Rozdział 11

5K 694 131
                                        

*Zoe*

Kiedy zajęłyśmy wyznaczone miejsca w samolocie, zostało mi tylko czekać, aż wystartujemy, chciałam być już w Londynie, odpocząć od tego wszystkiego, co miało miejsce w Paryżu, a szczególnie od Margaret, tylko o tym marzyłam. Przed startem wysłałam jeszcze krótką wiadomość do Jamesa, czy przyjedzie po nas na lotnisko, moim zdaniem powinien, w końcu prawdziwy narzeczony, pewnie stęskniłby się przez ten czas za swoją ukochaną, ale jednak Ward to Ward, wszystko jest u niego możliwe. Na dobrą sprawę może po prostu stwierdzić, że ma ciekawsze rzeczy do robienia, niż przyjechanie po swoją narzeczoną, jej córkę, a także i własną matkę. Margaret przez cały lot nie odzywała się do nikogo, żyła w swoim świecie, w którym pewnie już wymyślała jakiś plan, który miał na celu doszczętnie mnie zniszczyć. Gdyby mogła, to pewnie już dawno zleciłaby jakiemuś płatnemu zabójcy, aby zajął się moją osobą, przykre, ale niestety prawdziwe i z każdym dniem mam coraz to większą świadomość na ten temat.

– Opowiem wszystko dziadkowi – powiedziała bardzo niewyraźnie, sennym głosem Charlotte, która już po chwili słodko spała, oparta o moje ciało, z dala od pani Ward. Nie czułam się komfortowo, kiedy mała nazywała w mojej obecności Georga, swoim dziadkiem, nie pasowało to do relacji jaką miała panować pomiędzy nami. Gdy tylko samolot wzbił się w powietrze, czułam przez chwilę, nieprzyjemne uczucie, ale jednak szybko zniknęło i mogłam skupić się na podziwianiu widoków, które znajdowały się za małym okienkiem. Starałam się zapamiętać każdy możliwy szczegół, aby mieć co wspominać, w końcu nie wiadomo kiedy nadarzy się kolejna okazja, żeby móc gdziekolwiek polecieć, pewnie dopiero za kilka lat, jak uda mi się odłożyć większą ilość pieniędzy, którą będę mogła przeznaczyć, bez wyrzutów sumienia na jakieś małe wakacje dla mnie i Charlotte. Nie zauważyłam nawet, kiedy koła samolotu spotkały się z ziemią, pilot płynnie wylądował, co mnie ucieszyło, inaczej Char obudziłaby się przerażona, nie wiedząc, co się dzieje, a nie miałam już siły w środku nocy tłumaczyć jej, co miało miejsce. Pragnęłam tylko, żeby w końcu wydostać się z Heathrow, jego kilometrowych kolejek, które były tutaj nawet o tak późnej porze. Złapałam Charlotte za rączkę i po przejściu kontroli paszportowej, kierowałyśmy się razem za Margaret do wyjścia, gdzie miał czekać na nas James, nasze bagaże zapewne były już w samochodzie, więc nie trzeba było ich szukać po całym lotnisku, na pięciu taśmach, co tak naprawdę graniczy z cudem, bo o dziwo praktycznie wszyscy ludzie mają czarne walizki, których nie da się niestety rozróżnić, jeżeli nie posiadają jakiegoś breloczka czy innej rzucającej się w oczy ozdoby. Oczywiście ludzie podróżujący pierwszą klasą, nie muszą martwić się o takie nic nieznaczące dla nich rzeczy. Sama mogę przyznać z ręką na sercu, że takie podróże są bardziej komfortowe, wszystko jest dostępne i to na skinienie pasażera, do tego dostęp do internetu i podobnych rozrywek, czego niestety nie ma w klasie ekonomicznej, tej dla zwykłych ludzi, bo po co? Przecież oni się nie liczą w świecie, pełnym milionerów, prezesów firm, czy światowych gwiazd ekranu. Kolejny absurd jak dla mnie, że ludzie nazwijmy to urodzeni lepiej, mają większe wygody, niż cała reszta, wszyscy powtarzają, że jesteśmy równi, ale niestety nie ma to odniesienia w rzeczywistości.

W oddali zauważyłam Jamesa, opartego o jedną ze ścian, jego wzrok był skupiony na czymś, co działo się przed nim, więc nawet nie było szansy, aby nas zobaczył. Ubrany jak zawsze w dobrze skrojony garnitur, wyglądał po prostu idealnie, dziwię się, że musiała szukać kogoś i mu płacić za udawanie jego żony, przecież on mógłby mieć każdą, gdyby tylko skinął palcem no, chyba że posiada jakąś tajemnicę, którą skrywa przed światem, ale jakoś wydaje się, że na swój sposób jest normalny. W końcu łaskawy pan nas zobaczył i raczył podejść, przytulił swoją matkę na powitanie, a dopiero później podszedł do mnie. Błąd, chyba powinien podejść najpierw do mnie, a dopiero, później do swojej matki, niby to nic nie znaczy, ale na pewno, zakochany mężczyzna zachowuje się inaczej.

Find HappinessOpowiadania do pokochania. Odkryj je teraz