*James*
Widziałem, jak bardzo Zoe była szczęśliwa i nie zamierzałem tego psuć. Chciałem chociaż do końca naszego układu zachować z nią czyste relacje. W końcu do mnie dotarło, że ciągłymi kłótniami i awanturami nie wypadniemy wiarygodnie. Ludzie mogliby z łatwością odkryć nasz sekret. O ile wcześniej mogłem sobie pozwolić na takie zachowanie to teraz było ono niedopuszczalne. Musiałem uświadomić parę osób, jak i siebie, że byłem osobą godną zaufania, która potrafi zająć się swoimi najbliższymi.
Oczywiście to wszystko, co wydarzyło się w Hiszpanii było czymś cudownym. Nie sądziłem, że będziemy w stanie, aż tak się zgrać i dogadać. Całkiem miłe uczucie.
Miałem świadomość, że kobiety uwielbiają czułe słówka, pragną być adorowane, podziwiane dlatego starałem się wcielić to w naszą codzienność. Ona już i tak mi dużo pomogła, a ja traktowałem ją jak nic niewartego śmiecia, co nie powinno mieć miejsca w żadnym wypadku. Niestety potrzebowałem czasu, żeby to zrozumieć chociaż odrobinę, ale lepiej późno niż wcale.
Zostawiłem żonę samą w sypialni i skierowałem się w stronę części domu, należącej do moich rodziców. Przez cały czas zastanawiałem się, o co mogło chodzić ojcu i dlaczego tak nagle chciał ze mną porozmawiać. W dodatku wieczorem, jakby nie mógł poczekać z tym do rana.
Zacząłem się nawet obawiać, że wykrył mój podstęp i o wszystkim się dowiedział. To była moja pierwsza myśl, po usłyszeniu jego słów. Od razu swoje podejrzenia skierowałem na Patricka, bo tylko on wiedział o tym, co tutaj się działo i to właśnie jemu mogło zależeć na tym, aby Zoe się ode mnie uwolniła. Innej możliwości nie brałem pod uwagę. Moja żona nie była taka głupia, żeby nas wydać, więc byłoby absurdem ją podejrzewać.
- Ojciec u siebie? - zapytałem matki, wchodząc do salonu. Nie fatygowałem się, aby zapukać.Było to zdecydowanie zbędne. Kiedy kobieta kiwnęła twierdząco głową, a ja od razu się tam skierowałem. Chciałem mieć już to wszystko za sobą i móc wrócić do siebie.
Byłem cholernie zmęczony po podróży. Marzyłem tylko o odpoczynku, szczególnie biorąc pod uwagę fakt, że musiałem już wracać do pracy. Zdecydowanie za długo mnie tam nie było, a musiałem sprawdzić czy wszystko stało na swoim miejscu.
Nie po to miałem zostać właścicielem kancelarii, aby ją zniszczyć. Chciałem ją dalej rozwijać, powiększać, żeby stała się jedną z kluczowych firm tego typu na rynku już nie tylko brytyjskim, ale i również światowym. To było moim celem, do tego chciałem doprowadzić.
Byłem gotowy na wszelkie poświęcenia, aby tylko spełnić swoje marzenia, a do tego móc w przyszłości powierzyć dobrze prosperująca kancelarię mojemu dziecku.
- Cześć - przywitałem się z mężczyzną, który siedział na skórzanym fotelu i oglądał jakieś zawody sportowe w telewizji. Odkąd poszedł na emeryturę nie robił nic innego albo siedział przed telewizorem, albo bawił się z Charlotte.
Jakiś czas temu nawet zastanawiałem się czy on faktycznie był taki umierający, bo teraz nic na to nie wskazywało, aby jego stan zdrowi był aż tak tragiczny. Zawsze mógł coś wymyślić. Mógł to być jakiś jego chory plan.
- Chciałeś o czymś pogadać - odezwałem się pierwszy, gdy on był nadal wpatrzony w ekran, znajdujący się przed nim. Dopiero po chwili spojrzał w moją stronę, a następnie wyłączył telewizor.
Gestem dłoni wskazał, abym usiadł na drugim fotelu, co też bez wahania zrobiłem. Chciałem mieć już to za sobą. Czekałem, aż coś mi wyjaśni. Nie miałem przecież całego dnia, żeby tutaj siedzieć. Byłem pewien, że bez problemu znalazłbym duże ciekawsze zajęcie.
- Twój brat przylatuje - powiedział, a ja po prostu się wpatrywałem w mężczyznę. Nie wierzyłem, że to może być prawda.
- Po co? - zapytałem. Nie chciałem, aby Christian tutaj przyjeżdżał. To mogłoby za wiele skomplikować, a do tego nie mogłem dopuścić.
