Upewnij się, że przeczytałeś rozdział 55:*
*Zoe*
Następnego dnia zaczynałam w końcu praktyki. Po namowach Jamesa zdecydowałam się na kancelarię Westkin Associates. Nie wiedziałam czy dobrze robię, ale zaufałam Wardowi. Miałam nadzieję, że nie wyjdę na totalna idiotkę, która nic nie umie i tylko przez nazwisko swojego męża dostała to miejsce.
Zależało mi na tym, aby wypaść, jak najlepiej. Liczyłam, że może po zakończeniu praktyk udałoby mi się zdobyć tam posadę, ale już ze względu na moje umiejętności.
Nie chciałam pracować z Jamesem. Wtedy nie miałabym możliwości na swój rozwój, a do tego niedługo zbliżał się koniec naszej umowy. Nie mogłam liczyć na to, że nadal zechce ze mną być. Musiałam się przygotować na najgorsze, chociaż tak naprawdę nie potrafiłam.
Nie wyobrażałam sobie już życia bez niego. Stałoby się po prostu puste, bez żadnych barw. Nie chciałam wracać do tego, co się działo parę miesięcy temu. Za dużo zmienił w moim życiu i to w bardzo pozytywny sposób.
- Odwiozę cię - odezwał się James, pakując, jak zawsze swoje wszystkie rzeczy do teczki. To była taka codzienna rutyna. Uśmiechnęłam się lekko w jego stronę. To naprawdę było całkiem miłe z jego strony.
Pokiwałam twierdząco głową i zaprowadziłam Charlotte do rodziców męża. Powinnam pomyśleć o tym, aby zapisać ją do jakiegoś przedszkola, żeby chociaż odrobinę odciążyć Margaret i Georga.
Niestety to wiązało się z wydatkami, a ja nie posiadałam takiej kwoty. Zostało mi albo czekanie na pierwszą wypłatę z praktyk, albo poproszenie Warda znowu o pomoc. Pieniądze, które miałam dostawać z kancelarii były bardzo małe, ale zawsze to było coś. I tak się zdziwiłam, że dostanę jakakolwiek za to zapłatę, bo w końcu za praktyki zazwyczaj nie dostaje się pieniędzy.
Myślałam, ze to również było sprawką Jamesa, ale poszperałam trochę w internecie i śmiało mogłam stwierdzić, że taka po prostu była polityka tej firmy. Chcieli nagradzać swoich pracowników, w tym studentów za ich ciężką pracę. Pasowało mi to.
- Nie denerwuj się - powiedział, kiedy siedzieliśmy już w samochodzie. - Wszystko będzie dobrze. - Uśmiechnął się i położył swoją dłoń na moje kolano, delikatnie je ściskając.
- Boje się, że sobie nie poradzę - westchnęłam cicho. Naprawdę nie czułam się pewnie, a świadomość, że Ward zapewne znał właściciela kancelarii, nie pomagała.
- Nosisz nazwisko Ward, więc dasz rade. - Pochylił się i szybko pocałował mnie w policzek, cały czas uśmiechając się.
- Patrz na drogę! - pisnęłam przerażona. Czy on naprawdę nie myślał? Do cholery mógł spowodować wypadek, przez swoją nieuwagę, a w Londynie było o to bardzo łatwo.
- Spokojnie kochanie, jestem świetnym kierowcą. - Mogłam wyczuć w jego głosie pewność siebie. Może i mógł być najlepszym kierowcą na świecie, jednak wolałam, aby patrzył na drogę i to na niej się skupił, a nie na mnie.
- Zabierz rękę z mojego kolana. - Wskazałam głową na jego dłoń, która nadal spoczywała na mojej nodze. Mężczyzna tylko cicho coś mruknął pod nosem i po chwili już ją zabrał.
- Wyluzuj trochę - zaśmiał się. Pokręcił przecząco głową i wzrokiem wrócił na jezdnię. Co chwile rzucał pod nosem jakieś przekleństwa, denerwując się na innych uczestników ruchu.
- James - zaczęłam. Mężczyzna spojrzał na mnie kątem oka i czekał na moją dalszą wypowiedź. - Myślałam, żeby zapisać Charlotte do przedszkola, ale kompletnie nie wiem gdzie. - Widziałam, jak mężczyzna zaczął się nad czymś zastanawiać.
- Pogadam z matka, ona się zna na takich rzeczach - stwierdził. - Pomoże nam coś wybrać. - Zaparkował samochód pod średnim budynkiem niedaleko Hanover Square. Przynajmniej będę miała ładne widoki z okna.
