Upewnij się, że przeczytałeś rozdział 50 ;*
*James*
- Pracuje - warknąłem, patrząc mojemu towarzyszowi prosto w oczy. Nienawidziłem, kiedy ktoś mi przeszkadzał, a już szczególnie, gdy nie miałem ochoty na rozmowę. Do tego wszystkiego będę musiał siedzieć dłużej nad papierami.
- To zrobisz sobie przerwę - odezwał się i nie zwracając uwagi na moje protesty, usiadł na krześle, które znajdowało się przed biurkiem. - Poprosiłem, żeby sekretarka przyniosła nam kawę - dodał.
- Patrick, naprawdę nie mam czasu - westchnąłem. Fakt chciałem z nim porozmawiać, wyjaśnić wszystko, ale nie w kancelarii, gdzie każdy bez przeszkód mógł podsłuchać naszą rozmowę.
- Znajdziesz - zwrócił się do mnie, a ja nie mając ochoty rozpoczynać kolejnej kłótni, siedziałem cicho. - Wiem, że nie jestem wysoką blondynką, ale wytrzymasz parę minut. - Wzruszył ramionami.
- Nie mam kontaktu z Jessicą. - Doskonale wiedziałem, że o niej mówił. Widziałem, że naprawdę był w szoku. Nie spodziewał się , ze taki dzień, w którym oleję blondynkę kiedykolwiek nastąpi. Niespodzianka.
- Jestem pod wrażeniem - zaśmiał się. - W końcu zmądrzałeś, stary. - Każdy od pewnego czasu mówił mi, że moje zachowanie uległo zmianie. Sam tego nie zauważyłem, ale jeżeli to wszystko pozytywie wpłynęło na to, jak ludzie mnie odbierali to się cieszyłem.
- Co chcesz? - zapytałem ostro. Naprawę nie miałem czasu ani ochoty na pogawędki przy ciastku i kawie. Chciałem skończyć swoją pracę szybko i wrócić do domu.
Kiedy Patrick miał już zaczął mówić do gabinetu weszła sekretarka z tacą, na której znajdowały się dwie kawy oraz talerz z ciastami. Kobieta postawiła je przed nami, a następnie z uśmiechem wyszła, kręcąc przy tym biodrami. Zresztą, jak zawsze. Przyzwyczaiłem się już do tego i za którymś razem przestało robić to na mnie wrażenie. Nic ciekawego.
- Niezła nie? - zobaczyłem, jak wzrok Patricka był skierowany na tyłek mojej sekretarki. Prychnąłem, chociaż cieszyło mnie to. Przynajmniej odczepił się od Zoe i w końcu zrozumiał, że nie ma u niej szans.
- Ujdzie. - Wzruszyłem ramionami. Naprawę widziałem lepsze, ale skoro mój przyjaciel był ślepy to już jego sprawa. - Więc? - zacząłem, chcąc ponownie zmusić go, aby zaczął mówić.
- Powinniśmy chyba sobie wszystko wyjaśnić, nie sądzisz? - zapytał. - Męczy mnie to. Stary jesteś moim przyjacielem, a pokłóciliśmy się o jakąś laskę - dodał. Wiedziałem, że nazywając w ten sposób Zoe, nie miał na celu jej obrażenia. Rozumiałem, co chciał mi przez to powiedzieć.
Zawsze powtarzaliśmy sobie, że żadna kobieta nas nie poróżni, a teraz ta nasza zasada była nic nie warta. Patrick przyszedł tutaj, żeby się pogodzić, wyciągnął jako pierwszy rękę na zgodę. Zaimponował mi tym. Nie sądziłem, że którykolwiek sam z siebie odważy się na taki krok.
Oczywiście mogliśmy się spotkać porozmawiać i udawać, że tamte wcześniejsze sytuacje nie miały miejsca, jednak nie tym razem. Musieliśmy sobie wszystko wyjaśnić, oczyścić atmosferę między nami, aby było tak, jak kiedyś.
- Wiem, co o mnie myślisz, ale naprawdę nie musisz się martwić o Zoe - powiedziałem. Zdawałem sobie sprawę, że Patrick był ciekawy, czy coś się zmieniło w mojej relacje z jego przyjaciółką. - Ona jest dorosła, wie co robi. - Spojrzałem na przyjaciela, a następnie napiłem się łyka kawy. Widziałem, jak chwilę zastanawiał się nad tym, co miał mi odpowiedzieć.
- Nie skrzywdź jej - odezwał się, a następnie uśmiechnął. Naprawdę nie sądziłem, że tak łatwo i szybko pójdzie ta rozmowa. Kiwnąłem tylko głową. Nie potrafiłem o niczym go zapewnić. Życie bywa przecież nieprzewidywalne.
