Rozdział 60

3.6K 461 241
                                        

*Zoe*

Kierowałam się w nieznanym mi kierunku. Było zbyt ciemno, abym mogła zorientować się, gdzie idę. Czułam cały czas za sobą obecność Jamesa, co irytowało mnie cały czas. Naprawdę miałam w planach przemyśleć to wszystko, a przy nim było to jednak nie możliwe.

Mimo że Ward szedł jakiś kawałek dalej to i tak nie potrafiłam się skupić na niczym innym, jak tylko myśleniu o nim.

Nie wiedziałam, jak powinnam postąpić z Jamesem. Chciałam mu wybaczyć, ale z drugiej strony obawiałam się, że kiedy tak szybko odpuszczę , on nie zrozumie niczego i dalej będzie się zachowywał w taki sam sposób, jak wcześniej. Tego bym nie zniosła, za bardzo go już kochałam.

- Zoe! - usłyszałam za sobą głos mojego męża. Miał się nie odzywać i dać mi spokój, a jak zwykle musiał postąpił po swojemu. - Stój! - poczułam, jak mężczyzna złapał mnie za rękę. - Chcesz się do cholery zabić?! - warknął na mnie.

Nie wiedziałam, o czym mówił, ale dopiero po chwili zrozumiałam, kiedy samochód przejechał przed nami. Nie wiedziałam z jaką prędkością jechał, ale musiałam przyznać, że dosyć szybko.

- Dziękuję - powiedziałam cicho. Przez moją głupotę mogłam zginąć. Nie wiem, co bym zrobiła, gdyby Warda tutaj nie było.

Mężczyzna po chwili przytulił mnie do siebie. Poczułam ciepło, rozchodzące się po moim ciele. Objęłam go i jeszcze bardziej się przybliżyłam. Przyłożyłam głowę do jego klatki piersiowej i słuchałam, jak biło jego serce. Nieco szybciej niż normalnie ze względu na sytuację, która miała miejsce parę minut temu.

- Nie strasz mnie tak. - Pocałował mnie w czubek głowy, a następnie cicho westchnął. Martwił się o mnie, wiec musiał chyba coś do mnie czuć, bo przecież inaczej nie wypowiedziałby tych słów.

- Przepraszam - mruknęłam. - Chodźmy dalej. - Złapałam go za rękę. Mogłam dostrzec lekkie zdziwienie na jego twarzy, ale jednak nic nie powiedział tylko wzmocnił uścisk.

Spacerowaliśmy ulicami, mijając kolejne wille. Podobało mi się tutaj. Było tak cicho i przyjemnie. Czułam się tak, jakbym nie mieszkała na terenie Wielkiej Brytanii, gdzie codziennie przylatywało milion turystów, chcących poznać ten kraj, jak i jego kulturę.

- Nie chcesz wrócić do domu? - zapytał. - Jest zimno - dodał po chwili, gdy nie usłyszał żadnej odpowiedzi z mojej strony.

- Jak chcesz to wracaj, a ja jeszcze trochę pospaceruję - westchnęłam.

- Charlotte czeka na nas - powiedział, przez co od razu zmieniłam swój tok myślenia. Dla córki byłam w stanie zrobić wszystko.

Po paru minutach weszliśmy już do domu, gdzie od razu poczułam otulające mnie ciepło. Dopiero teraz poczułam, jak wieczory zaczęły być coraz chłodniejsze.

- Wszystko dobrze? - zapytał James, kiedy gwałtownie złapałam się za stojący obok mnie mebel.

- Tak - powiedziałam, chociaż prawda była zupełnie inna. Zakręciło mi się w głowie, chociaż tak naprawdę nie wiedziałam od czego. Jadłam normalne posiłki, więc nie rozumiałam mojego stanu.

- Nie wyglądasz dobrze. - Widziałam po nim, że się przejął tym wszystkim. Sama pewnie na jego miejscu zrobiłabym to samo, gdybym zobaczyła go w takim stanie.

Pomógł mi dotrzeć do sofy, na której od razy usiadłam. Złapałam się za głowę. Marzyłam tylko o tym, żeby te chore zawroty już się skończyły.

