Upewnij się, że przeczytałeś rozdział 58:*
*Zoe*
Siedziałam sama w sypialni, rozmyślając o tym wszystkim. Naprawdę było mi przykro, że James zachował się w taki sposób. Jego słowa cholernie mnie zabolały, ale niestety on już taki był. Myślałam, że się zmienił, ale jednak to nie była prawda. Nadal potrafił zranić drugą osobę jednym słowem.
Sama może zareagowałam zbyt gwałtownie, miałam tego świadomość, ale to było silniejsze ode mnie. Myślałam nawet o tym, aby go przeprosić za to, ale jednak on mnie zranił jeszcze mocniej.
Miałam powoli dosyć siedzenia w jednym pomieszczeniu. Nie mogłam się przecież ukrywać to nie miało sensu, jeżeli chciałam się pogodzić z nim.
Wstałam z łóżka i powoli zaczęłam się kierować w stronę drzwi. Spojrzałam w kierunku okna. Zaczęło się ściemniać, ale to mi nie przeszkadzało w tym, aby wybrać się na spacer. Chciałam to wszystko przemyśleć na spokojnie.
Wychodząc z pomieszczenia, wpadłam na kogoś. Skierowałam swój wzrok na tą osobę. James. Przeprosiłam go i chciałam wyminąć, jednak on mi to skutecznie uniemożliwił. Złapał mnie za rękę i zmusił do spojrzenia na niego.
- Chodź - powiedział, a następnie pociągnął mnie w stronę jadalni. Już schodząc po schodach, poczułam przyjemny zapach, który roznosił się po domu.
Mężczyzna zaprowadził mnie do jadalni, która była naprawdę bardzo ładnie ozdobiona. Stół był nakryty białym obrusem, a na nim stały świeczki. Wow, postarał się.
Podeszłam bliżej do mebla i zaczęłam się dokładnie przyglądać temu, co na nim było. Oczywiście drogie wino było podstawa, bo od razu się rzucało w oczy. Do tego wszystkiego na środku stołu leżała na dużym talerzu zapiekanka. Naprawdę miło mnie zaskoczył.
- Sam to przygotowałeś? - zapytała, spoglądając na niego.
- Powiedzmy. - Zaśmiał się. - Moja matka mi pomogła - dodał po chwili. No tak, sam pewni by nie potrafił czegoś takiego ugotować. - Siadaj. - Podszedł w stronę krzesła, które odsunął, abym mogła usiąść.
Po chwili siedzieliśmy już razem, naprzeciwko siebie. Mężczyzna nalał nam wina do kieliszków, a następnie nałożył odrobinę zapiekanki.
- Proszę. -Podał mi jakąś kopertę, która leżała na stoliku.
- Co to? - zapytałam. Nie miałam pojęcia, co to mogło być. Może papiery rozwodowe albo nasza umowa, żeby ją podrzeć?
- Zobacz. - Uśmiechnął się. Westchnęłam cicho i zabrałam od niego kopertę. Drżącą ręką otworzyłam ją, a następnie wyciągnęłam jej zawartość. Zaczęłam uważnie czytać.
- Załatwiłeś przedszkole? - ponownie mnie zaskoczył. Nie spodziewałam się tego. Ward kiwnął tylko twierdząco głową.
- Dziękuję. - Ucieszyłam się, że sam się tym zajął. Zapunktował u mnie. Myślałam, że on po prostu da pieniądze i będzie kazał mi samej się tym zając. Miła niespodzianka.
- Jedno z najlepszych, ale mam nadzieję, że Charlotte tam się odnajdzie bez problemu. - Dziwiło mnie to, jak normalnie rozmawialiśmy. Tak, jakby parę godzin temu nic się nie wydarzyło.
Bałam się poruszyć ten temat, jednak wiedziałam, że to było nieuniknione. Nie potrafiłam normalnie funkcjonować, wiedząc, że miało miejsce między nami jakieś nieporozumienie.
- Naprawdę tak myślisz? - zapytałam, patrząc w talerz. Nie chciałam spojrzeć mu w oczy, a może po prostu się bałam tego, co za chwilę mogłam usłyszeć.
