Liczymy na dużą aktywność😚
*Zoe*
Siedziałam w pracy nad stertą starych spraw, które musiałam dzisiaj rozwiązać. Taka praktyka dobrze mi robiła. Było to coś zupełnie innego na studiach. Nie siedziałam nad samymi suchymi kazusami tylko po prostu rozwiązywałam realne sprawy, które faktycznie miały miejsce.
- Lunch? - zapytała jedna ze stażystek. Lauren była bardzo miłą dziewczyną, która już dłuższy czas zajmowała się prawem. Praktyki miała już dawno za sobą i jak sie okazało odbywała je tutaj. Później szef zaproponował jej staż. Miałam nadzieję, że w moim przypadku również tak będzie.
- Muszę to dzisiaj skończyć. - Wskazałam ręka na stos papierów, które leżały na biurku przede mną.
- Zrobisz to później. - Podeszła do mnie i zamknęła akta. - Teraz idziemy, bierz płaszcz. - Z uśmiechem na ustach wyszła z gabinetu, który dzieliłyśmy.
Mała przerwa jeszcze nikomu nie zaszkodziła. Westchnęłam, a następnie wstałam z obrotowego, czarnego krzesła i zaczęłam się rozglądać za torebką. Najgorsze było to, że nie mogłam jej nigdzie znaleźć. Od razu wystraszyłem się, że gdzieś ją zgubiłam.
- Tego szukasz? - mój szef przyniósł mi do gabinetu moją zgubę.
- Dziękuję, myślałam już, że ją zgubiłam - podeszłam do mężczyzny i zabrałam torebkę od niego.
- Miłego lunchu. - Uśmiechnął się do mnie. - Tylko pamiętaj, że praca czeka - dodał.
- Oczywiście szefie. - Zabrałam swój płaszcz z szafy i wzrokiem odszukałam koleżankę. Kiedy podeszłam do niej, kobieta przestała rozmawiać z sekretarką i razem zaczęłyśmy się kierować w stronę pobliskiej restauracji.
Nie planowałam zbyt dużego posiłku, że względu na to, że zazwyczaj porządne późne obiady jadłam w domu, z rodziną.
Usiadłyśmy przy stoliku koło okna i obie zaczęłyśmy przeglądać menu. Wzrokiem odszukałam listę sałatek i zaczęłam się zastanawiać nad wyborem.
Rozmawiając na różne tematy czekałyśmy na nasze zamówienie. Pomiędzy nami nie zapadła nawet na chwilę niezręczna cisza.
Cieszyłam się, że poznałam tak miłą i podobną do mbie osobę, z którą będę mogła czasami się spotkać. Nie miałam za dużo koleżanek, więc w końcu była okazja to zmienić.
- Kim był ten przystojniak w kancelarii? - wiedziałam, że prędzej czy później ktoś zapyta mnie o Jamesa. To było zresztą do przewidzenia.
- Który? - zapytałam. Miałam nadzieję, że nie będę musiała się jej zwierzyć z tego. Liczyłam na to, że jednak może nie chodziło jej o Warda, ale to bylo przecież niemożliwe.
- Nie udawaj, że nie wiesz o kogo mi chodzi - powiedziała z ogromnym uśmiechem. Spodobał jej się, ale jednak on był mój.
- Mój mąż - odpowiedziałam, spoglądając na nią. Musiałam jej uświadomić, że Ward był już zajęty.
- Szkoda -westchnęła. - Ma może brata? - puściła mi oczko. Oczywiście, że miał, ale chyba nikomu nie życzyłabym takiego faceta.
- Niestety ma - mruknęłam cicho. - To idiota - dodałam, aby ostudzić jej zapał.
- Niestety? - zapytała. Nie podobało mi się, że aż tak zaczęła ingerować w noje prywatne sprawy.
- Nie ważne - powiedziałam w tym samym momencie, w którym kelner przyniósł nam zamówienie. Lauren podobnie, jak ja zdecydowała się na sałatkę.
CZYTASZ
Find Happiness
RomanceMłoda kobieta z ogromną ilością problemów na głowie, nie wie już, co ma zrobić ze swoim życiem. Długi nie pozwalają jej normalnie funkcjonować, dorywcze prace za bardzo nie pomagają, wtedy jej przyjaciel wpada na genialny pomysł, który wszystko zmie...
