*Zoe*
Po pracy pojechałam, odebrać Charlotte z przedszkola. Spieszyłam się, żeby móc, jak najszybciej zabrać ją do domu. Byłam zmęczona i nie miałam ochoty tułać się po mieście. Marzyłam o ciepłym łóżku i jakimś dobrym filmie.
- Mama. - Char przybiegła do mnie, gdy tylko mnie zobaczyła i rzuciła się w moje ramiona. Widziałam, że coś musiało się stać, bo jeszcze nigdy wcześniej, aż tak się nie cieszyła na mój widok. Zawsze okazywała radość, ale dzisiaj było to coś innego.
- Coś się stało? - zapytałam, stając na przeciwko córki. Położyłam dłonie na jej ramionach i cierpliwie czekałam na jej odpowiedź. - Ktoś ci coś zrobił? - w mojej głowie pojawiły się już czarne scenariusze. Obawiałam się, że coś złego mogło się wydarzyć.
Dziewczynka pokiwała przecząco głową i wtuliła się we mnie. Pogłaskałam ją po włosach, chcąc chociaż odrobinę ją uspokoić.
- Poczekasz chwilę, a ja pójdę porozmawiać z twoją wychowawczynią? - nie mogłam przecież tak tego zostawić. Jej zachowanie mnie zaniepokoiło. Wychodząc do przedszkola wszystko było w porządku, dlatego to tutaj coś musiało się wydarzyć. Nie było innej możliwości.
Poczekałam, aż dziewczynka usiądzie na ławeczce i dopiero później skierowałam się do sali, gdzie przebywała kobieta, która opiekowała się moją córką w tym miejscu.
- Dzień dobry - powiedziałam, wchodząc do środka. Wychowawczyni, widząc mnie przerwała swoje czynności i podeszła do mnie
- Dzień dobry. - Przywitała się ze mną uściskiem dłoni. - Co panią do mnie sprowadza? - zapytała z uśmiechem na ustach. Kobieta była naprawdę wesołą i bardzo pomocną osobą, dlatego nie pasowało mi, żeby ktoś zrobił krzywdę mojej córce tutaj. James przecież wybrał taką placówkę, która była najlepsza oraz miała wykwalifikowany personel.
- Chodzi o moją córkę, Charlotte - zaczęłam. - Czy coś się dzisiaj wydarzyło złego? - dodałam.
- Nie. - Od razu zaprzeczyła. - Nie ma takiej opcji. Dzisiaj mieli zajęcia z plastyki i pani córce szło naprawdę dobrze. - W takim razie nie rozumiałam, o co tutaj chodziło.
- Charlotte jest jakaś dziwna, przygaszona, a taka nie była wcześniej. - Trzymałam się swojego zdania. Nie miałam zamiaru odpuścić, a już szczególnie, gdy chodziło o moją córkę.
- Naprawdę ciężko mi powiedzieć cokolwiek więcej - westchnęła. - Zaczęli też przygotowania na występ z okazji dnia ojca - powiedziała, a ja już się domyśliłam, o co mogło chodzić mojej córce.
- Dobrze, dziękuję. - Pożegnałam się z kobietą. Miałam już sprawę jasną, dlatego nie widziałam już sensu dłużej męczyć tej biednej wychowawczyni.
Podeszłam do córki i pomogłam jej zapiąć zamek od różowej kurtki. Założyłam na jej plecy plecak i trzymając za rączkę zaprowadziłam do samochodu.
Chciałam ten temat poruszyć dopiero, gdy będziemy w domu. Na spokojnie zapytać się czy to o to chodziło i czy to właśnie był ten powód przez który była smutna. Nie mogłam na nią patrzeć, gdy była smutna. Bolał mnie taki widok.
W mieszkaniu dziewczynka usiadła na sofie i wpatrywała się przed siebie. Nie interesowało ją zupełnie nic, co działo się dookoła. Była w swoim świecie i byłam przekonana, że myślała o Wardzie.
- Kochanie musimy porozmawiać. - Usiadłam koło córki, podając jej kubek z gorącą czekoladą. Wiedziałam, że to poprawi jej chociaż odrobinę humor, a przynajmniej miałam taką nadzieję.
