Rozdział 15

5.4K 651 135
                                        

*Zoe*

– Mamo. – Usłyszałam głos Charlotte, który swoją drogą był jeszcze bardziej niezrozumiały, niż na co dzień. Hałas panujący w hotelowej sali uniemożliwiał mi zrozumienie kogokolwiek, a już dopiero córki, która dopiero uczyła się mówić. Jej słownik nie zawierał jak na razie zbyt dużego zasobu słów. Wiedziałam jednak, że już niedługo będę mogła się z nią porozumiewać bez najmniejszego problemu. Szczerze mówiąc, miałam dosyć dzisiejszego dnia, chciałam po prostu wrócić do domu, to było aktualnie moje jedyne marzenie.

– Tak? – zapytałam, delikatnie pochylając się nad Char, aby kolejną jej wypowiedź dużo szybciej zanalizować i zrozumieć, a bliższa odległość mi w tym zdecydowanie mogła pomóc.

– Dlaczego jesteś smutna? – nie powiem, zrobiło mi się milo na sercu, że moja malutka córeczka potrafi skupić się też na innych osobach, a nie tylko na samej sobie. Nauczyła się niedawno rozpoznawać emocje, więc teraz jak widzę, stara się to wykorzystać w codzienności, co nie ukrywam, bardzo mnie cieszy. Z każdym dniem mogłam zauważyć zmianę w jej zachowaniu, powoli dorastała. Każda matka pragnie tego doświadczyć. Pamiętam, jak niedawno jeszcze była taka malutka. Czułam się wspaniale, kiedy lekarz położył mi ją na piersi w szpitalu, na sali porodowej. Niesamowite przeżycie dla kobiety, gdy rodzi się z niej nowe życie, o które teraz będzie musiała szczególnie dbać. Wiadomo, wychowywanie dzieci nie należy do najłatwiejszych zadań, ale mimo wszystko jest warte. Charlotte jest jeszcze mała, ale kiedy dorośnie, chcę mieć świadomość, że zrobiłam wszystko, aby przystosować ją do codzienności, jak i ułatwić jej dorosłe życie.

– Nie jestem kochanie. – Pocałowałam ją w czubek głowy i posadziłam sobie na kolanach. Cały czas starałam się ignorować Jamesa, który nadal przebywał w towarzystwie pięknej blondynki. Nie byłam zazdrosna, przecież nie miałam powodów ani prawa, jednak zrobiło mi się odrobinę przykro, że takie rzeczy dzieją się na moim weselu, nawet jeżeli jest ono tylko i wyłączenie fikcją. Niby tak zależy mu na tej całej kancelarii, ale jakoś nie widzę tego w jego czynach. Miało to wyglądać realistycznie, a on psuje wszystko, rozumiem, ta kobieta jest ładna, ale mógł spędzić z nią czas po tej całej szopce, gdy każdy pójdzie do domu, a nie w samym środku tego całego bagna. Miał do dyspozycji całą noc poślubną, może właśnie ten czas powinien wykorzystać na przyjemne spędzenie czasu z długonogą blondynką. Wtedy nie miałabym nic przeciwko, o ile nie wyszłabym na skończoną kretynkę, która wychodzi za mężczyznę, który już na weselu ją zdradza.

– Co moje panie robią tutaj same? Zmęczone? – kiwnęłam delikatnie głową oraz uśmiechnęłam się, kiedy za nami pojawił się Patrick, co jak co, ale wiedziałam, że na niego mogę liczyć w każdej sytuacji. Nie było jeszcze przypadku, w którym by mi nie pomógł. Kiedy moje problemy zaczęły wychodzić na wierzch, starał się mnie wspierać, jednak jego środki finansowe były ograniczone, nie mógł wszystkiego poświęcić dla mnie i zostać z niczym. Nie zgodziłam się na to, jak i również wybiłam mu z głowy pomysł brania kredytu, aby spłacić moje długi. To były moje problemy, więc to ja musiałam ponieść ich konsekwencje, nie on. – Wracajcie do domu, zaraz zaśniesz tutaj Zoe – powiedział troskliwym głosem, kładąc swoje dłonie na moich ramionach, aby je chociaż odrobinę rozmasować i tym samym odrobinę mnie rozbudzić.

– Chciałabym – westchnęłam – ale nie mogę, nie wypada tak. – Jakby to wyglądało, gdyby panna młoda opuściła własny ślub, a na dodatek bez męża. Wątpię, aby James chciał już wracać do domu, za dobrze się tutaj bawił, był w swoim żywiole. Odwróciłam się w stronę przyjaciela z morderczym wzrokiem, kiedy kątem oka zobaczyłam, jak skinieniem ręki woła Warda. No i po co? Co to da? Po chwili mężczyzna stał już koło nas, jednak tym razem bez swojej pięknej towarzyszki. Wyraźnie czekał, aż ktoś mu wytłumaczy, o co chodzi i dlaczego przerywamy jego miłosne podboje.

Find HappinessOpowiadania do pokochania. Odkryj je teraz