Rozdział 32

5.2K 510 69
                                        

*Zoe*

James zachował zimną krew w tej całej sytuacji. Byłam mu wdzięczna, że nie poruszył przy Charlotte kwestii, iż mała nazwała go tatą. Sama też wolałam się przygotować psychicznie na tą rozmowę.

- Sh, już jest okay. - James wziął ją na ręce i przytulił do siebie. Dłonią starł jedną łezkę, która zaplątała się na jej twarzy. - Nie możesz tak uciekać. - Spojrzał na nią, czekając na jakąś reakcję z jej strony. Dziewczynka objęła go za szyję i coś szepnęła na ucho. Mogłam usłyszeć po chwili śmiech Warda oraz zauważyć radość w jego oczach, gdy spojrzał na moją córkę. - To my idziemy po te lody - powiedział James w moją stronę, a następnie oddalili się w kierunku malutkich budek, które stały kawałek dalej. Z oddali przyglądałam się im tak samo, jak inne kobiety, które mierzyły wzrokiem mojego męża. Należał on do przystojnych mężczyzn, więc nie dziwiłam się, że wzbudzał tak ogromne zainteresowanie.

W głębi duszy miałam nadzieję, że mała szybko zapomni o swoich słowach oraz nie użyje ich więcej. Nie chciałam stawiać Jamesa w tak niekomfortowej sytuacji. Zresztą już nie miał za łatwo, zajmował się obcym dzieckiem, chociaż tego nie było nawet w umowie. Charlotte należała to tej grupy dzieci, która chciała być wszędzie, dlatego też nie potrafiła przejść obojętnie wobec Jamesa. Pragnęła jego uwagi i liczyła, że będzie poświęcał jej więcej czasu na zabawę.

- Mama, patrz! - Charlotte przybiegła do mnie, a za nią kawałek dalej po piasku szedł mój mąż. Dziewczynka w jednej rączce trzymała ogromnego balona w kształcie księżniczki, na którego zapewne naciągnęła Jamesa. W drugiej natomiast trzymała loda, którego co jakiś czas lizała, co spowodowało, że już po chwili była cała brudna od czekoladowej słodyczy.

Po chwili James usiadł koło mnie na ręczniku Jego ramie delikatnie stykało się z moim, powodując gęsią skórkę, która pojawiła się na moim ciele. Starałam się nie uśmiechać, aby nie dać mu satysfakcji z tego, że aż tak na mnie działa. Przygryzłam delikatnie wargę i spuściłam wzrok w piasek.

- Przepraszam za małą - powiedziałam cicho. Pragnęłam, aby Ward miał świadomość, że słowa wypowiedziane przez Char, wpłynęły również na mnie i nie były mi obojętne.

- Porozmawiamy później - odezwał się ciepłym głosem. Nie było w nim już słychać złości, co mnie szczerze cieszyło. Chciałam spędzić miło tutaj czas bez większych problemów.

Charlotte, które do tej pory siedziała na piasku i bawiła się nim, zmieniła swój obiekt zainteresowania i już po chwili starała się wcisnąć pomiędzy mnie, a Jamesa. Poczułam delikatne szczypnięcie, więc od razu domyśliłam się kto wpadł na taki pomysł. Char z niewinnym uśmieszkiem przyglądała mi się i błagalnym wzrokiem wręcz domagała się, abym przesunęła się na milimetr, tym samym dając jej możliwość siedzenia kolo Warda.

- Spać - mruknęła i oparła się o bok mojego męża. Jej słowa nie zrobiły na mnie większego wrażenia. Po całym dniu spędzonym na świeżym powietrzu, jak i na zabawie miała pełne prawo być zmęczona.

- Już wracamy. - Pogłaskałam ją po ciemnych włoskach, a następnie wstałam z ręcznika i otrzepałam się z piasku. James, jak i Charlotte poszli w moje ślady i już po chwili stali kolo mnie. Spakowałam wszystkie nasze rzeczy do torby oraz ręcznik, na którym siedzieliśmy. Nachyliłam się, aby wziąć córkę na ręce, ale w tym ubiegł mnie Ward.

- Ja ją wezmę, a ty weź nasze rzeczy. - Z uśmiechem na ustach skierował się z małą dziewczynką na rękach w stronę wyjścia z plaży. Przez swoją chwilę nieuwagi, nawet nie zorientowałam się, że byli już tak daleko. Podbiegłam kawałek, co nie należało do najłatwiejszych rzeczy, biorąc pod uwagę nawierzchnię, po której byłam zmuszona się poruszać.

Find HappinessOpowiadania do pokochania. Odkryj je teraz