronę, a ja zaczynałam zastanawiać się, o co w tym wszystkim chodziło. To wszystko musiało mieć jakiś głębszy sens tylko nie miałam pojęcia jeszcze jaki.

Punktualnie o siódmej przyszedł Patrick. Przez chwilę nawet zastanawiałam się czy nie odwołać tego spotkania, ale jakoś nie wypadało. Może nie będzie tak źle i Warddołączy do nas.

- A gdzie James? - zapytał, kiedy przywitał się najpierw z Charlotte, a później ze mną.

- Na balkonie. Za chwile pewnie przyjdzie - powiedziałam, chociaż nie byłam pewna swoich słów. Być może miał zamiar siedzieć cały wieczór tam, żeby zrobić mi na złość. W końcu do wszystkiego był zdolny.

- Jest zły? - Spojrzał na niego.

- Przejdzie mu. - Wzruszyłam ramionami.

- Może lepiej będzie, jak pójdę i spotkamy się kiedy indziej? - zaproponował, ale od razu zaprzeczyłam. Oni musieli porozmawiać i wyjaśnić sobie to, co ich poróżniło.

- Świetny pomysł. - Do pomieszczenia wszedł James ze swoją groźną miną. Nie miałam pojęcia, co chciał nią osiągnąć, ale wyglądał z nią po prostu śmiesznie. Nie pasowało to do niego.

- James - syknęłam. Za grosz gościnności. - Siadajmy do stołu. Zaraz podam zapiekankę. - Uśmiechnęłam się do nich, a następnie skierowałam do kuchni. Może nie pozabijają się, do momentu kiedy wrócę. Miałam taką nadzieję.

Wróciłam do nich z jedzeniem na talerzu, który postawiłam na stole. Wydawało mi się, że zaakceptowali zaistniałą sytuację i chociaż tolerują się, a raczej James akceptuje Patricka.

- Smacznego - powiedziałam, siadając. Dwójka mężczyzn zrobiła to samo, z tym, że Ward usiadł koło mnie, jakby chciał zaznaczyć swój teren, a Grey naprzeciwko.

- Pyszna - powiedział mój przyjaciel, próbując zapiekanki. Uśmiechnęłam się w jego kierunku. Cieszyłam się, że mu smakowało.

- Zoe zawsze przyrządza najlepsze rzeczy - odezwał się tym razem James. Zaśmiałam się cicho. Czy oni naprawdę prowadzili między sobą jakąś walkę?

- Dziękuję. - Tylko to byłam w stanie z siebie wydusić.

- Jak tam nastrój przed wyjazdem? - zapytał Grey, a ja nie miałam pojęcia, o czym on mówił.

- Kto wyjeżdża? - zadałam chyba najgłupsze pytanie jakie tylko mogłam, ale nie potrafiłam się powstrzymać. Spoglądałam raz na przyjaciela, a raz na Jamesa. Ten drugi wpatrywał się w mężczyznę z chęcią mordu. To było dziwne. Oni doskonale wiedzieli, o co chodzi i tylko ja siedziałam, jak idiotka zastanawiając się nad słowami Grey'a.

- James - odpowiedział na moje pytanie, a mnie zamurowało. Jak to James? Zdezorientowana spojrzałam na faceta, który siedział obok mnie.

~~~

Eve i Nika:*

Find HappinessOpowiadania do pokochania. Odkryj je teraz