Rozdział 30 (II)

4K 506 97
                                        

*Zoe*

Po pracy pojechałam, odebrać Charlotte z przedszkola. Spieszyłam się, żeby móc, jak najszybciej zabrać ją do domu. Byłam zmęczona i nie miałam ochoty tułać się po mieście. Marzyłam o ciepłym łóżku i jakimś dobrym filmie.

- Mama. - Char przybiegła do mnie, gdy tylko mnie zobaczyła i rzuciła się w moje ramiona. Widziałam, że coś musiało się stać, bo jeszcze nigdy wcześniej, aż tak się nie cieszyła na mój widok. Zawsze okazywała radość, ale dzisiaj było to coś innego.

- Coś się stało? - zapytałam, stając na przeciwko córki. Położyłam dłonie na jej ramionach i cierpliwie czekałam na jej odpowiedź. - Ktoś ci coś zrobił? - w mojej głowie pojawiły się już czarne scenariusze. Obawiałam się, że coś złego mogło się wydarzyć.

Dziewczynka pokiwała przecząco głową i wtuliła się we mnie. Pogłaskałam ją po włosach, chcąc chociaż odrobinę ją uspokoić.

- Poczekasz chwilę, a ja pójdę porozmawiać z twoją wychowawczynią? - nie mogłam przecież tak tego zostawić. Jej zachowanie mnie zaniepokoiło. Wychodząc do przedszkola wszystko było w porządku, dlatego to tutaj coś musiało się wydarzyć. Nie było innej możliwości.

Poczekałam, aż dziewczynka usiądzie na ławeczce i dopiero później skierowałam się do sali, gdzie przebywała kobieta, która opiekowała się moją córką w tym miejscu.

- Dzień dobry - powiedziałam, wchodząc do środka. Wychowawczyni, widząc mnie przerwała swoje czynności i podeszła do mnie

- Dzień dobry. - Przywitała się ze mną uściskiem dłoni. - Co panią do mnie sprowadza? - zapytała z uśmiechem na ustach. Kobieta była naprawdę wesołą i bardzo pomocną osobą, dlatego nie pasowało mi, żeby ktoś zrobił krzywdę mojej córce tutaj. James przecież wybrał taką placówkę, która była najlepsza oraz miała wykwalifikowany personel.

- Chodzi o moją córkę, Charlotte - zaczęłam. - Czy coś się dzisiaj wydarzyło złego? - dodałam.

- Nie. - Od razu zaprzeczyła. - Nie ma takiej opcji. Dzisiaj mieli zajęcia z plastyki i pani córce szło naprawdę dobrze. - W takim razie nie rozumiałam, o co tutaj chodziło.

- Charlotte jest jakaś dziwna, przygaszona, a taka nie była wcześniej. - Trzymałam się swojego zdania. Nie miałam zamiaru odpuścić, a już szczególnie, gdy chodziło o moją córkę.

- Naprawdę ciężko mi powiedzieć cokolwiek więcej - westchnęła. - Zaczęli też przygotowania na występ z okazji dnia ojca - powiedziała, a ja już się domyśliłam, o co mogło chodzić mojej córce.

- Dobrze, dziękuję. - Pożegnałam się z kobietą. Miałam już sprawę jasną, dlatego nie widziałam już sensu dłużej męczyć tej biednej wychowawczyni.

Podeszłam do córki i pomogłam jej zapiąć zamek od różowej kurtki. Założyłam na jej plecy plecak i trzymając za rączkę zaprowadziłam do samochodu.

Chciałam ten temat poruszyć dopiero, gdy będziemy w domu. Na spokojnie zapytać się czy to o to chodziło i czy to właśnie był ten powód przez który była smutna. Nie mogłam na nią patrzeć, gdy była smutna. Bolał mnie taki widok.

W mieszkaniu dziewczynka usiadła na sofie i wpatrywała się przed siebie. Nie interesowało ją zupełnie nic, co działo się dookoła. Była w swoim świecie i byłam przekonana, że myślała o Wardzie.

