*Zoe*
Od momentu, w którym Mark zaczął pracować dla mnie wszystko zaczęło się układać, a przynajmniej miałam takie złudzenie. Czułam się bezpieczniej ze świadomością, że obok mnie był ktoś kto mógłby mnie obronić, gdyby coś się tak nagle wydarzyło.
Powoli wróciłam do normalnego funkcjonowania. Charlotte polubiła swojego nowego wujka, jak sama zaczęła go tak nazywać, mimo wcześniejszych oporów. Oczywiście nie zaufała mu tak, jak Jamesowie i chyba to nawet nie byłoby możliwe. To Ward był dla niej wzorcem.
Od samego rana denerwowałam się na samą myśl, że już dzisiaj były te przeklęte walentynki. Tak bardzo nie chciałam, żeby ten dzień nadszedł. Obawiałam się spotkania z Jamesem po tak długim czasie. Nie miałam pojęcia czego się mogę spodziewać.
Miałam nadzieję, że gdy go zobaczę to się nie rozkleję i wszystkie emocje nie powrócą. Nie chciałam tego. Nie mogłam okazać takiej słabości.
W towarzystwie mojego ochroniarza oraz Patricka pojechałam do sądu. Przyjaciel miał mnie wspierać i pomóc, gdyby była taka konieczność.
Nie mogłam sobie pozwolić na to, aby zatrudnić obcego prawnika, żeby mnie reprezentował. Nie wyobrażałam sobie tego, że musiałabym opowiedzieć mu całą historię ze szczegółami. Wtedy od razu byłabym na przegranej pozycji, a do tego nie mogłam dopuścić.
- Gotowa? - zapytał mój przyjaciel, kiedy staliśmy przed wejściem do ogromnego budynku. Objął mnie ramieniem i przytulił do siebie, gdy pokiwałam przecząco głową. Nie byłam gotowa na to, co za chwilę miało się wydarzyć.
- Boję się - powiedziała cicho, wtulając się w ramiona mężczyzny. Starałam się, aby się nie rozpłakać, co było cholernie ciężkie.
- Damy radę, jestem z tobą, pamiętaj. - Pocałował mnie w czubek głowy i razem weszliśmy po chwil do środka.
Rozejrzałam się dookoła. Doskonale znałam to miejsce, ale miałam nadzieję, że nigdy nie będę musiała tutaj się pojawić prytanie. Niestety prawda była inna.
- Poczekasz tutaj na nas? - odwróciłam się w stronę ochroniarza, który stał za nami. Nie chciałam, żeby musiał wysłuchiwać tych wszystkich bzdur, które ujrzą za chwilę światło dzienne. To akurat nie należało do jego obowiązków.
- Oczywiście. - Podobało mi się, że potrafiliśmy utrzymać relacje, które mimo wszystko nie wykraczały poza nasze obowiązki. Mark był profesjonalistą i to mi się podobało.
- Chodźmy. - Tym razem swoje słowa skierowałam do Patricka. Nogi miałam, jak z waty i gdyby nie ramię przyjaciela to już dawno leżałabym na zimnej posadzce.
Wszystko jeszcze bardziej zaczęło się komplikować, kiedy ujrzałam przed sobą Jamesa. Stał oparty o jasną ścianę i rozmawiał o czymś z prawnikiem. Czyli jednak nie zrezygnował z tego przedstawienia.
Bolało mnie to, bo mieliśmy umowę, w której było jasno napisane, że sprawy rozwodowe będziemy załatwiać między sobą. Jak widać on był poza tym wszystkim, a ja nawet nie mogłam nic zrobić, bo wszystko by się wydało i wyszłabym na jeszcze większą idiotkę.
Starałam się nie patrzeć w jego stronę, ale naprawdę było to strasznie ciężkie. Miałam ochotę wszystko rzucić i pobiec w jego kierunku, ale to było nie możliwe.
- Patrick. - Spojrzałam na przyjaciela. - Pomożesz mi, prawda? - zapytałam wcześniej, wskazując na mężczyznę, który stał w todze obok jeszcze mojego męża.
- Jasne, przecież ci to obiecałem. - Zapewnił mnie po raz kolejny. To wszystko było dla mnie takie nierealne. Do końca nie rozumiałam, co się działo.
