Rozdział 34

4.9K 460 145
                                        

*Zoe*

Patrick, gdy tylko odczytał ode mnie wiadomość, od razu wsiadł w samochód i przyjechał do domu Warda. Cieszyłam się, że posiadałam taka osobę, która była w stanie rzucić wszystko i mi pomóc.

Zabraliśmy Charlotte i w trójkę poszliśmy na spacer do parku. Mała mogła się pobawić na placu zabaw, natomiast ja spokojni porozmawiać z przyjacielem. Chciałam, aby doradził mi, jak i pocieszył. Potrzebowałam tego.

- Zoe, zakończ ten chory układ. - Spojrzał na mnie. - Zerwij umowę, oddaj mu te pieniądze. - Grey od początku naszego spotkania starał się mnie przekonać, że lepiej będzie, gdy raz na zawsze zakończę swoją przygodę z Wardem, ale ja tego nie chciałam. Pragnęłam jego obecności, bliskości czy nawet dotyku. nie potrafiłam z tego zrezygnować. Czułam się wręcz, jak narkoman na głodzie, kiedy mężczyzny nie było przy mnie.

Noc, którą spędziliśmy wspólnie tylko pogorszyła to wszystko. Nie mogłam wymazać jej z głowy i nie chciałam, chociaż zaczęłam sobie zdawać sprawę, jak bardzo byłam naiwna w momencie, gdy James zachował się w taki, a nie inny sposób.

Każde wypowiedziane przez niego słowo cholernie bolało, ale mimo to moje uczucia względem tego mężczyzny nie zmieniły się. Doskonale rozumiałam, że byłam tylko jego zabawką, ale musiałam się cieszyć z tego, co zostało mi zaoferowane.

- Nie mam ich. - powiedziałam, ale nie podniosłam wzroku na przyjaciela. Siedziałam, wpatrując się w drzewo, które akurat znajdowało się dokładnie naprzeciwko ławki, na której siedzieliśmy.

Bałam się spojrzeć mu prosto w oczy. Nie byłam na tyle odważna, aby to zrobić. Tchórz ze mnie i tyle, nic więcej.

- Jak to nie masz?! - podniósł głos, co sprawiło, że kilku przechodzących ludzi spojrzało w naszą stronę. - Przecież byłaś dłużna tylko czterdzieści tysięcy Powiedz mi, że to żarty. - Odważyłam się podnieść wzrok na Patricka. W jego oczach dostrzegłam złość i nic poza tym. Wiedziałam, że był wściekły, bo doskonale zdawał sobie sprawę, co stało się z resztą pieniędzy, którą dał mi Ward.

- Patrick - szepnęłam cicho. Chciałam odrobinę załagodzić sytuację, ale nie dałam rady. Nie potrafiłam tego zrobić.

- Ja nie mam takiej kasy, żeby oddać za ciebie! Chcesz w tym tkwić?! - jego ton głosu z każdym kolejnym wypowiedzianym słowem, podnosił się. Jeszcze nigdy, aż tak nie krzyczał na mnie, co tylko uświadomiło mnie w przekonaniu, że źle zrobiła. - Miałaś tylko udawać, a nie spoufalać się z nim. - Chciałam mu przerwać, ale nie miałam tyle odwagi, aby mu się postawić. - Mam nadzieję, że nie będzie z tego dzieci - mruknął cicho, tak jakby do siebie, ale ja doskonale mogłam usłyszeć każde wypowiedziane przez niego słowo. - Dziewczyno, dlaczego ty zawsze musisz ściągać na siebie kłopoty? - miał rację, cały czas pakowałam się w kłopoty, z których za każdym razem musiał mnie wyciągać.

Starałam się go powstrzymać, aby nie powiedział paru słów za dużo. Niestety moje sprzeciwy nie dały żadnego skutku. Patrick był wściekły i jak widać, chciał się pozbyć wszystkich negatywnych emocji, które skumulowały się w nim.

- Nie widzisz tego jak on cię traktuje? - zapytał, ale nie dał mi możliwości odpowiedzi, bo kontynuował swoją wypowiedź. -A może ty lubisz jak facet tobą pomiata i wydziera się na ciebie w każdej możliwej sytuacji? - jego ton głosu nie był taki, jak zazwyczaj. Czułam, że się ze mnie naśmiewa, tylko nie wiedziałam dlaczego. Przecież przyjaciele powinni się zawsze wspierać, a nie postępować w taki sposób.

- Proszę nie mów tak. - Starałam się dojść do głosu, aby móc chociaż odrobinę się bronić.

- Czym on ci imponuje? Pieniędzmi? - zaśmiał się. - Kiedy wreszcie przejrzysz na oczy i zauważysz, że on nic do ciebie nie czuję, oczywiście poza chęcią zaliczenia - powiedział poważnym głosem, jakby doskonale wiedział o tym, co mówi.

Find HappinessOpowiadania do pokochania. Odkryj je teraz