Rozdział 2

8.3K 973 271
                                        

*Zoe*

– Pakuj się! – usłyszałam radosny krzyk. Wiedziałam od razu, do kogo należał, ponieważ nikt inny poza nim nie wchodzi do wszystkich jak do siebie. Patrick Grey to cały on przyjaciel, z którym znałam się już jakiś czas. Poznaliśmy się parę lat temu na jednej z akademickich imprez. – Znalazłem rozwiązanie wszystkich twoich kłopotów. Szybko zbieraj swoje rzeczy, dlatego że muszę was jak najszybciej poznać. – Był taki podekscytowany. Z wielkim zapałem i energią opowiadał o czymś, ale ja nie miałam pojęcia, co siedzi w jego głowie, nie wiedziałam, co ma na myśli.

– Stop, Patrick o czym ty mówisz? – za każdym razem trzeba było kazać mu się trochę uspokoić, inaczej zachowywał się jak katarynka. Milion myśli na sekundę, które starał się przekazać, jak najszybciej.

– Zostaniesz żoną mojego przyjaciela. – W tym momencie wybuchłam głośnym śmiechem. Nie wiedziałam, czy on sobie żartuje, czy po prostu przyszedł do mnie, kiedy jest pijany. Na taki pomysł to jeszcze nigdy nie wpadł, co sprawiało, że zaczęłam się o niego coraz bardziej martwić. Wyśmiałam go. To nie jest średniowiecze, więc nie ma mowy, że mnie sprzeda jakiemuś obleśnemu znajomemu.

– Zawirowałeś – stwierdziłam, a następnie spojrzałam w stronę przyjaciela.

– Nie, Zoe nikt nie mówi o tym, żeby tobą w jakiś sposób handlować, on potrzebuje żony na chwilę, tylko trochę poudajesz.

– Nie podoba mi się to – powiedziałam zgodnie z prawdą.

– Znam go i przyrzekam ci, że on niczego więcej nie chce. Płaci tyle, że wystarczy to na twoje długi. Nie daj się prosić. – Przez kolejne pół godziny starał się nakłonić mnie do zmiany zdania i wzięcia udziału w tym chorym pomyśle. Co prawda cudowne funty na koncie kusiły w każdy możliwy sposób. Nie jestem materialistką, ale w mojej obecnej sytuacji muszę rozważać każdą opcję, w której mogę zdobyć dodatkowe fundusze.

– To głupi pomysł, jak ty to sobie wyobrażasz? Mam córkę, co ja jej powiem, kiedy w naszym życiu pojawi się jakiś obcy mężczyzna? – mimo wszystko nie byłam przekonana do tego pomysłu. Uważałam go za irracjonalny, nie widziałam się w tej roli. Sądziłam, że udawanie w tak poważnych kwestiach nie wyszłoby mi na dobre, przecież pojawiłyby się różnego rodzaju konsekwencje, problemy, z których tak łatwo się nie wykręcę. Małżeństwo powinno być zawierane ze względu na miłość dwojga ludzi względem siebie, a nie z powodu jakiś głupich pomysłów wymyślonych po pijaku. Po pierwsze podstawowym zadaniem instytucji, którą jest małżeństwo to prokreacja, a nie wyobrażam sobie mieć dzieci z obcym facetem. Niby miało to być udawane, ale jaką miałabym pewność, że wszystko byłoby zgodnie z ustaleniami przed tym całym ślubem? Druga kwestia, która mnie odpycha od zgody to świadomość, że małżeństwo jest związkiem na całe życie, a nie tymczasowym. Zawsze chciałam zawrzeć związek małżeński, ale tylko w momencie, kiedy będę szaleńczo zakochana w moim partnerze nigdy w innym przypadku.

– Mała wyciągnie cię to z kłopotów no i pomyśl, że pobawimy się na jakimś weselu. – Zaśmiałam się. Patrick od zawsze uwielbiał chodzić na wesela i robił to nawet, gdy nie przepadał za młodą parą. Inną kwestią jest to, że zawsze dziwnym trafem pan młody, jak i mój przyjaciel kończyli, praktycznie leżąc pod stołem. Dziwna przypadłość, ale on cały odbiega od normy.

– Muszę to przemyśleć, przecież wiesz, że to nie jest taka prosta decyzja – powiedziałam zgodnie z prawdą, ponieważ nie wyobrażam sobie, żeby w ciągu pięciu minut podjąć ważną decyzję. Udawane, czy nie to i tak wpływa na nas i na nasze życie codzienne. Wszystko ulega zmianie, a ja nie wiem, czy jestem gotowa na tak duży krok.

– Nie ma czasu. Właśnie pojechał po pierścionek. – Uśmiechnął się w moją stronę. Co!? Dlaczego od razu założył, że się zgodzę? Pokręciłam przecząco głową, jeżeli bym mogła, to zabiłabym go w tej chwili. Wiedziałam, że jest idiotą, ale aż takim? Są pewne granice. Boję się nawet pomyśleć, co naopowiadał swojemu przyjacielowi. Byłoby mi głupio się wykręcić z tego, kiedy on już coś palnął. Mogę się założyć, że zagwarantował mu to, iż wyrażę zgodę na to wszystko i wyjdę za niego. W takiej sytuacji nawet nie mam, jak się z tego wykręcić. Wyjdę na kretynkę, która nie wie, czego chcę.

