*Zoe*
Trzymając Charlotte za rączkę, weszłyśmy do pokoju, a za nami podążała Margaret, która jak sama stwierdziła, pójdzie z nami, żeby mieć kontrolę nad wszystkim i w razie potrzeby opanować sytuację. Nie wiem, co ona chce pilnować, przecież małe dziecko nic złego nie zrobi, ta kobieta to wariatka.
– Co się mówi Char? – starałam się delikatnie jej przypomnieć, co powinna zrobić, kiedy spotyka kogoś, że wypada się przywitać, przecież inaczej już widzę komentarz pani Ward, że nie potrafię nawet własnej córki wychować.
– Cześć – powiedziała niewyraźnie, nie potrafiła jeszcze wymawiać wszystkich słów poprawnie, ale nie martwiłam się tym, wiedziałam, że niedługo to minie i bez problemu będzie się porozumiewać.
– Charlotte, dzień dobry, a nie cześć. – Od razu ją poprawiłam, a ona zawstydzona spuściła wzrok na swoje buciki. Poprawiła się szybko, a następnie z poważną miną podeszła do mężczyzny i wyciągnęła do niego rączkę, wyglądało to słodko. George delikatnie potrząsnął jej dłonią na przywitanie, a po chwili już zajmowała miejsce koło mnie. Byłam w niemałym szoku, kiedy zaczął z nią rozmawiać i wypytywać o tematy codziennie, chociażby o dzisiejsze pływanie w basenie z Jamesem. Muszę przyznać, że od momentu w którym dołączyła Charlotte, zrobiła się przyjemniejsza i milsza atmosfera, a na dodatek mała strasznie się rozgadała, co wywołało uśmiech nawet u takiego oziębłego człowieka, jakim jest starszy z Wardów.
– Charlotte możesz mnie odwiedzać, jak znudzi ci się spędzanie czasu z mamą i Jamesem – odezwał się pan Ward, gdy już wychodziliśmy z jego pokoju, ten człowiek potrafi zaskoczyć, muszę to przyznać. W ciszy wróciliśmy do domu, o ile mogę to pomieszczenie w ten sposób nazywać. Teoretycznie powinnam iść dzisiaj do pracy, jednak młody Ward wyraźnie mi na to nie pozwolił, bo w końcu w jego rodzinie kobiety zajmują się dziećmi, nie rozumiem jak może tak traktować swoje partnerki, przecież każdy jest wolnym człowiekiem i powinien robić, to co chce, zarabiać na swoje wydatki, a nie żyć tylko z pieniędzy innej osoby. Wiedziałam niestety, że nie mam nawet żadnej przewagi, z nim nie wygram, nawet nie mam porządnych argumentów, bo praca w barze czy też sprzątaczki nie da mi żadnego awansu, ani przyszłości.
– Tu masz wizytówkę organizatorki, która zajmie się naszym ślubem, wszystko z nią konsultuj, do tego dostaniesz ode mnie kartę wraz z pinem na wydatki związane z weselem. – Dobrze, że sam poruszył ten temat, bo cóż mi było niezręcznie poruszać te kwestie. – Przygotuj też swoją listę gości, bo wiem, że to będzie potrzebne jak najszybciej. – Kiwnęłam głową i zaczęłam zastanawiać się, kogo tak naprawdę mogę zaprosić na swój własny ślub. Nie zamierzałam prosić o przybycie swojej rodziny, bo przecież po co? To tylko na chwilę, oni nie zrozumieją mojego postępowania, nawet nie wiedzą, że mam jakiekolwiek problemy, zawsze starałam się ukrywać to przed nimi, nie lubię litości, a wiem, że oni staraliby mi się pomóc. Postanowiłam od razu zabrać się za tą nieszczęsną listę, im szybciej tym lepiej, będę miała już z głowy.
1. Patrick Grey
2. Katherine Milert
3. Daniel Milert
4. Diana Dermark
5. Sara Knight
6. Matt Evanson
To by było w sumie na tyle, nikogo więcej nie potrzebuję najbliżsi znajomi, z którymi mam jakiś tam kontakt, niewielki, bo niewielki, ale jest.
CZYTASZ
Find Happiness
RomanceMłoda kobieta z ogromną ilością problemów na głowie, nie wie już, co ma zrobić ze swoim życiem. Długi nie pozwalają jej normalnie funkcjonować, dorywcze prace za bardzo nie pomagają, wtedy jej przyjaciel wpada na genialny pomysł, który wszystko zmie...
