Rozdział 18 (II)

3.7K 447 252
                                        

*James*

W końcu udało mi się znaleźć rozrywkę, która pozwoliła mi oderwać się od codzienności. Dzięki niej mogłem zapomnieć o rzeczywistości i i skupić się na zabawie.

Każdą noc spędzałem w kasynie, siedząc przy stole do ruletki. Czułem wtedy, że żyłem. Adrenalina, która towarzyszyła mi wieczorami sprawiała, że miałem ochotę żyć. Niby taka drobna rozrywka, a potrafiła tak dużo zmienić.

Niestety większość moich znajomych, która mi towarzyszyła, odpuściła. Nie posiadali tylu środków finansowych, aby tak ryzykować i woleli zrezygnować. Idioci. Przecież to był tak prosty sposób na zarobek. Czasami się przegrywało, ale od razu spokojnie można było się odegrać. Żałowałem, że wcześniej nie wpadłem na ten pomysł, żeby tutaj przyjść.

Siedziałem kolejną godzinę w kancelarii, ale myślami byłym już prze dzisiejszym wieczorze, który miałem zamiar spędzić tak samo, jak codziennie od jakiegoś czasu.

Chciałem tylko, jak najszybciej stąd wyjść, jednak czekała mnie jeszcze rozprawa sądowa. Czasami miałem ochotę rzucić to wszystko. Praca w kancelarii nie sprawiała mi takiej radości, jak kiedyś, ale wiedziałem, że ojciec by mnie zabił, gdybym mu to powiedział.

Nie chciałem również, żeby Christian dostał rodzinną firmę. Nie należała mu się, bo tylko wszystko psuł. Nie nadawał się do prowadzenia tak poważnego biznesu.

Wychodząc z sali rozpraw, natknąłem się na Patricka. Nie miałem z nim kontaktu od czasu rozwodu z Zoe. Nie czułem potrzeby spotykania się z osobą, która nie stanęła po mojej stronie. Sądziłem, że powinien mnie w tym wszystkim wspierać, bo w końcu był moim przyjacielem, a tę wariatkę mógł olać.

- Cześć. - Patrick, jako pierwszy się odezwał, wyciągając dłoń w moim kierunku. Bez wahania ją uścisnąłem. Nie miałem zamiaru robić jakiegoś przedstawienia.

- Ta, hej - powiedziałem. - Jak leci? - zapytałem, chcąc w jakiś sposób potrzymać rozmowę, która za nic w świecie się nie kleiła. Obaj czuliśmy się dziwnie w tej sytuacji, ale przecież nie mogłem przez taka głupotę stracić przyjaciela.

Patrick tylko wzruszyła ramionami, nie odpowiadając mi nic. Przez chwilę przyglądałem mu się i zastanawiałem, co zrobić żeby naprawić naszą relację.

- Piwo wieczorem? - zaproponowałem. Nic nie stało na przeszkodzie, aby spędzić wieczór z przyjacielem oraz przy tym się zabawić. Dało się to pogodzić, a Patrick przynajmniej pożyje chociaż trochę, bo wątpiłem, aby miał jakąś ostatnio rozrywkę. Zoe raczej mu tego nie zapewniła.

- Jasne. - Uśmiechnął się. - The Mayflower? - zapytał, a ja pokiwałem twierdząco głową.

- Możemy od tego zacząć - stwierdziłem. Nie zamierzałem zdradzać mu planów na dzisiejsza noc. Dowie się w sowim czasie i przynajmniej nie będzie mógł się wykręcić z tego.

- Ósma. - Pożegnaliśmy się uściskiem dłoni, a następnie każdy poszedł w swoją stronę. Patrick został na terenie sądu, natomiast ja skierowałem się w kierunku swojego samochodu.

Z piskiem opon odjechałem z parkingu i starałem się, jak najszybciej dotrzeć do swojego apartamentu. Plusem było to, że znajdował się praktycznie w samym centrum Londynu i nie musiałem marnować czasu na dojazdy. Mieszkając na obrzeżach miasta musiałem zdecydowanie dłużej jechać do domu i musiałem stwierdzić, że to było naprawdę męczące.