- Nie - powiedział stanowczym tonem. - Przepraszam cię, naprawdę nie chciałem. - Wyciągnął swoją dłoń w moją stronę. Zrobiłam po chwili to samo, powodując, ze nasze palce się złączyły.
Mimo, że nie widzieliśmy się tylko parę godzin to ja już stęskniłam się za jego dotykiem. Brakowało mi go, a to oznaczało tylko jedno. Naprawdę się uzależniłam od jego osoby, co mogło okazać się błędem.
- Wybacz mi. - James wstał z krzesła i podszedł do mnie. Stanął za moimi plecami i położył swoje dłonie na moich ramionach. Po chwili pochylił się nade mną i delikatnie musnął mój policzek. - Nie chciałem tego powiedzieć - szepnął mi do ucha.
- James, to za dużo - odezwałam się. Naprawdę niewiele brakowało żebym się rozpłakała. Nie potrafiłam wyrzucić jego słów z głowy.
- Naprawdę jesteś ważna, Zoe. - Złapał mój podbródek i odwrócił w swoją stronę tak, abym musiała na niego spojrzeć. - Naprawdę. - Zapewniał mnie, a ja byłam w stanie mu uwierzyć w każde słowo.
- To mnie zabolało - westchnęłam.Nie chciałam go okłamywać, że jego słowa mnie nie ruszyły, bo doskonale wiedział, jaka była prawda.
Otarłam łzy, które zaczynały powoli spływać po moich policzkach. Chciałam to ukryć, tak żeby nie mógł niczego zobaczyć. Nie mogłam przecież pozwolić sobie na taką słabość przy Jamesie Wardzie.
- Kochanie. - Kucnął obok mnie i położył dłonie na moich kolanach. - Nie płacz, proszę. - Położył swoją dłoń na moim policzku, delikatnie go pocierając. Jego słowa spowodowały u mnie jeszcze większy napad płaczu, którego nie potrafiłam opanować. Chyba nagle wszystkie moje emocje zebrały się razem i potrzebowały ujrzeć światło dzienne. Za długo tłumiłam wszystko w sobie.
- Pójdę się przejść. - Odsunęłam się od mężczyzny i wstałam z krzesła. Skierowałam się w stronę drzwi wcześniej, zakładając buty oraz kurtkę.
Nie miałam zamiaru wziąć ze sobą ani torebki ani telefonu. Potrzebowałam ciszy i spokoju. Musiałam pomyśleć, co nie było możliwe w tym domu. Za dużo negatywnych wspomnień, emocji.
- Zaczekaj. - Poczułam rękę Jamesa na swoich biodrach. - Nie puszczę cię samej - stwierdził. - Jest już późno - dodał i sam zaczął zakładać obuwie oraz czarny płaszcz.
- Chcę pobyć sama. - Wiedziałam, że jego obecność tylko będzie mnie rozpraszać i na niczym nie będę potrafiła się skupić.
- Nie ma mowy! - krzyknął. - Jeszcze ktoś cię napadnie - powiedział dość stanowczym głosem, przez co prychnęłam.
- Tutaj jest bezpiecznie, nic mi nie grozi. - Starałam się go jakoś przekonać, chociaż zdawałam sobie sprawę, że byłam na przegranej pozycji.
- Będę szedł za tobą - odezwał się, otwierając drzwi wejściowe.
- James, proszę. - Mimo wszystko próbowałam przekonać go do tego, abym mogła sama wyjść. Byłam dorosła, a do tego mieszkaliśmy w naprawdę bezpiecznej dzielnicy, gdzie nie mogło nic mi się stać.
- Powiedziałem coś, idziesz? - wyszedł na dwór, czekając na mój ruch, Niepewnie ruszyłam się w jego stronę. Kiedy mężczyzna zamykał drzwi, przyśpieszyłam. Chciałam go jakoś zgubić, ale już po chwili szedł kilka kroków za mną. Idiota.
~~~
Eve i Nika:*
CZYTASZ
Find Happiness
Roman d'amourMłoda kobieta z ogromną ilością problemów na głowie, nie wie już, co ma zrobić ze swoim życiem. Długi nie pozwalają jej normalnie funkcjonować, dorywcze prace za bardzo nie pomagają, wtedy jej przyjaciel wpada na genialny pomysł, który wszystko zmie...
