*Zoe*
Po chwili jednak udało mi się wypowiedzieć słowa, które tak bardzo każdy chciał tutaj usłyszeć, nie mogłam złamać obietnicy, nie potrafiłam.
– Świadoma praw i obowiązków wynikających z założenia rodziny, uroczyście oświadczam, że wstępuję w związek małżeński z Jamesem Wardem i przyrzekam, że uczynię wszystko, aby nasze małżeństwo było zgodne, szczęśliwe i trwałe. – Odetchnęłam z ulgą, kiedy wypowiedziałam całość, poczułam się lżej.
– Wobec zgodnego oświadczenia obu stron, złożonego w obecności świadków, oświadczam, że związek małżeński pani Zoe Clark i pana Jamesa Warda został zawarty zgodnie z przepisami. Jako symbol łączącego państwa związku wymieńcie, proszę obrączki. – Mój mąż, jakkolwiek absurdalnie to brzmi, założył mi obrączkę, a następnie przyszła kolej na mnie, drążącą ręką wsunęłam należącą już do niego biżuterię na serdeczny palec, jego lewej dłoni. Nie mogło do mnie dotrzeć, co ja takiego właściwie zrobiłam, jednak teraz już za późno myśleć, o tym co było, mogę tylko modlić się, aby moja przyszłość była znacznie lepsza od tej części życia, którą właśnie zakończyłam.
W akompaniamencie jakiegoś ślubnego marszu opuściliśmy budynek, w którym odbyła się cała ceremonia i skierowaliśmy się w stronę limuzyny, czekającej na nas przed głównym wejściem. Nigdy wcześniej nie miałam okazji podróżować tego rodzaju samochodem, więc to mój kolejny pierwszy raz, który przeżywam dzięki Jamesowi.
Szofer wysiadł z pojazdu po to, aby otworzyć nam drzwi. Wszyscy goście uważnie się nam przyglądali, dlatego też pewnie mój mąż pomógł mi wsiąść do samochodu, a po chwili sam zajął miejsce obok mnie. Przez całą drogę do Mandarin Oriental nie odzywaliśmy się do siebie wyglądało, to tak jakbyśmy byli zupełnie obcymi dla siebie ludźmi, a nie osobami, które wzięły przed paroma minutami ślub. Miałam świadomość, że po prostu jest to dla nas nowa sytuacja, nie wiemy, jak się mamy zachować względem siebie, można to porównać do zdobywania kompetencji kulturowych, nie każdy posiada takie, które są adekwatne do danej sytuacji. Ludzie obawiają się uczestniczenia, chociażby w kulturze wysokiej, jeżeli nigdy wcześniej nie brali udziału w czymś takim, nie uczęszczali do opery. Kieruje nimi wtedy lęk, strach, że nie będą mogli zrozumieć spektaklu, który przeznaczony jest według nich tylko dla odbiorców, którzy należą do elity lub też po prostu nie mają pojęcia jak się zachować w takim miejscu. Dokładnie tak jak my w tej sytuacji, w której nigdy wcześniej się nie znaleźliśmy, nie posiadamy odpowiedniego zakresu wiedzy, nie mamy żadnego doświadczenie, aby móc się nim kierować. Jesteśmy po prostu, jak dwójka ludzi, którzy nie znają norm, którymi powinni się posłużyć w tak ekstremalnej sytuacji.
Dopiero kiedy szofer oznajmił nam, że wysiadamy, przypomniałam sobie, gdzie tak naprawdę jestem, przez chwilę zapomniałam o tym wszystkim i jak widzę James również. Wydawało się jakby ktoś właśnie wybudził go z jego świata, w którym żyje. Tłum gości weselnych stał już pod wejściem hotelu i w napięciu oczekiwał na nasze pojawienie się, no tak, w końcu to wielka atrakcja, przedstawienie dla osób z wyższych sfer, wszystko na pokaz, przepych to jedyne słowo, jakim można było to określić.
– James, co się dzieje? – odważyłam się w końcu go zapytać, chciałam zrobić to jeszcze w limuzynie, ale niestety stchórzyłam, obawiałam się, że na mnie jeszcze naskoczy, ponieważ wtrącam się w jego sprawy, wkraczam w prywatną strefę Warda.
– Nic, wszystko jest w porządku – powiedział, jednak ewidentnie widziałam, że coś jest nie tak, wiedziałam też, że nie uda mi się nic z niego wyciągnąć, jest za bardzo skryty, jeżeli chodzi o sferę osobistą. Nie pozostawało mi nic innego jak pokiwać twierdząco głową i udawać, że uwierzyłam w jego kłamstwo, bo przecież co by się stało, gdyby jakieś sekrety ujrzały światło dzienne.
CZYTASZ
Find Happiness
RomansMłoda kobieta z ogromną ilością problemów na głowie, nie wie już, co ma zrobić ze swoim życiem. Długi nie pozwalają jej normalnie funkcjonować, dorywcze prace za bardzo nie pomagają, wtedy jej przyjaciel wpada na genialny pomysł, który wszystko zmie...
