*Zoe*
W piątek po południu, gdy wróciłam z pracy, zabrałam się za pakowanie. Do malej walizki wrzuciłam najpotrzebniejsze rzeczy, które były niezbędne podczas tego krótkiego weekendowego wypadu.
Korzystając ze słonecznej pogody mogłam w końcu wykorzystać letnie sukienki, które udało mi się upolować na wyprzedażach. Uwielbiałam nosić takie stroje, ale kapryśna angielska pogoda uniemożliwiała mi to przez większość roku.
Mimo wcześniejszych oporów przed tym całym wyjazdem to teraz zaczynałam dostrzegać plusy. Miałam okazję odpocząć, wyrwać się z tego zatłoczonego miasta chociaż na chwilę. Bardzo prawdopodobne było, że spędzimy miło czas, a przynajmniej miałam taką nadzieję. Kto wie może będzie przyjemnie tak, jak w Hiszpanii. Plusem było to, że jechaliśmy tylko w trójkę, bez jego znajomych.
Zabrałam ze sobą nawet to samo bikini, które kupiłam razem z Margaret na wspólnych zakupach. Może będę miała okazję je założyć i ponownie zrobić takie wrażenie na Jamesie, jak ostatnim razem.
Wyjeżdżaliśmy tylko na trzy dni, a ja z trudem zapięłam swój bagaż. Do osobnej walizki zapakowałam parę rzeczy Charlotte oraz kilka jej zabawek, żeby miała jakieś zajęcie. Nadal nie wiedziałam dokąd jedziemy, więc ciężko było mi wybrać odpowiednie ubrania.
- Mamo, kiedy jedziemy? - zapytała Char, gdy przyniosłam walizki pod drzwi. Dziewczynka obok położyła swój różowy plecaczek, do którego nie pozwoliła mi zaglądnąć i sprawdzić, co tam zapakowała.
- Tata powinien być za jakieś dziesięć minut - odpowiedziałam na jej pytanie, a następnie pomogłam jej się ubrać. Córka przy mojej drobnej pomocy założyła czarne adidasy oraz białą bluzę. Po chwili sama również się ubrałam i już tylko czekałyśmy na przyjazd Warda.
Nie mogłam się doczekać, aż on w końcu przyjedzie. Czułam się, jakbym szła na pierwszą randkę z chłopakiem, który podobał mi się od bardzo dawna.
Kiedy zostało tylko pięć minut do wyznaczonej godziny, zeszłam z córką na dół. Trochę męczyłam się z torbami, ale dałam radę.
Na dworze, Charlotte biegała dookoła, nie mogąc ustać w miejscu. Z wyczekiwaniem wypatrywałam samochodu Warda, które w końcu pojawiło się na horyzoncie. Zdziwiłam się, że tym razem postawił na coś normalnego, a nie na swoje ulubione sportowe auto.
- Cześć - przywitałam się z nim, kiedy wyszedł z samochodu. Mężczyzna wsadził do bagażnika nasze walizki, a następnie wziął na ręce Charlotte i pocałował w policzek.
- Mam coś dla was - oznajmił, gdy postawił dziewczynkę na ziemi. Sięgnął po coś do samochodu i już po chwili podał nam dwa papierowe opakowania.
- Co to? - zapytałam od razu, będąc strasznie zaintrygowana.
- Zobacz. - Wzruszył ramionami. Kiedy zajęłam się swoim małym prezentem, on pomógł Charlotte, która dostała od niego sok jabłkowy oraz jakąś bułkę.
- Dziękujemy - powiedziałam za nas, gdy sama również zapoznałam się z zawartością. Wewnątrz znajdowały się moje ulubione rogaliki i świeżo wyciskany sok pomarańczowy. Byłam naprawdę zaskoczona tym, że pamiętał o tym, co lubię.
Po wejściu do samochodu, odstawiłam małe pyszności do odpowiednich pojemników, które znajdowały się w środku. Zapięłam pas bezpieczeństwa i dopiero wtedy zabrałam się za jedzenie.
- Pyszne - powiedziała, gdy ugryzłam kawałek rogalika. W środku miał pyszne truskawkowe nadzienie. - Zresztą, jak zawsze. - Uśmiechnęłam się w kierunku mężczyzny, który włączył się do ruchu.
- A tobie smakuje? - zwrócił się do Charlotte, która siedziała z tyłu i jadła bułkę, krusząc przy tym. James będzie miał trochę czyszczenia.
