*Zoe*
Na samej kąpieli się nie skończyło. Byłabym w sumie w szoku, gdyby tak było. Dopiero po fakcie zaczęłam się zastanawiać, czy czasem James nie zrobił tego wszystkiego tylko po to, aby się ze mną po prostu przespać. Wiedziałam doskonale, że był do tego zdolny. Obawiałam się, że rano zniknie i dziwnym trafem znajdzie się u Jessicy w pokoju, gdzie opowie jej o tym, jak łatwo mu ze mną poszło.
Gdy otworzyłam oczy i nie zastałam mojego męża obok mnie, byłam w stu procentach pewna, że gdy tylko spotkamy się wszyscy na plaży czy też w na terenie hotelu to zaczną się ze mnie śmiać. Miałam ochotę zostać w łóżku i nie wychodzić z niego do końca pobytu tutaj. Bałam się kompromitacji. Niby byłam żoną Warda i mieliśmy pełne prawo do tego, co się wydarzyło w nocy, ale nie wiedziałam, jak to mogło zostać przedstawione. Mogli razem z Jessicą urozmaicić to wszystko w taki sposób, że to ja wyszłabym na idiotkę.
Nie mogąc dłużej wytrzymać w małej sypialni, postanowiłam chociaż pójść do salonu. Miałam w planie zamówić sobie jakieś śniadanie do pokoju i dopiero później zastanowić się, co dalej robić. Zastanawiałam się nad zwiedzeniem, ale samej za bardzo mi się nie chciało. Gdyby James był inny, pomyślałam.
Cicho westchnęłam i założyłam na nagie ciało satynowy szlafrok. Przed wyjściem z pomieszczenia spojrzałam jeszcze w kierunku łóżka i uśmiechnęłam się na samo wspomnienie tego, co działo się w tamtym miejscu jeszcze parę godzin temu.
Wchodząc do salonu, rozejrzałam się dookoła. Miałam gdzieś małą nadzieję, że jednak James będzie siedział na sofie, ale niestety myliłam się. Nie było go. Przestałam się łudzić, że go tutaj zastanę.
Nalałam sobie szklankę wody i oparłam się o kuchenny blat. Zaczęłam zastanawiać się nad tym, jak wyglądałoby moje życie, gdybym nie zgodziła się na ten cały układ. Mieszkałabym nadal w jednej z dzielnic Londynu, po której bałabym się chodzić w nocy, a tak to mogłam spokojnie wyjść w środku bez obawy, że ktoś na mnie napadnie.
- Wyspałaś się? - podskoczyłam, słysząc za sobą męski głos. James. Od razu go rozpoznałam. Czyli co za wcześnie go osądziłam. Powoli odwróciłam się w jego kierunku. Stał przede mną, ubrany w krótkie spodenki i luźną koszulkę.
Przyglądał mi się z uśmiechem. Nie widziałam w nim kpiny czy też czegoś podobnego. Żadnych negatywnych emocji. Mężczyzna położył swoje dłonie na moich biodrach i przyciągnął mnie do siebie.
- Nie musiałaś się ubierać - mruknął, pochylając się. Jego usta znalazły się niebezpiecznie blisko moich, ale nie przeszkadzało mi to. Pragnęłam jego bliskości oraz tego, co mógł mi dać. Swój wzrok zatrzymałam na jego wargach, przypominając sobie każdy jego wczorajszy pocałunek.
Ward delikatnie zaczął masować moje boki, kreśląc coś podobnego na kształt kółek. Wiedziałam do czego to wszystko prowadziło, ale nie byłam w stanie dłużej wytrzymać. Stanęłam na palcach, chcąc znajdować się jeszcze bliżej mojego męża. Bez chwili zawahania, objęłam. Jedną dłoń zostawiłam na karku, a drugą wplotłam we włosy mężczyzny.
Bez ostrzeżenia złączyłam nasze usta ze sobą. Na reakcję Jamesa nie musiałam za długo czekać. Mężczyzna od razu przejął inicjatywę. Z początku spokojny, powolny pocałunek z każdą kolejną sekundą, przeobrażał się w namiętny, bardziej gwałtowny.
Z każdą sekundą pragnęłam go coraz bardziej o ile było to możliwe. Działał na mnie, jak narkotyk od którego byłam uzależniona i nie miałam zamiaru nawet skinąć palcem, aby zerwać z tym nałogiem.
Ręce Jamesa sprawnie odnalazły pasek od szlafroku, którym od razu się zajął. Nagle jakoś bardzo zaczęła mi przeszkadzać moja część garderoby. Rozwiązał mały supełek, tym samym powodując, że nasze ciała znalazły się jeszcze bliżej siebie.
CZYTASZ
Find Happiness
RomantikMłoda kobieta z ogromną ilością problemów na głowie, nie wie już, co ma zrobić ze swoim życiem. Długi nie pozwalają jej normalnie funkcjonować, dorywcze prace za bardzo nie pomagają, wtedy jej przyjaciel wpada na genialny pomysł, który wszystko zmie...