– Czyli co? Decyzja podjęta została już wcześniej? – nieśmiało potwierdził, kiwając głową. - Najpierw muszę go poznać, nawet go nie znam.
– Dzisiaj macie zarezerwowany stolik w The Ledbury i błagam, przyjmij pierścionek.

– Nie mogę, a Char? Zapomniałeś o niej? – tak bardzo nie chciałam tam iść. Obawiałam się tego, co może mnie spotkać, chyba nie byłam na to gotowa.

– Zajmę się Charlotte, nie musisz się o nic martwić, a teraz idź się szykować, to oświadczyny musisz ładnie wyglądać. – Nie pasowało mi to wszystko, ale co miałam zrobić? Nie zaszkodzi mi się z nim spotkać. Po błyskawicznym prysznicu zaczęłam przeglądać całą zawartość swojej szafy. Musiałam znaleźć coś odpowiedniego na tę okazję? Mogę tak to nazwać? Mimo wszystko chciałam wyglądać ładnie, chociaż na chwilę poczuć się pewnie i zapomnieć o problemach, które towarzyszyły mi codziennie.

Stwierdziłam, że mała czarna, jednak będzie najlepszą opcją. Klasyka zawsze się sprawdza i to w każdej sytuacji. Delikatny makijaż był idealnym wyjściem, a do tego mocne czerwone usta, włosy natomiast zostawiłam rozpuszczone. Całość prezentowała się bardzo dobrze, z czego byłam zadowolona, w końcu w tak krótkim czasie udało mi się doprowadzić do normalnego stanu.

Patrick, jak na kochanego przyjaciela przystało, zamówił mi taksówkę, która zawiozła mnie w stronę Notting Hill, gdzie była restauracja. Bałam się tego, co mnie tam miało spotkać. Zaczęłam zastanawiać się, czy dobrze zrobiłam, że i tym razem uległam przyjacielowi i zgodziłam się na jego chory pomysł.

Mijałam wąskie uliczki, przyglądając się tym ludziom. Spacerowali i zwiedzali każde możliwe miejsce tego cudownego miasta, zakochując się w nim z każdą kolejną sekundą, którą spędzili w tym miejscu.

Wzięłam głęboki oddech, kiedy zatrzymaliśmy się pod restauracją. Wahałam się do końca, jednak jeżeli powiedziało się A, to trzeba powiedzieć B.

Zapłaciłam taksówkarzowi i powoli skierowałam się w stronę wejścia do ekskluzywnej restauracji. Sam jej zewnętrzny wygląd prezentował się idealnie, wszytko było dopasowane do siebie. Czarne drzwi, a nad nimi biały napis „The Ledbury". Na około były posadzone dokładnie ścięte krzewy, które tylko podkreślały charakter tego miejsca. Jego idealność, jak i perfekcję, która była związana z każdym, nawet najmniejszym detalem.

– Dobry wieczór – przywitałam się – jestem umówiona z panem Wardem. – Kierownik sali poprosił mnie, abym skierowała się za nim w głąb restauracji. Wnętrze również zachwycało, już z oddali mogłam zauważyć połączenie czerni i bieli, co tylko dodawało wytrawności temu miejscu. Ciemne zasłony idealnie komponowały się z jasnymi ścianami oraz lustrem, które zajmowało całą powierzchnię jednej ze ścian. Optycznie to powiększało pomieszczenie. Nigdy nie przypuszczałam, że będę miała okazję jeść w takim miejscu kolację, niesamowite uczucie.

Serce biło mi jak oszalałe, kiedy zbliżyłam się do tego jednego stolika, przy którym siedział mój przyszły mąż, którego będę miała okazję zaraz poznać. Proszę, żeby był przystojny, chociaż z drugiej strony, czy mężczyzna mający powodzenie u kobiet musi na siłę szukać narzeczonej, a w dodatku oferuje za to zapłatę? Kiedy zostałam doprowadzona w odpowiednie miejsce, mogłam w końcu go zobaczyć, przyjrzeć mu się i wiedziałam już, że ten mężczyzna wywróci moje życie do góry nogami.

~~~

Aaaa, dziękujemy bardzo za tyle komentarzy, gwiazdek pod poprzednim rozdziałem jak i prologiem. Nawet nie wiecie jak to motywuje do dalszego pisanie tego opowiadania.

A, więc tak pojawiło się pytanie odnośnie dodawania rozdziałów. Informujemy, że rozdziały będą pojawiać się co tydzień w sobotę. Oczywiście przewidujemy dodawanie również w tygodniu, ale to nie jest takie pewne.

Jeżeli chcecie być na bieżąco dodawajcie Find happiness do swoich bibliotek <3

Liczymy na Wasze opinię oraz gwiazdki :)

Pozdrawiamy

Eve i Nika:*

Find HappinessOpowiadania do pokochania. Odkryj je teraz