Jechałem nie skupiając się za bardzo na drodze, co było moim błędem. Turyści przechodzili gdzie tylko chcieli, pchając się pod koła mojego samochodu. Mieszkańcy zresztą nie byli lepsi. Możliwość przechodzenia na czerwonym świetle przez pieszych to chyba była najgorsza decyzja władz, jaką tylko mogli podjąć.

Rozglądałem się dookoła, przyglądając się wszystkiemu tylko nie ulicy, na której powinienem skupić całą swoją uwagę. Odwróciłem głowę jeszcze bardziej w prawą stronę, gdy zobaczyłem podobną kobietę do Zoe. Poczułem dziwne uczucie w klatce piersiowej, ale mimo to starałem się, jak najlepiej przyjrzeć kobiecie, upewniając się czy to na pewno była ona.

Byłem żony nie widziałem już od bardzo dawna, dlatego też pewnie poczułem się w taki sposób. W końcu coś nas, jakby nie patrzeć łączyło.

Usłyszałem dźwięk klaksonu, przez co gwałtownie zahamowałem, praktycznie lecąc do przodu. Gdybym nie miał zapiętego pasu bezpieczeństwa, to zapewne wypadłbym przez przednią szybę i przy tym potrącił mężczyznę, który przechodził przez przejście dla pieszych.

Miałem zamknięte okna, ale widziałem, jak facet gwałtownie, zaczął gestykulować rękoma w każdą stronę. Prychnąłem cicho pod nosem. Przecież nic się nie stało, żył.

- Pierdol się! - krzyknąłem, mimo że mnie nie usłyszał, a gdy mężczyzna znalazł się z prawej strony mojego samochodu, pokazałem mu środkowego palca. Frajer.

Skupiając się już na drodze, spokojnie dojechałem pod wielki apartamentowiec, gdzie zaparkowałem na podziemnym parkingu na przypisanym dla mnie miejscu. Przynajmniej nie musiałem szukać po całej ulicy wolnego miejsca, aby zostawić samochód.

Punktualnie o ósme, czekałem na Patrick przed pubem na Rupert Street. Nerwowo spoglądałem na zegarek. Spóźniał się, a mi to już przeszkadzało, bo przecież miałem wszystko zaplanowane, co do pieprzonej minuty.

- Ile można na ciebie czekać?! - warknąłem, gdy tylko zauważyłem przyjaciela. Podszedł do mnie i przywitał się ze mną uściskiem dłoni.

- Coś mnie zatrzymało - mruknął cicho. Nie powiedział nic więcej, więc ja nie miałem zamiaru na niego naciskać. Nie chciał mi powiedzieć, dlatego też nie naciskałem, bo zapewne chodziło o Zoe, a ja nie miałem zamiaru o niej słuchać i psuć sobie wieczoru.

- Nieważne, chodźmy już. - Wzruszyłem ramionami i skierowałem się do wejścia pubu. Nie zamierzałem spędzić całego wieczoru, stojąc na dworze.

W lokalu nie było zbyt dużych tłumów. Był środek tygodnia, wiec było to całkiem zrozumiałe. Więcej ludzi bawiło się w weekend, a mi to odpowiadało. Nienawidziłem siedzieć w pubie pełnym ludzi, gdzie nie można było czym oddychać.

- Jak się trzymasz? - odezwał się Patrick jako pierwszy, gdy tylko kelner postawił przed nami dwa duże kufle piwa.

- Nie rozumiem pytania. - Wzruszyłem ramionami, a następnie upiłem łyk trunku.

- Rozstałeś się z Zoe. - Przypomniał mi, jakbym nie pamiętał. - Nie mów, że cię to nie ruszyło - dodał. Zacisnąłem dłonie w pięści.

- Mam dobry humor, więc nie psuj tego - warknąłem. - Nie mam zamiaru rozmawiać o tej suce. - Na samo wspomnienie przez kogoś o mojej byłej żonie, denerwowałem się. Automatycznie przypominała mi się zawartość tej pieprzonej teczki.

Widziałem, jak Patrick się zdenerwował, gdy w taki sposób nazwałem Zoe, ale miałem to gdzieś. To nie on został w taki sposób oszukany.

~~~

Eve i Nika:*

Find HappinessOpowiadania do pokochania. Odkryj je teraz