Rozdział 28

5K 610 61
                                        

*James*

Po wydarzeniach z piątkowej nocy atmosfera pomiędzy mną, a Zoe była jeszcze bardziej napięta. Od momentu, gdy zobaczyłem ją w tym klubie, obmyślałem w głowie plan, co zrobić, aby spędzić z nią miło czas. Na dodatek była z tym pieprzonym znajomym z roku, który starał mi się podlizać na każdym kroku. Jednak może być pewny, że posady u mnie nie będzie miał, a już szczególnie po tym, w jaki sposób zachowywał się w stosunku do Zoe.

To moja żona i on nie miał prawa jej dotykać. Nikt nie mógł tego robić oprócz mnie, jednak w tym, jak zwykle coś musiało nam przeszkodzić. Tym razem to ten jej bachor, musiał pokrzyżować mi plany. Tak zresztą było za każdym razem i doprowadzało mnie to powoli do szału. Wszystko szłoby szybciej i prościej, gdyby nie ona. Już dawno przespałbym się z moją żoną, o czym tylko marzę od momentu, w którym zobaczyłem ją w tej czerwonej sukience, siedzącą na kolanach Matta.

Jej córka łaziła za mną krok w krok, kiedy Zoe jej nie pilnowała. Nie rozumiała, że tego nie chce i że strasznie mnie to denerwowało. Każde dziecko mnie irytowało na dłuższą metę. Kilka dni potrafię jeszcze znieść, ale po tak długim czasie, byłem na granicy i w każdej chwili mogłem nie wytrzymać i powiedzieć o parę słów za dużo.

***

Od rana Zoe zachowywała się jeszcze dziwniej niż zawsze. Przez cały poranek była w stosunku do mnie przesadnie miła oraz sztuczna. Zdecydowanie to nie była ta sama kobieta, którą zdążyłem już poznać.

Siedziałem w gabinecie zawalony toną papierów. Miałem już dosyć tego, że wszystko w tej kancelarii było na mojej głowie, odkąd mój ojciec przestał angażować się w sprawy firmy. Kiedy jego zdrowie znaczenie się pogorszyło, wziął urlop i nie zamierzał już wracać do zawodu. Był na to za słaby. Wolał spędzać czas w domu, gdzie czuł się bezpieczniej w otoczeniu różnych aparatów i leków, które w każdej chwili były w stanie mu pomóc. Do tego, gdy Charlotte wraz ze swoją matką wprowadziła się tutaj, on oszalał na punkcie małej dziewczynki i potrafił spędzać z nią każdą chwilę.

Odłożyłem teczkę z dokumentami jednego z klientów, którego reprezentowała Law Firm Ward. Długo staraliśmy się o pracę właśnie z tą firmą, zresztą kluczową na angielskim rynku. To jeden z większych sukcesów naszej kancelarii, z którego naprawę mogę być dumny. Gdy zabierałem się za kolejną teczkę, przerwało mi głośne pukanie do drzwi.

– Proszę – powiedziałem głośno, aby było wyraźnie słychać. Powoli otworzyły się drzwi i mogłem ujrzeć osobę, która mi przeszkodziła. Zoe. No tak, kogo innego mogłem się spodziewać.

Zamknęła za sobą drzwi i usiadła na krześle przed moim biurkiem. Założyła nogę na nogę, a ja czekałem, aż się odezwie i wytłumaczy mi, co ją tutaj sprowadziło.

– James – odezwała się niepewnie, jakby bała się mojej reakcji na to, co za chwilę powie. Kiwnąłem głową, żeby zachęcić ją do dalszego mówienie. – Mam do ciebie prośbę.

– Jaką? – zdziwiłem się. Kobieta przez cały czas była samodzielna i nigdy wcześniej o nic mnie nie prosiła. Obawiałem się też tego, co usłyszę, bo w końcu mogła wszystko wymyślić.

– Zostaniesz na chwilę z Char? – zapytała bardzo cichym głosem. – Christine zadzwoniła, że potrzebuje mojej pomocy, bo mamy ważne zadanie na jutro. – Odważyła się spojrzeć na mnie. – Proszę? - dodała i z wyczekiwaniem, czekała na moją odpowiedź. Zamurowało mnie. Ja miałbym zająć się tym małym potworem? Przecież to było nie realne. Nie nadaję się na niańkę, to nie dla mnie.

Nie wiem, co mnie podkusiło, ale zgodziłem się. Może chęć, aby Zoe spojrzała na mnie z innej strony, żeby w końcu do czegoś doszło pomiędzy nami.

Find HappinessOpowiadania do pokochania. Odkryj je teraz