Rozdział 49

3.9K 447 203
                                        

Upewnij się, że przeczytałeś 48 rozdział :*

*Zoe*

Odetchnęłam z ulgą dopiero, gdy znaleźliśmy się w domu. Obawiałam się, że każda kolejna minuta spędzona w tamtej jadalni może zakończyć się katastrofą. James był tykającą bombą, której naprawdę niewiele brakowało, aby wybuchnąć.

- Jak się czujesz? - położyłam dłoń na ramieniu męża,który siedział w salonie na sofie i popijał swoją ulubioną whisky. Obrzydlistwo.

Mężczyzna wzruszył tylko ramionami i spoglądał tępo przed siebie. Domyślałam się, że ta cała relacja z jego bratem, męczyła go. Zapewne chciałby mieć z nim czyste relacje, ale jednak z jakiś powodów było to po prostu niemożliwe. Nie naciskałam, w swoim czasie wszystkiego się dowiem.

- Jest okej - powiedział w końcu, po długiej chwili milczenia. Mógł każdego okłamywać, ale nie osobę, która od pewnego czasu spędzała z nim praktycznie cały dzień. Pokręciłam tylko przecząco głową, aby pokazać mu, że jego wypowiedź mnie nie satysfakcjonowała.

Obeszłam kanapę na około i stanęłam przed nim. Chciałam mu jakoś poprawić humor, aby zapomniał o otaczających go problemach. Po krótkiej chwili wahania, zdecydowałam się i usiadłam mu na kolanach, obejmując go za szyję.

- Wszystko się ułoży - szepnęłam cicho, głaszcząc go po włosach. Delikatnie masowałam jego skórę głowy.

- Wiem. - Odłożył szklankę na stolik i położył swoje dłonie na mojej talii. - Dziękuję - odezwał się, przyciągając mnie w swoja stronę jeszcze bliżej. Spojrzałam na niego lekko zdezorientowana. Nie miałam pojęcia z jakiego powodu usłyszałam podziękowania z jego ust.

- Nie rozumiem, za co? - zapytałam, mrużąc lekko oczy.

- Że wyszliśmy stamtąd. Miałem ochotę go zabić - westchnął. Powiedział to tak poważnym głosem, że gdybym go nie znała to pewnie uwierzyłabym w jego słowa. Na szczęście zdawałam sobie sprawę, że James nie byłby zdolny do takiego czynu. Na dodatek zawód który wykonywał, nie pasował do tego wszystkiego.

- Nie mów tak - stwierdziłam. Miałam nadzieję, że ta rozmowa przyczyni się do tego, że Ward zdradzi mi swoje sekrety. Byłam cholernie ciekawa. Zresztą każdy by chyba był na moim miejscu.

Z drugiej strony byłam trochę nie fair. Sama chciałam dowiedzieć się, o co tutaj chodziło, ale nie zamierzałam zdradzać mu swoich sekretów. Egoistyczne posunięcie, ale wolałam, żeby o niektórych sprawach nie miał żadnego pojęcia, a najlepiej to, aby nigdy się o ty nie dowiedział. Byłoby idealnie.

- Chcesz porozmawiać? - zapytałam. Błagałam, aby odpowiedź była twierdząca, jednak chyba wypił za mało tej swojej whisky, aby rozmawiać na takie tematy. Pokręcił tylko przecząco głową, a następnie zaczął się bawić guzikami mojej białej koszuli.

Nie przeszkadzało mi to jakoś szczególnie. Lubiłam, kiedy zwracał na mnie uwagę, a nie na swoje koleżanki. Z każdym dniem czułam się pewniej w jego obecności oraz dużo lepiej. Jak dla mnie to ten nasz cały układ dopiero teraz mógłby się zacząć. Nie narzekałabym.

- Chcę odreagować - westchnął, przybliżając swoja twarz do mojej. Przez dłuższą chwilę, po prostu patrzyliśmy sobie prosto w oczy. Nie liczyło się nic innego, oprócz nas. Uwielbiałam te brązowe oczy, które za każdym razem z radością przyglądały mi się.

Mężczyzna dopiero po chwili, jakby się ocknął i pochylił się w moim kierunku. Jeszcze bardziej przybliżył się, aby już po chwili złączyć nasze usta razem. Brakowało mi tergo przez te kilka dni.

Tym razem nie było w nim niczego powolnego, delikatnego. Z ogromna namiętnością, jak i gwałtownością oddawaliśmy się tej przyjemności, której pragnęliśmy cały czas jeszcze bardziej.

- Mogę ci pomóc - mruknęłam cicho, pomiędzy pocałunkami, które składaliśmy sobie nawzajem. Jedną ręką jeździłam po jego koszuli, która zasłaniała jego klatkę piersiową. Powoli zabrałam się za odpinanie guzików. Moim zdaniem ta część garderoby, jak i cała reszta była zupełnie nie potrzebna.