- Zrobię ci herbatę i pójdziemy zaraz do sypialni. - Uśmiechnął się do mnie i już po chwili zniknął w kuchni, gdzie zaczął trzaskać szafkami.

- Ciszej! - krzyknęłam, łapiąc się za głowę. Jego hałasowanie, denerwowało mnie z każdą sekundą coraz to bardziej. Nie mogąc dłużej tego znieść, po prostu wstałam, mimo mdłości, które się pojawiły tak nagle.

Powoli podeszłam do męża, który tym razem szukał herbaty. Tak to było, gdy nie spędzał czasu w domu i nie wiedział, gdzie wszystko było pochowane.

- Szafka nad twoją głową - westchnęłam.

- Miałaś siedzieć w salonie. - Skarcił mnie wzrokiem, czym się nie przejęłam. Przewróciłam tylko oczami i podeszłam do niego.

Zalałam dwa kubki gorącą wodą, po czym jeden z nim wzięłam i skierowałam się do sypialni. Słyszałam kroki za sobą, czyli Ward szedł za mną. Czułam również, jak bacznie mnie obserwował. Zapewne obawiał się, że mogłam zlecieć ze schodów. Kochany.

- Połóż się - usłyszałam nad uchem głos Jamesa. Odwróciłam się w jego kierunku, spoglądając mu w oczy.

- James, czuję się już dobrze. - Próbowałam go przekonać, chociaż wiedziałam, że to było niemożliwe. W takich sytuacjach zachowywał się gorzej niż matka, która troszczy się o swoje dziecko.

- Jesteś strasznie blada, usiądź. - Zaprowadził mnie w stronę łóżka, na którym usiadłam. - Przygotuje kąpiel. - Puścił do mnie oczko, chcąc chyba w jakiś sposób mnie rozluźnić. W sumie nie widziałam potrzeby, bo wszystkie wcześniejsze objawy zniknęły tak szybko, jak się tylko pojawiły.

- Nie trzeba, poradzę sobie sama. - Wstałam i chciałam zacząć się kierować w stronę łazienki, jednak James mi to skutecznie uniemożliwił.

- Wyglądasz jakbyś miała za chwile zemdleć, kochanie - powiedział, spokojnym tonem, stając naprzeciwko mnie.

- Dlaczego nie możesz mi uwierzyć, kiedy mówię, ze czuję się dobrze?! - podniosłam głos. Jego nadopiekuńczość mnie powoli irytowała. Ile można było tego słuchać?

- Chcę dla ciebie, jak najlepiej. - Złapał jedną ręką za moją dłoń, a drugą położył na pomimo policzku, który delikatnie pogłaskał. Naprawdę byłam skłonna uwierzyć w każde jego słowo, nawet największe kłamstwo.

Mężczyzna nie dał mi nawet odpowiedzieć, tylko podniósł mnie do góry i zaczął kierować się w stronę łazienki.

- Mam nogi i mogę chodzić. - Nie zważał na moje protesty, tylko dalej robił swoje, co czasami mnie denerwowało.

Oczywiście podobało mi się kiedy to mężczyzna wiedział czego chce, potrafił podjąć decyzję, bez ciągłego pytania się czy to na pewno powinno być tak. Wiek Jamesa był tutaj plusem, ponieważ starsi mężczyźni mieli coś w sobie pociągającego. Do tego wszystkiego dochodziło doświadczenie, które posiadali. Po prostu coś niesamowitego.

- Co powiesz na wyjazd, ale tylko we dwoje? - zapytał. Kiedy zrozumiałam sens jego słów to zaczęłam się nad tym zastanawiać. Może to był dobry pomysł? Moglibyśmy miło spędzić czas bez znajomych. Brzmiało całkiem dobrze.

~~~

Aaa! Dziękujemy za 13 miejsce w rankingu!!!

Świętujemy to właśnie! Bardzie się cieszymy z tak wysokiego miejsca.

Nie wiemy czy jutro pojawi się nowy rozdział, ponieważ wyjeżdżamy i może być z tym ciężko. Chyba, ze w polskim busie uda nam się coś napisać :P

Eve i Nika:*

Find HappinessOpowiadania do pokochania. Odkryj je teraz