- Kochanie musimy porozmawiać. - Usiadłam koło córki, podając jej kubek z gorącą czekoladą. Wiedziałam, że to poprawi jej chociaż odrobinę humor, a przynajmniej miałam taką nadzieję.

- O czym? - zapytała, spoglądając na mnie z zaciekawieniem. Usiadła, krzyżując nogi i przyglądała mi się uważnie.

- Pani z przedszkola mówiła mi, że przygotowujecie przedstawienie z okazji dnia taty, to prawda? - zapytałam, a dziewczynka od razu kiwnęła twierdząco głową. - To dlatego byłaś smutna? - musiałam to od niej usłyszeć, żeby mieć pewność i nie obawiać się, że to tylko moje wymysły.

- Tak - powiedziała cicho, spuszczając głowę. Unikała mojego wzroku, jakby obawiając się, że będę na nią zła.

- Dlaczego? - przysunęłam się do Charlotte i przytuliłam ją.

- Bo ja nie mam taty. - Po chwili już mogłam usłyszeć szloch. Przyciągnęłam ją do siebie mocniej. Było mi jej naprawdę szkoda. Nie wiedziałam, jak miałam się zachować w tej sytuacji.

- Charlotte, spójrz na mnie - powiedziałam. Chciałam ją w jakiś sposób uspokoić, ale jej płacz nie ustępował. Byłam na siebie jeszcze bardziej zła, bo to wszystko było z mojej winy. Gdyby nie ja i moje pomysły to ona nie musiały tak cierpieć.

- Co? - spojrzała na mnie smutnymi oczami.

- Chciałabyś, żeby przyszedł James na przedstawienie? - zapytałam. - Możemy go zaprosić - dodałam, a później dopiero pomyślałam. Ward mógł przecież się nie zgodzić na moją propozycję.

- Nie - odpowiedziała stanowczo. Naprawdę była pewna swoich słów, co mnie zaszokowało. Myślałam, że będzie chciała, żeby James przyszedł skoro reszta ojców będzie na widowni

Resztę wieczoru spędziłam na oglądaniu bajek z Charlotte. Musiałam jakoś sprawić, żeby poczuła się lepiej i zapomniała o tym durnym przedstawieniu. Zdawałam sobie sprawę, że będę musiała coś wykombinować, bo w dniu przedstawienia Char poczuje się pewnie jeszcze gorzej niż dzisiaj.

Gdy tylko położyłam ją do łóżka, czytając wcześniej bajkę na dobranoc, wróciłam do salonu. Nalałam sobie wina do kieliszka i przygotowałam szybką kolację. Nie miałam czasu, żeby się bardziej do tego przyłożyć.

Siedząc w salonie przy posiłku, zaczęłam się zastanawiać czy powinnam poinformować Jamesa o tym przedstawieniu i błagać, aby się na nim pojawił. Może Charlotte by się nie ucieszyła, ale poczuła chociaż odrobinę lepiej, gdy będą wręczać laurki ojcom.

Nie widząc co mam zrobić po prostu wyciągnęłam telefon z torebki i wpatrywałam się w jego numer telefonu. Wahałam się czy wcisnąć zadzwoń, ale w końcu to zrobiłam. Później bym się pewnie nie odważyła.

- James? - zapytałam, gdy odebrał. Starałam się ułożyć w głowie, co chciałam mu powiedzieć, ale to wszystko wyleciało, gdy usłyszałam jego głos po drugiej stronie.

- Coś się stało? - zapytał po chwili, kiedy zapanowała między nami cisza.

- Nie - powiedziałam.

- To po co dzwonisz? - zabolały mnie odrobinę jego słowa.

- Niedługo jest dzień ojca i w przedszkolu odbywa się przedstawienie z tej okazji - oznajmiłam. Wyślę ci kiedy w wiadomości - dodałam, a następnie się rozłączyłam. Zrobi, co zechce. Wysłałam mu smsa z konkretną datą oraz godziną. Przynajmniej miałam czyste sumienie, że zaprosiłam go. Teraz decyzja należała do niego, co zrobi z tą informacją

~~~

Eve i Nika:*

Find HappinessOpowiadania do pokochania. Odkryj je teraz