- Nie przeszkadzam? - usłyszałam rozbawiony głos, który należał do Christiana. Oboje oderwaliśmy się od siebie i od razu spojrzeliśmy w jego stronę. Widziałam wściekłość Jamesa, która pojawiła się na jego twarzy. Ja również nie byłam zadowolona, że ktoś taki, jak on nam przeszkodził. Naprawdę liczyłam, że ten wieczór zakończy się inaczej, przyjemniej, jednak teraz nie było już na to szansy. Wątpię, żebyśmy mogli bez przeszkód naprawić ten cały nastrój, który został zniszczony.

- Wyjdź stąd - warknął mój mąż, trzymając mnie nadal na kolanach. - Nie jesteś tutaj mile widziany - dodał.

- Dobra chociaż jest? - wskazał ręką w moim kierunku. James od razu skinieniem kazał mi odsunąć się od niego, czego nie chciałam robić na początku. - Zaspokaja twoje potrzeby? Chyba to potrafi. - Jego wzrok skierował się w moją stronę, a wtedy młodszy z braci nie wytrzymał.

Mężczyzna zerwał się z sofy, a następnie szybkim krokiem podszedł w stronę brata. Złapał go bez ostrzeżenia za kołnierz jego błękitnej koszuli

- Wypierdalaj! - krzyknął, przez co praktycznie podskoczyłam ze strachu. Nigdy wcześniej nie widziałam go w takim stanie, a już byłam świadkiem niejednej sytuacji, która podobnie się zaczynała.

- Prawda boli? - zakpił. - Naprawdę myślisz, że ktoś mógłby cię pokochać? - W tym momencie mój mąż nie wytrzymał i po prostu mu przywalił. Uderzył go z tak ogromną siłą, że drugi z nich zachwiał się, nie spodziewając się ataku na jego osobę.

Mogłam wyraźnie zobaczyć, jak z nosa Christiana delikatnie zaczęła spływać krew. Podobał mi się tai widok, należało mu się.

- Pożałujesz młody - warknął starszy Ward. - A ty lepiej uważaj - zwrócił się do mnie, wycierając przy tym swoją twarz, aby chociaż trochę ją oczyścić.

Starałam się przed Jamesem udawać, że nie miałam nawet pojęcia, o czym Chis mówił. Mój mąż praktycznie siła wyrzucił brata z naszego domu, co mnie ogromnie ucieszyło, bo mogło się to wszystko skończyć dużo gorzej.

Zdziwił mnie również fakt, że Christian nie oddał mu. Śmiało mogłabym powiedzieć, że był gotowy na taki ruch, ale jednak coś go powstrzymało. Zastanawiało mnie, co to takiego było. Rodzina Wardów zdecydowanie skrywała za dużo sekretów, który prawdopodobnie nie miały nigdy ujrzeć świata dziennego.

Gdy zostaliśmy sami, podeszłam do Jamesa i od razu wtuliłam się w jego ciało. Poczułam się bezpiecznie. Tylko on mógł sprawić, że nie bałam się otaczającego świata oraz ludzi, którzy byli za bardzo mściwi.

- Chodźmy spać - powiedziałam cicho. Nie widząc sprzeciwów ze strony męża, pociągnęłam go na górę do sypialni. Tak jak myślałam, cały romantyczny nastrój prysnął i żadne z nas nie zrobiło nic w kierunku tego, aby go przywrócić.

Leżałam na łózko, wpatrując się w spokojne ciało Warda. Jego klatka piersiowa powoli unosiła się i opadała, co świadczyło, że mężczyzna już zasnął. Uwielbiałam przyglądać się temu, jak bardzo był w takiej sytuacji spokojny. Nigdy bym nie pomyślała, że ten mężczyzna jeszcze parę minut temu uderzył swojego brata.

- Chyba cię kocham - mruknęłam cicho i pocałowałam jego odkryte ramię. Taka była prawda. Zaczynałam naprawdę żywić go tym poważnym uczuciem.

Przytuliłam się do ciała Warda i po chwili sama już zasnęłam, otoczona ramionami mężczyzny, którego pragnęłam mieć już na zawsze tylko i wyłącznie dla siebie.

~~~

Kolejny rozdział dzisiaj, jak Wam się podoba?

Życzymy Wam powodzenia jutro w szkole!

Jeżeli ktoś chciałby przeczytać poprawiony 1 rozdział to zapraszamy. Nie uległ jakiś diametralnym zmianom, ale został wydłużony i napisany w nieco bardziej ogarnięty sposób.

Eve i Nika:*

Find HappinessOpowiadania do pokochania. Odkryj je teraz