*Zoe*
Siedziałam w pokoju, nie mogąc zasnąć. Próbowałam od kilkunastu minut chociaż na chwilę zamknąć oczy, ale nie mogłam. Szczególnie, gdy wiedziałam, że James spał w drugim pomieszczeniu. Nie bałam się o swoje bezpieczeństwo, bo wierzyłam, że on mi nic nie zrobi, ale sama świadomość, że to Ward chyba powodowała, że byłam w takim stanie.
Cieszyłam się, że jutro miałam dzień wolny, bo szczerze to wątpiłam, abym jakoś normalnie mogła funkcjonować. Na dodatek nie chciałam już z samego rana kłócić się z byłym mężem, który pewnie i tak będzie spał do południa.
- Mama. - Charlotte obudziła się i wtuliła we mnie. Pocałowałam ją w czoło.
- Włączę ci bajkę i posiedzisz tutaj grzecznie, dobrze? - zapytałam. - Co zjesz na śniadanie? - dodałam, a następnie poprawiłam poduszki przy wezgłowiu, aby mogła wygodniej usiąść i oglądać ulubioną kreskówkę, którą włączyłam jej na telewizorze.
Kiedy wreszcie się zdecydowała się na płatki z mlekiem, a ja zebrałam się na odwagę starcia z Wardem, wyszłam z sypialni. Nie miałam ochoty na stracie z nim, ale nie miałam wyjścia.
Pierwsze, co zrobiłam, po przekroczeniu progu salonu było otwarcie okien, aby chociaż trochę wywietrzyć specyficzny zapach trzeźwiejącego Jamesa.
Jak się okazało, Ward zamiast grzecznie spać na kanapie pod kocem, leżał zwinięty w kłębek na środku dywanu tuż obok sofy, z której nad ranem zapewne spadł.
Podeszłam bliżej niego i stopą zaczęłam szturchać, żeby w końcu się obudził.
- Ward wstawaj! Musisz stąd iść - powiedziałam i ponownie go ruszyłam. Chciałam się go stąd pozbyć. Wyjęczał coś pod nosem, a następnie przewrócił się na drugi bok. Wiedziałam, że tak będzie.
Wkurzał mnie z każdą sekundą jeszcze bardziej, a moja cierpliwość do niego z wczoraj całkowicie zniknęła. Był już prawie trzeźwy i tym razem na pewno trafił by do domu i to bez najmniejszego problemu. Nie byłam przecież noclegownią.
- Ward! - podniosłam głos, bo nic na niego nie działało. Chciałam go jakoś stąd wyrzucić, nie chciałam go tutaj.
- Moja głowa - jęknął, a następnie złapał się za wspomnianą wcześniej bolącą głowę. Mógł wypić mniej to by teraz nie cierpiał.
- Musisz już iść, nie chcę, żeby Charlotte widziała cię w takim stanie - oznajmiłam. - To co widziała wczoraj jej wystarczy. - Skierowałam się do kuchni, żeby nie musieć dalej oglądać tego intruza. Brzydził mnie jego widok w takim stanie. To nie był ten sam mężczyzna.
Przygotowałam Charlotte jej ulubione śniadanie, które składało się z czekoladowych płatków i mleka kokosowego. Dla siebie zrobiłam tylko wielki kubek czarnej, mocnej kawy, aby postawiła mnie na nogi po tej ciężkiej nocy. Nie wiedziałam, jakbym miała bez niej funkcjonować. Nie dałabym rady.
Z miseczką i kawą ruszyłam do sypialni. Przeszłam przez salon, żeby sprawdzić czy Ward w końcu się wyniósł z mojego salonu.
Niestety nie zrobił tego i nadal przebywał w moim mieszkaniu. Siedział na jednym z foteli, jego bordowa koszula i marynarka były wygniecione. Zresztą tak samo, jak i on. Wyglądał, jak bezdomny i nikt by nie pomyślał, że to słynny prawnik.
Rzuciłam mu tylko wściekłe spojrzenie i zamknęłam się w sypialni z Charlotte, która z zaciekawieniem oglądała swoje ulubione bajki. Trzymała palce w buzi, a jej mina wyrażała ogromne zainteresowanie tym, co pojawiało się na ekranie telewizora.