Siedział dwa lata w Stanach Zjednoczonych to jak dla mnie mógł tam zostać, aż do swojej śmierci. Nie był mi tutaj potrzebny. Na ślub brata nie mógł przyjechać, a tak nagle zachciało mu się nas odwiedzić? Nie wierzyłem w to za bardzo. Musiał mieć w tym wszystkim jakiś większy cel. Urodziny matki były dopiero za pół roku, więc naprawdę nie mogłem wymyślić sensownego powodu.
- Stęsknił się za nami. - Gdy usłyszałem to słowa, wybuchnąłem śmiechem. Jakoś to mi nie pasowało do Chrisa. - James, to twój brat. - Ojciec starał się w jakiś sposób zmienić moje nastawienie, ale to nie było możliwe. Posiadałem określone zdanie na ten temat.
- Skończ! - krzyknąłem. Nie miałem zamiaru słuchać po raz kolejny cudownych historyjek z dzieciństwa, kiedy to byliśmy zgranym duetem z Christianem. Nie tym razem. - To wszystko? - zapytałem. - Moja żona na mnie czeka - dodałem, gdy nie uzyskałem od razu odpowiedzi.
Mój ojciec musiał mieć świadomość, że teraz na pierwszym miejscu powinna być u mnie rodzina, którą założyłem, a nie znienawidzony brat. Nawet jeżeli miał faktycznie tutaj przyjechać, ja nie miałem zamiaru spędzać z nim czasu.
Nie słuchałem już tego, co mówił ojciec. Po prostu zachowałem się, jak mały, rozkapryszony nastolatek i wyszedłem szybkim krokiem z pokoju, trzaskając przy tym drzwiami. Idiota. W taki sposób na pewno nie naprawi naszych relacji.
Wchodząc do swojego mieszkania, starałem się uspokoić, ale nie byłem w stanie. Nienawidziłem tego stanu, w którym nie miałem pojęcia, co powinienem ze sobą zrobić.
- Pieprzone krzesło! - krzyknąłem, gdy zahaczyłem kolanem o mebel. Co za idiota postawił go na środku?! Kopnąłem je. Mebel upadł na drewnianą podłogę, robiąc przy tym odrobinę hałasu. Miałem nadzieję, że przez to nie obudzi się Charlotte.
- Coś się stało? - usłyszałem za sobą głos Zoe. Odwróciłem się w tamtym kierunku i zobaczyłem, jak kobieta schodzi szybko po schodach. Zbliżała się w moją stronę. Po jej wyrazie twarzy mogłem zobaczyć, że się wystraszyła.
- Uderzyłem się - odpowiedziałem, zgodnie z prawdą. Moja żona, gdy tylko znalazła się w bliskiej odległości, podniosła krzesło i spojrzała na mnie.
- Myślałam, że ktoś się włamał.- Wysiliła się na uśmiech. - Jesteś zły - stwierdziła. Nie chciałem, żeby się zorientowała. Nie miałem zamiaru jej martwić.
- Mój brat przyjeżdża - odezwałem się w końcu. Musiała o tym wiedzieć. Potrzebowałem pomocy, bo sam na pewno nie dałbym sobie rady.
- Christian? - zapytała, a ja pokiwałem głową. Tak naprawdę, Zoe nie znała rodzinnej historii i ja sam nie miałem zamiaru jej o tym mówić. Miałem nadzieję, że ten idiota również będzie siedział cicho i nie wspomni o tym ani słowem.
- Mogę mieć do ciebie prośbę? - spojrzałem jej prosto w oczy. Kobieta nie zastanawiała się zbyt długo, bo od razu zachęciła mnie, abym kontynuował. - Przytul mnie - powiedziałem, łagodnym głosem. Potrzebowałem poczuć ją blisko swojego ciała.
Z delikatnym uśmiechem wykonała moją prośbę i już po chwili poczułem jej ramiona. Delikatnie objąłem ją, opierając brodę o jej ramię. Dopiero teraz zacząłem zauważać plusy posiadania rodziny. Całkiem przyjemne uczucie i nie chciałem, aby to się tak szybko skończyło. Niestety wraz z przyjazdem Chrisa wszystko mogło się popsuć.
~~~
Jeżeli będzie naprawdę duża aktywność z Waszej strony to postaramy się dodać dzisiaj jeszcze jeden rozdział.
Eve i Nika:*
CZYTASZ
Find Happiness
RomantikMłoda kobieta z ogromną ilością problemów na głowie, nie wie już, co ma zrobić ze swoim życiem. Długi nie pozwalają jej normalnie funkcjonować, dorywcze prace za bardzo nie pomagają, wtedy jej przyjaciel wpada na genialny pomysł, który wszystko zmie...