- Nie martw się, poradzisz sobie świetnie - powiedział James, a następnie zgasił silnik i nachylił się w moja stronę. Złożył delikatny pocałunek na moich ustach , przez co się uśmiechnęłam.
Wysiadłam z samochodu i powolnym krokiem skierowałam się w kierunku kancelarii. Nogi praktycznie miałam, jak z waty. Cały czas powtarzałam sobie, że dam sobie radę. Musiałam.
***
Do domu wróciłam taksówką. Szef wypuścił mnie szybciej, kiedy tylko zapoznałam się ze wszystkimi regułami panującymi w kancelarii. Mniej więcej wyjaśnił mi, co miało należeć do moich obowiązków i wcale nie było to takie trudne, jak myślałam.
Zabrałam kilka teczek, z którymi miałam się zapoznać. Oczywiście były to jakieś stare sprawy, sprzed sześciu lat, ale niestety tych aktualnych nie mogłam dotykać. Byłam za słaba, aby z nimi się zmierzyć. Tak to przynajmniej mogłam rozwiązać jakaś sprawę i od razu sprawdzić czy dobrze myślałam.
- Dzień dobry, wróciłam - powiedziałam, wchodząc do salonu, gdzie siedziała Margaret z moją córką. Dziewczynka, gdy tylko mnie zobaczyła, od razu podbiegła i przytuliła do mnie. Moje małe słoneczko.
- Jak pierwszy dzień? - zapytała, a ja opowiedziałam jej mniej więcej o wszystkim, co miało dzisiaj miejsce.
Naprawdę byłam podekscytowana i czułam, że bez problemu się zaaklimatyzuje w kancelarii. Nie wiedziałam, dlaczego tak się bałam, nie było sensu.
- Charlotte chciała porobić, jakieś świąteczne ozdoby, ale nie miałyśmy kartek ani nożyczek- odezwała się, a następnie wstała i pożegnała się z nami.
Postanowiłam spędzić trochę czasu z córką i ruszyłam w poszukiwania kilku potrzebnych nam rzeczy. Obszukałam cały dom i niczego takiego nie było, więc skierowałam się do gabinetu Warda. Miałam nadzieję, że chociaż tam coś znajdę.
Na biurku, jak i w jego szufladach nic nie było oprócz dziurkacza i zszywacza. Zabrałam je i szukałam dalej. Otwierałam każdą szafkę po kolei. Kiedy kolejne przybory odkładałam na mebel, usłyszałam głośny huk.
Spadło kilka jakiś teczek, które się pootwierały, powodując, że całe ich zawartości leżały porozrzucane po całym pomieszczeniu. Zabrałam się za zbieranie ich, nawet nie spoglądając, co tam było. Nie interesowało mnie to, aż do pewnego momentu.
Układając kolejne kartki, zauważyłam kilka zdjęć, których wcześniej nigdy nie miałam okazji zobaczyć.
To co tam zobaczyłam, zamurowało mnie. Przyłożyłam jedną dłoń do ust. Byłam bliska temu, aby się rozpłakać. Naprawdę niewiele brakowało.
Wpatrywałam się jak głupia w zdjęcia, które przedstawiały uśmiechnięta parę młodą. Ona ubrana w piękną biała suknię ślubną, on w idealnie dobrany garnitur. Uśmiechnięci oraz szczęśliwi, wpatrywali się z miłością w swoje oczy.
Najgorsze było to, że te zdjęcia nie były ze ślubu mojego i Jamesa. Fakt on się tam znajdywał, ale panną młodą nie byłam ja. Nie rozumiałam nic z tego. Jakim cudem. W mojej głowie rodziło się więcej pytań niż odpowiedzi.
Zabrałam plik zdjęć ze sobą. Do tego wzięłam kartki oraz nożyczki i zeszłam na dół do Charlotte. Nie potrafiłam się skupić na niczym innym. Cały czas myślałam o tych cholernych fotografiach.
Nerwowo spoglądałam na zegarek, sprawdzając ile czasu pozostało do przyjazdu Warda. Musiałam koniecznie dowiedzieć się, o co w tym wszystkim chodziło i dlaczego te pieprzone zdjęcia nie wyglądały, jak fotomontaż.
~~~
No to zaczynamy dla nas te ciekawsze rozdziały.
Jeżeli będzie duża aktywność to pojawi się jeszcze jeden rozdział.
Eve i Nika:*
CZYTASZ
Find Happiness
RomantikMłoda kobieta z ogromną ilością problemów na głowie, nie wie już, co ma zrobić ze swoim życiem. Długi nie pozwalają jej normalnie funkcjonować, dorywcze prace za bardzo nie pomagają, wtedy jej przyjaciel wpada na genialny pomysł, który wszystko zmie...