Kiedy odnosiłam naczynia do kuchni, James nadal okupował mój salon. Widziałam, że szybko go nie opuści, patrząc na to w jakim był stanie. Nie mogłam się nad nim dłużej pastwić chociaż powinnam za to, co zrobił mnie i Charlotte.
Cofnęłam się do sypialni, aby wydobyć z szafy przypadkiem zabrane rzeczy Jamesa. Może to do końca tak nie było, ale to nie było istotne.
- Możesz wziąć prysznic. - Rzuciłam w jego stronę ręcznik oraz jego czarny t-shirt.
- Dziękuję. - Spojrzał na mnie, jak zbity szczeniaczek, ale na mnke to nie działało, już nie.
- Ogarnij się zanim Charlotte cię zobaczy - powiedziałam, nie patrząc na niego. - Zaraz skończy oglądać bajki - dodałam i oddaliłam się od niego. Nie mogłam dać się ponieść emocjom i rozpłakać przy nim. Wtedy zrozumiałby, że za nim tęskniłam, a nie mógł o tym wiedzieć. Miał by satysfakcję.
Zrobiłam dla niego i siebie śniadanie oraz kawę, chociaż nie powinna.
Przygotowałam też leki przeciwbólowe dla tego idioty. Zdecydowanie byłam za łaskawa dla niego.
Wyszedł w końcu z łazienki w samym t-shirt'cie i bokserkach z wilgotnymi włosami. To zawsze był mój ulubiony widok, na który mogłam patrzeć godzinami.
Oczywiście równie świetnie wyglądał w swoich markowych garniturach, ale moją ulubioną wersją Jamesa była ta domowa, na luzie. Moja prywatna, idealna wersja Warda.
- Chciałem cię przeprosić za to, co zrobiłem wczoraj. Zachowałem się jak gówniarz. - Podszedł do mnie i chciał mnie złapać za rękę, ale zdążyłam ją zabrać. Nie miał prawa mnie już dotykać.
- Co ty tu robisz? - Char stanęła naprzeciwko nas. W ręce trzymała swojego pluszaka, którego już po chwili przytuliła. Wyglądała słodko.
- Może grzeczniej? - spojrzał na moją córkę. - Przepraszam - westchnął, ale Charlotte miała gdzieś jego słowa. Po chwili, gdy mężczyzna spojrzał na mnie, pokazała mu język. Usmiechnęłam sie, chociaż nie powinnam, bo zachowała się nieodpowiednio. - Rozmawiam z mamą - dodał.
- Idź stąd. - Dziewczynka tupnęła nogą. Nie chciała go tutaj i doskonale ją rozumiałam. Ward ją zranił, tak samo, jak mnie.
- Dziękuję, że mogłem tu zostać i za to, co dla mnie zrobiłaś. - Zwrócił się do mnie, ignorując przy tym Charlotte, której to jakoś szczególnie nie przeszkadzało.
- Nie ma za co, a teraz możesz już stąd iść - powiedziałam, biorąc córkę na ręce. Obawiałam się, że jeszcze chwila i mała po prostu podejdzie do niego i zacznie go kopać oraz nawet gryźć.
- Możemy porozmawiać? - zapytał, a ja nie wiedziałam o czym on chciał ze mną rozmawiać. Na sali rozwodowej chyba powiedział wszystko.
- Nie mamy chyba już o czym. - Postawiłam córkę na dywanie, bo zaczęła się już wyrywać. Nie potrafiła usiedzieć w miejsu.
- Idź stąd! - Charlotte podeszła do Jamesa, rzucając po drodze pluszaka na podłogę. - Nie chcę cię. - Dziewczynka zrobiła lekki zamach i kopnęła Warda w piszczel, przez co mężczyzna podkulił nogę oraz syknął z bólu.
- Charlotte! - krzyknęłam. Nie mogła myśleć, że takie zachowanie było dopuszczalne. Były jakieś granice i nawet jeżeli James ją zranił to nie mogła postępować w taki sposób.
~~~
Eve i Nika:*
CZYTASZ
Find Happiness
عاطفيةMłoda kobieta z ogromną ilością problemów na głowie, nie wie już, co ma zrobić ze swoim życiem. Długi nie pozwalają jej normalnie funkcjonować, dorywcze prace za bardzo nie pomagają, wtedy jej przyjaciel wpada na genialny pomysł, który wszystko zmie...