- Pyszne - odpowiedziała, mając pełną buzię. W lusterku widziałam, jak parę okruszków wyleciało jej z buzi, ale nie powiedziałam nic, aby nie rozzłościć Warda. Samochód był dla niego świętym miejscem, wiec zaraz byłaby jakaś niepotrzebna afera, która popsułaby tylko nastrój.
- Dokąd jedziemy? - zapytałam, mając nadzieję, że tym razem mi zdradzi.
- Zobaczysz. - Uśmiechnął się tajemniczo, ale nic więcej mi nie zdradził. Wiedziałam, że tak będzie. Westchnęłam cicho i dalej wpatrywałam się w przednią szybę.
Charlotte przez prawie całą drogę siedziała i śpiewała piosenki, których nauczyła się w przedszkolu, przez co zagłuszała radio i nie mogliśmy słuchać niczego innego oprócz niej.
- Może już wystarczy? - zapytałam. Liczyłam, że chociaż na chwilę przestanie i będzie można chwilę posiedzieć w ciszy, ale było to nie możliwe.
- Spokojnie, zaraz będziemy. - Usłyszałam cichy głos Jamesa, przez co odrobinę mi ulżyło.
Uśmiechnęłam się, gdy zobaczyłam dokąd jechaliśmy. Bardzo podobało mi się to miejsce. W domu dziadków Jamesa można było odpocząć i zregenerować się. W żadnym innym miejscu nie czułam się tak dobrze. Miła niespodzianka i cieszyłam się, że tutaj nas zabrał, a nie do drogiego hotelu, w którym czułabym się obco.
- Idealnie - powiedziałam, gdy Ward zaparkował i wysiedliśmy z samochodu. Charlotte od razu poczuła się tutaj, jak w domu i zaczęła biegać po całej posesji.
- Podoba ci się niespodzianka? - zapytał i wyciągnął trzy walizki z bagażnika. Postawił je na chodniku.
- Tak - oznajmiłam z ogromnym zachwytem. - Lubię to miejsce, ma z nim mimo wszystko dobrze wspomnienia. - Uśmiechnęłam się, przypominając sobie naszą wspólną noc, którą spędziliśmy tutaj. Później może nie było przyjemnie, ale mimo to ten dom kojarzył mi się z radością i nic tego nie zmieni.
- Ja tak samo. - Odwzajemnił uśmiech. - Pamiętam, jak nam było tutaj razem dobrze - dodał, a ja doskonale wiedziałam o czym mówił.
- To prawda. Daj pomogę ci. - Wskazałam na walizki i złapałam jedną, żeby zabrać ją do domu. James by sobie sam nie poradził z trzema na raz, a bez sensu było, żeby chodził po nie kilka razy.
W ciszy weszliśmy do środka, a ja od razu zaciągnęłam się tym przyjemnym zapachem, który można było śmiało poczuć. Drewno pachniało niesamowicie i czułam się tak samo, jak wtedy. Mimo że doskonale zdawałam sobie sprawę, że nikt tutaj nie mieszkał to i tak czułam inaczej.
- Gdzie chcesz spać? - zapytał. - Tam gdzie ostatnio? - kiwnęłam twierdząco głową, a on zaniósł moją walizkę do sypialni.
- Dziękuję - powiedziałam, kiedy wyszedł z pomieszczenia ze swoją torba w ręce.
- Będę spał w pokoju obok - oznajmił i otworzył drzwi, przez które wszedł po chwili do środka. Zrobiłam to samo. Wcześniej nie byłam tam, wiec zżerała mnie ciekawość.
Zdziwiłam się, widząc bardzo małe pomieszczenie z jednym starym łóżkiem, które w każdej chwili mogło się zawalić, a przynajmniej miałam takie wrażenie.
- Możesz spać w głównej sypialni - powiedziałam cicho, a on spojrzał na mnie wyraźnie zaskoczony. Sama również byłam zdziwiona, ale już trudno. Zaproponowałam mu to, wiec nie mogłam się wywinąć.
~~~
Już za miesiąc pojawi się pierwszy rozdział "Christmas Miracle".
już teraz zachęcamy Was do dodawania tej książki do biblioteki, żeby być na bieżąco.
Eve i Nika:*
CZYTASZ
Find Happiness
RomanceMłoda kobieta z ogromną ilością problemów na głowie, nie wie już, co ma zrobić ze swoim życiem. Długi nie pozwalają jej normalnie funkcjonować, dorywcze prace za bardzo nie pomagają, wtedy jej przyjaciel wpada na genialny pomysł, który wszystko zmie...