- O czym? - zapytała, spoglądając na mnie z zaciekawieniem. Usiadła, krzyżując nogi i przyglądała mi się uważnie.
- Pani z przedszkola mówiła mi, że przygotowujecie przedstawienie z okazji dnia taty, to prawda? - zapytałam, a dziewczynka od razu kiwnęła twierdząco głową. - To dlatego byłaś smutna? - musiałam to od niej usłyszeć, żeby mieć pewność i nie obawiać się, że to tylko moje wymysły.
- Tak - powiedziała cicho, spuszczając głowę. Unikała mojego wzroku, jakby obawiając się, że będę na nią zła.
- Dlaczego? - przysunęłam się do Charlotte i przytuliłam ją.
- Bo ja nie mam taty. - Po chwili już mogłam usłyszeć szloch. Przyciągnęłam ją do siebie mocniej. Było mi jej naprawdę szkoda. Nie wiedziałam, jak miałam się zachować w tej sytuacji.
- Charlotte, spójrz na mnie - powiedziałam. Chciałam ją w jakiś sposób uspokoić, ale jej płacz nie ustępował. Byłam na siebie jeszcze bardziej zła, bo to wszystko było z mojej winy. Gdyby nie ja i moje pomysły to ona nie musiały tak cierpieć.
- Co? - spojrzała na mnie smutnymi oczami.
- Chciałabyś, żeby przyszedł James na przedstawienie? - zapytałam. - Możemy go zaprosić - dodałam, a później dopiero pomyślałam. Ward mógł przecież się nie zgodzić na moją propozycję.
- Nie - odpowiedziała stanowczo. Naprawdę była pewna swoich słów, co mnie zaszokowało. Myślałam, że będzie chciała, żeby James przyszedł skoro reszta ojców będzie na widowni
Resztę wieczoru spędziłam na oglądaniu bajek z Charlotte. Musiałam jakoś sprawić, żeby poczuła się lepiej i zapomniała o tym durnym przedstawieniu. Zdawałam sobie sprawę, że będę musiała coś wykombinować, bo w dniu przedstawienia Char poczuje się pewnie jeszcze gorzej niż dzisiaj.
Gdy tylko położyłam ją do łóżka, czytając wcześniej bajkę na dobranoc, wróciłam do salonu. Nalałam sobie wina do kieliszka i przygotowałam szybką kolację. Nie miałam czasu, żeby się bardziej do tego przyłożyć.
Siedząc w salonie przy posiłku, zaczęłam się zastanawiać czy powinnam poinformować Jamesa o tym przedstawieniu i błagać, aby się na nim pojawił. Może Charlotte by się nie ucieszyła, ale poczuła chociaż odrobinę lepiej, gdy będą wręczać laurki ojcom.
Nie widząc co mam zrobić po prostu wyciągnęłam telefon z torebki i wpatrywałam się w jego numer telefonu. Wahałam się czy wcisnąć zadzwoń, ale w końcu to zrobiłam. Później bym się pewnie nie odważyła.
- James? - zapytałam, gdy odebrał. Starałam się ułożyć w głowie, co chciałam mu powiedzieć, ale to wszystko wyleciało, gdy usłyszałam jego głos po drugiej stronie.
- Coś się stało? - zapytał po chwili, kiedy zapanowała między nami cisza.
- Nie - powiedziałam.
- To po co dzwonisz? - zabolały mnie odrobinę jego słowa.
- Niedługo jest dzień ojca i w przedszkolu odbywa się przedstawienie z tej okazji - oznajmiłam. Wyślę ci kiedy w wiadomości - dodałam, a następnie się rozłączyłam. Zrobi, co zechce. Wysłałam mu smsa z konkretną datą oraz godziną. Przynajmniej miałam czyste sumienie, że zaprosiłam go. Teraz decyzja należała do niego, co zrobi z tą informacją
~~~
Eve i Nika:*
CZYTASZ
Find Happiness
RomanceMłoda kobieta z ogromną ilością problemów na głowie, nie wie już, co ma zrobić ze swoim życiem. Długi nie pozwalają jej normalnie funkcjonować, dorywcze prace za bardzo nie pomagają, wtedy jej przyjaciel wpada na genialny pomysł, który wszystko zmie...
