Rozdział 41

4.3K 449 126
                                        

*Zoe*

Zachowanie Jamesa było dla mnie jedną wielką zagadką. Nie miałam pojęcia, co o tym wszystkim powinnam sądzić. Z jednej strony podobało mi się to wszystko, ale z drugiej obawiałam się, że to tylko gra z jego strony.

Kilka razy miałam zamiar zapytać się go wprost, o co tak naprawdę tutaj chodzi, jednak za każdym razem odpuszczałam. Bałam się odpowiedzi, którą może mi przekazać, a nie miałam zamiaru psuć tego, co się działo. Być może liczyłam, że się zmienił, a nawet docenił, że mnie ma. Powinniśmy się trzymać razem, skoro mamy wspólny interes. Tyle razu mu to powtarzałam, że może w końcu zrozumiał.

- Nad czym tak myślisz? - uśmiechnęłam się, gdy ramiona Warda oplotły moją talię. Uwielbiałam to uczucie i mogłabym bez końca się jemu poddawać.

- Ogólnie o wszystkim. -Odwróciłam się przodem do mężczyzny i położyłam dłonie na jego klatce piersiowej. Podniosłam wzrok i spojrzałam mu prosto w oczy. Kochałam je. Mogłabym spędzić godziny, wpatrując się w nie.

- Głodna? - zapytał, uśmiechając się szeroko. Ewidentnie było coś z nim nie tak tylko nie potrafiłam jeszcze go rozgryźć.

Kiwnęłam twierdząco głową. Powoli zaczynało burczeć mi w brzuchu. Sama nie chciałam się wychylać z tym, aby zjeść jakiś posiłek, ale skoro sam już to zaproponował to czemu nie.

Objął mnie w talii i razem skierowaliśmy się do przygotowanego stoły, który stał praktycznie na środku jachtu. Śmiało mogłabym powiedzieć, że wyglądał, jak w jednej z drogich restauracji. Biały obrus, a na nim świece dodawały tylko uroku temu wszystkiemu.

- Siadaj. - Odsunął mi krzesło, na którym po chwili usiadłam. Kelner podszedł do nas, aby postawić przed nami nasze dania. Zdziwiłam się. Myślałam, że obecny był tutaj tylko kucharz.

Dziękowałam w duchu Jamesowi, że tym razem postawił na coś normalnego, a nie wymyślnego. Brakowało mi prostych dań, które były najlepsze. Czasami lubiłam oczywiście spróbować czegoś nowego, nietypowego, ale ile można było.

Przez cały posiłek, James praktycznie wpatrywał się we mnie. Na początku starałam się to ignorować, ale już po jakimś czasie miałam dosyć. Nie mogłam nawet w spokoju zjeść. Speszona spuściłam wzrok.

Naprawdę zaczęłam się poważnie zastanawiać nad tym czy czasem czegoś nie wziął. W końcu byliśmy na Ibizie, gdzie naprawdę łatwo o różnego rodzaju tabletki. Na każdym kroku można było spotkać ludzi, którzy handlowali tym gównem. To by wiele wyjaśniało.

Wieczorem usiedliśmy na kocu, rozłożonym z przodu jachtu. Miejsce całe było otoczone w świeczkach, które kształtem przypominały serca, a do tego wszystkiego można było wyczuć zapach róż. Ward postarał się i musiałam to przyznać.

- Dzisiaj noc spadających gwiazd. - Podskoczyłam delikatnie, słysząc głos Jamesa. Nie zauważyłam momentu, w którym wrócił. Poszedł po korkociąg, którego zapomniał wcześniej przynieść. Mężczyzna usiadł koło mnie i zabrał się za otwieranie butelki.

- Naprawdę? - musiałam się upewnić. Mężczyzna kiwnął twierdząco głową i wystawił rękę po kieliszki, które mu podałam. Nalał do nich czerwonego wina.

- Proszę. - Postawił przede mną lampkę wina. Wszystko było takie idealne, a do tego te gwiazdy. Trafił w dziesiątkę. Było to znaczenie lepsze niż jakieś wymyślne randki. Tak naprawdę mogłabym siedzieć na plaży, a niekoniecznie na jachcie. Nie byłam wymagająca, ale niestety James sądził, że wszystko, co było drogie to było najlepsze. Mylił się i miałam mu to zamiar przekazać jakoś, ale jeszcze nie w tym momencie. Było zdecydowanie za wcześnie.

Find HappinessOpowiadania do pokochania. Odkryj je teraz