- Naprawdę muszę wrócić do pracy - westchnąłem. - Piwo wieczorem? - zapytałem. Wolałem z nim wyjść później, a teraz skupić się na tym, aby jak najszybciej wrócić do domu.
- Whisky, przyjadę do was. - Wypił do końca kawę, a następnie wyszedł z mojego gabinetu. W końcu spokojnie mogłem dokończyć swoją pracę.
Dopiero po siódmej udało mi się wrócić do domu, przez co bylem cholernie zły na siebie. Zawsze wracałem parę minut po godzinie piątej. Wszystko niestety było winą Patricka, który przeszkodził mi. Przez to miałem sporo opóźnienie.
- Przepraszam, że tak długo. - Po wejściu do domu skierowałem się w kierunku salonu, gdzie siedziała Zoe razem z Charlotte i oglądały bajki. Pocałowałem obie w policzek, a następnie usiadłem koło żony.
- Nic się nie stało. - Uśmiechnęła się. Nie dostrzegłem, aby faktycznie była na mnie zła, przez co mi odrobinę ulżyło.
- Wychodzę dzisiaj - powiedziałem i złapałem ją za rękę. - Umówiłem się z Patrickiem - dodałem.
- Baw się dobrze - westchnęła cicho. Domyśliłem się, że nie pasowało jej to za bardzo. Najchętniej odwołałbym to całe wyjście, ale już obiecałem.
- Wrócę w miarę szybko. - Pocałowałem ją w policzek. - I trzeźwy - dodałem, a ona zaśmiała się. Doskonale znała swojego przyjaciela i wiedziała zapewne, jak to wszystko się skończy, ale nie skomentowała tego. Jednak tym razem nie zamierzałem doprowadzić się do stanu, w którym nie będę kontaktował. Nie było nawet o tym mowy.
Usłyszałem dzwonek do drzwi, przez co musiałem opuścić na chwilę dziewczyny. Po krótkiej chwili wpuściłem już do środka Patricka, który od razu skierował się w kierunku salonu. Czuł się, jak u siebie w domu.
Przywitał się z Zoe oraz Charlotte. Córka mojej żony przytuliła się do swojego kochanego wujka, a ja na ten widok poczułem drobne ukucie.
- Idziemy? - musiałem przerwać tę chwilę. Co za dużo to nie zdrowo.
- Jasne, Fabric już czeka na nas! - krzyknął radośnie, odsuwając się od Zoe.
- W życiu - odezwałem się. Nie miałem zamiaru iść do klubu. Nie interesowało mnie również to, że było to jedno z najlepszych miejsc.
Mieliśmy pogadać, a nie upić się i imprezować z pijanymi kobietami, które marzyły tylko o jednym. Nie wiedziałem czy Patrick chciał specjalnie mnie tam zabrać, ale nie udało mu się. Nie jestem idiotą.
- Idziemy do The Harp - stwierdziłem. Uwielbiałem to miejsce. Można było mimo ogromnego tłumu ludzi, napić się dobrego alkoholu.
Patrick jęknął niezadowolony, ale już po chwili mu przeszło i od razu wyszliśmy z domu. Im szybciej wyjdziemy, tym szybciej wrócę, prawda?
Wsiedliśmy do taksówki, która czekała już na nas, przed ogrodzeniem. Kierowca zawiózł nas od razu na Chandos PI. Bar znajdował się niedaleko Trafalgar Square, przez co można było spotkać pełno turystów. Robili zdjęcia praktycznie wszystkiemu.
- James, lepiej stad wyjdźmy - powiedział Patrick, zaraz po tym, gdy weszliśmy do środka baru. Nie rozumiałem, dlaczego tak powiedział, jednak, kiedy rozejrzałem się dookoła wszystko było jasne.
- Zostajemy - stwierdziłem, podchodząc do baru. Nie zwracając uwagi na przyjaciela oraz innych ludzi, złożyłem zamówienie, które miało zostać dostarczone do stolika.
~~~
Kolejny rozdział dzisiaj i... jest szansa na jeszcze kolejny, a to wszystko zależy od Waszej aktywności!
Eve i Nika;*
CZYTASZ
Find Happiness
RomansaMłoda kobieta z ogromną ilością problemów na głowie, nie wie już, co ma zrobić ze swoim życiem. Długi nie pozwalają jej normalnie funkcjonować, dorywcze prace za bardzo nie pomagają, wtedy jej przyjaciel wpada na genialny pomysł, który wszystko zmie...