- Ale James to twój przyjaciel - powiedziałam cicho, starając się, aby niczego nie usłyszał. Nie chciałam ich jeszcze bardziej skłócić ze sobą. W końcu, jak to będzie wyglądać? Jego najlepszy przyjaciel reprezentuje byłą żonę.
- A ty jesteś moją przyjaciółką - spojrzał na mnie. - Ja cię w to wciągnąłem to teraz cie wyciągnę z tego, jasne? - zapewnił mnie. - A poza tym on sobie poradzi - dodał. Musiałam się z tym zgodzić. Ward zawsze sobie doskonale radził i to w każdej sytuacji. On zawsze wychodził ze wszystkiego zwycięsko, dlatego też tym razem to ja potrzebowałam bardziej pomocy niż James.
- Sprawa rozwodowa z powództwa pana Jamesa Warda, zapraszam. - Protokolant zawołał nas, żebyśmy już weszli na salę. Wyłączyłam szybko telefon, a następnie schowałam go do torebki.
Ruszyłam pewnie w kierunku drzwi. nie mogłam okazać strachu. Ward przepuścił mnie w drzwiach, co mnie zaskoczyło. Myślałam, że nawet nie zauważył mojej obecności.
Kątem oka widziałam, jak Patrick coś tłumaczył mężczyźnie, który nas wołał chwilę wcześniej. Dopiero po chwili mój przyjaciel dołączył do mnie i zajął miejsce obok.
- Wygramy to. - Ścisnął moją dłoń pod ławką i delikatnie się uśmiechnął. Mimowolnie odwróciłam wzrok w stronę Jamesa, który tylko nam się przyglądał, a gdy tylko nasze spojrzenie się skrzyżowało ze sobą, pokiwał przecząco głową. Nie rozumiałam tego gestu, ale mogłam się domyślić, że skrywał w sobie coś poważniejszego.
Rozprawa nie należała do najprzyjemniejszych, szczególnie kiedy sędzia zadawał masę niekomfortowych pytań. Ciężko było mi opowiadać o tym wszystkim tak publicznie.
- Czy zgadzacie się państwo na mediację? - sędzia zwrócił się do nas, gdy zakończył zadawać pytania. Nie wiedziałam, co mam odpowiedzieć. Oczywiście, że bym się zgodziła, ale wiedziałam, że Ward tego nie chciał, bo przecież to był już koniec.
- Nie - odpowiedziałam, jako pierwsza, zadziwiając przy tym siebie, jak i Patricka oraz Jamesa. Mina tego drugiego naprawdę była bezcenna.
- Nie. - Zachrypniętym głosem swoje zdanie wyraził również Ward. Cały czas patrzyłam na sędziego, który tylko kiwnął głową. Zastanawiałam się nawet czy to nie był znajomy Jamesa, skoro wszystko szlo tak miło i przyjemnie.
W końcu wszystko było możliwe i mógł równie dobrze przygotować tą całą szopkę, żeby dla mnie wyglądała naturalnie. Ward był jedną wielką zagadką, ale ja już jej nie musiałam odkrywać.
- Czy istnieje szansa na naprawienie małżeństwa? - tego pytania się najbardziej bałam. Doskonale zdawałam sobie sprawę, że to była kluczowa kwestia, jaka była poruszana.
Sąd chciał za wszelką cenę zrobić wszystko, co było tylko w jego mocy, aby skłonić nas do naprawy. Tym razem siedziałam cicho i nic nie mówiłam. Czekałam na to, co powie Ward. Nie chciałam się wychylać, bo miałam mimo wszystko nadzieję. Może i byłam naiwna, ale trudno.
Przyglądałam się Jamesowi, czekając na jego odpowiedź. Widziałam doskonale, jak jego szczęka zaciskała się, tak samo, jak pięści. Bił się z myślami, jednak bardzo szybko podjął decyzję.
~~~
Kolejny dzisiaj rozdział i w końcu jest Zoe i James razem w jednym rozdziale.
Eve i Nika:*
CZYTASZ
Find Happiness
RomanceMłoda kobieta z ogromną ilością problemów na głowie, nie wie już, co ma zrobić ze swoim życiem. Długi nie pozwalają jej normalnie funkcjonować, dorywcze prace za bardzo nie pomagają, wtedy jej przyjaciel wpada na genialny pomysł, który wszystko zmie...
