Rozdział 55 (II)

4K 426 107
                                        

Przepraszamy, że tak długo nie było rozdziału :(

PS. Informacja znajduje się pod rozdziałem

*Zoe*

- Jak to James? - zapytałam zdezorientowana. Gdzie on niby wyjeżdżał? O co tutaj chodziło? Nie rozumiałam już kompletnie nic. Ward nie rozmawiał z Ptrickiem, a on wiedział dużo więcej niż ja, a moim zdaniem to ja powinnam wiedzieć więcej na temat planów Jamesa.

- Nie powiedział nic? - Przyjaciel spojrzał na mnie, uśmiechając się delikatnie, jakby chciał mnie tym gestem przeprosić za popsucie wieczoru i wprowadzenie dziwnej atmosfery.

- Możesz się zamknąć! - Ward podniósł głos na Grey'a. - Nie wpieprzaj się w moje sprawy. Dobrze ci radze zajmij się swoim życiem i nie psuj mojego! - dodał.

- Ona powinna wiedzieć, nie sądzisz?

- Powiedziałbym jej przecież o wszystkim, ale ty oczywiście musiałeś wszystko zjebać zresztą, jak zawsze! - Chciałam jakoś wtrącić się do ich rozmowy, aby ich odrobinę uspokoić, a w sumie to bardziej Jamesa, ale za bardzo nie wiedziałam jak. Znałam ich dobrze i miałam świadomość, że powinni sami rozwiązywać swoje konflikty, bo moja pomoc na nic się przyda. Oboje byli cholernie uparci.

- Kiedy? W dniu wyjazdu? - prychnął. - Zoe jest moją przyjaciółką, więc pomyślałem, że powinna wiedzieć, jak najszybciej.

- A moją dziewczyną, więc chyba mam większe prawa niż jakiś przyjaciel, który miał ją w dupie przez ostatnie miesiące, bo zabawiał się z jakąś laską - zaśmiał się, a ja przeniosłam swój wzrok z jednego mężczyzny na drugiego. Obaj obrzucali się różnymi zarzutami.

- Spotykasz się z kimś? - zapytałam, przyglądając się uważnie Patrickowi.

- Ta pewnie z kolejną prostytutką - wtrącił się James. Nikt go nie prosił o wyrażenie swojej opinii, ale on, jak zawsze musiał wtrącić swoje trzy grosze.

- Ona nie jest dziwką! - Widziałam po minie przyjaciela, że słowa Warda go wkurzyły i to dosyć mocno. Mężczyzna wstał od stołu i zaczął się kierować w stronę mojego byłego męża. Musiałam zainterweniować, bo inaczej zaczęliby się tutaj bić i zamiast spędzenia wieczoru w domu, to musielibyśmy odwiedzić szpital.

- Uspokójcie się - powiedziałam, stawiając pomiędzy tą dwójką.

- Nie! Nikt jej nie będzie tak nazywał, a już szczególnie takie gówno, jak on! - Wskazał palcem na sylwetkę Jamesa.

- Jesteście przyjaciółmi, nie powinniście się kłócić - oznajmiłam.

- Nikt się nie kłóci, a on już mógłby wyjść z mojego apartamentu - stwierdził Ward, popychając przy tym Patricka niby przez przypadek, kiedy poszedł do kuchni.

- On tutaj zostaje dopóki się nie dogadacie, a później wyjaśnicie mi o co chodzi z tym twoim wyjazdem. Chyba musisz mi coś wytłumaczyć. - Naprawdę pragnęłam żeby się pogodzili. To przeze mnie zaistniał pomiędzy nimi konflikt, a przynajmniej takie miałam wrażenie, więc musiałam zrobić wszystko, aby ich pogodzić.

- To ja stąd wyjdę. - Ward wzruszył ramionami, a następnie zaczął zakładać swoją marynarkę. O nie, nie było takiej możliwości, żeby teraz stąd wyszedł. Nigdy w życiu. Siłą nawet bym go nawet zatrzymała, gdyby była tylko taka potrzeba.

Podeszłam do Jamesa i stanęłam naprzeciwko niego w bardzo bliskiej odległości. Położyłam mu dłonie na ramionach i zmusiłam, aby na mnie spojrzał. W jego oczach widziałam złość, ale teraz miałam w planach zrobić wszystko, aby ten wzrok, którym mógłby zabić, zniknął.

Find HappinessOpowiadania do pokochania. Odkryj je teraz