Rozdział 36 (II)

4.6K 577 160
                                        

*Zoe*

Przyglądałam się Jamesowi, mając nadzieję, że w końcu się otworzy przede mną i powie coś więcej. Jednak, jak na razie to on po prostu siedział i wpatrywał się w kieliszek, który trzymał w dłoniach.

- James. - Przypomniałam o swojej obecności. Jego aktualny stan, a dokładniej zachowanie zaczęło mnie niepokoić. Nie wiedziałam, co miałam o tym myśleć.

- Nie potrafię ci tego powiedzieć - szepnął cicho, nawet nie fatygując się, aby mnie spojrzeć.

- Spróbuj. - Nie miałam pojęcia, jak go do tego przekonać. Położyłam rękę na jego nodze, chcąc dodać mu jakiegoś wsparcia. - Wiesz, że nigdy cię nie oceniałam - dodałam. Była to prawda, bo nigdy w życiu nie powiedziałam publicznie niczego złego o jego postępowaniu.

- Nie potrafię się się przyznać do tego, że coś zepsułem - westchnął i położył swoją dłoń na mojej, a następnie delikatnie ją głaskał. Wyjątkowo się nie wyrwałam, chcąc zapewnić go o tym, ze jestem z nim i nigdzie się nie wybieram.

- Cokolwiek to by nie było, to nie będę patrzeć na ciebie przez pryzmat tego - powiedziałam. Chciałam go o tym zapewnić, żeby nie miał żadnych wątpliwości.

- Mam problem. - Ponownie powtórzył swoje wcześniejsze słowa. - Chodzę do kasyna - stwierdził i mocniej złapał moją dłoń, jakby bał się, że za chwilę mu ucieknę.

Nie powiem zaskoczyło mnie to i nie miałam pojęcia, jak powinnam zachować się po tym, co usłyszałam z jego ust. Wcześniej nie byłam w takiej sytuacji, ale domyślałam się, że musiało być to coś poważnego skoro sam z siebie mi o tym powiedział.

- Nie patrz tak na mnie. - Był taki bezbronny. Nie pasowało to do niego.

- Niby jak? - zapytałam.

- Z obrzydzeniem - powiedział to, patrząc mi prosto w oczy. Nie wiedziałam, że moje zachowanie czy też mimika uległa zmianie.

- Przepraszam - mruknęłam cicho, przybliżając się do niego.

- Nie wiem, co mam robić - westchnął. - Nie potrafię przestać. - Jego głos się załamał w pewnym momencie, a ja również miałam ochotę się rozpłakać.

- Zapisz się na terapię. - To była jedyna rzecz, która przyszła mi jako pierwsza na myśl. Tylko specjalista mógł mu pomóc, bo ja nie byłam w stanie.

- Jak to będzie wyglądać? Nie mogę sobie na to pozwolić - stwierdził, a mi ręce opadły. Nie potrafiłam zrozumieć, dlaczego on wolał zmarnować sobie życie niż zrobić coś w kierunku tego, aby się wyleczyć. Hazard był uzależnieniem, więc sam nie dałby sobie rady bez wplątywania osób trzecich.

- Wolisz wszystko stracić? - zapytałam. - Czasami warto się przyznać do błędu - oznajmiłam. Naprawdę tak uważałam i byłam przekonana, że kto, jak kto, ale James bez problemu pozbędzie się swojego nałogu.

Ward po chwili ciszy, objął mnie ramionami, przytulając do siebie. Położył głowę na moim ramieniu, a prawą dłonią głaskał moje plecy, tak jakbym to ja miała problemy.

- Pomogę ci. - Nie mogłam go zostawić z tym wszystkim samego. Sprawił mi dużo przykrości, ale nie potrafiłam przejść obojętnie, wiedząc, że borykał się z tak poważnym problemem.

- Nie musisz tego robić z litości. - Odsunął się ode mnie odrobinę. Nie wiedziałam, jak miałam go przekonać, że chciałam mu pomóc ze względu na niego, a nie na jakiś inne czynniki.

- Ile to już trwa? - zapytam, chcąc się dowiedzieć czegoś więcej na ten temat. Może wtedy będzie mi jakoś lepiej to zrozumieć, bo jak na razie to ogromny szok.

- Jakoś od naszego rozwodu. - Wzruszył ramionami. - Nie pamiętam dokładnie, ale jakiś czasu to już trwa - dodał.

- Co ci to daje? - nigdy nie potrafiłam zrozumieć ludzi, którzy byli zafascynowani tego typu rozrywką. Przecież tak łatwo było można wszystko stracić.

- Wiesz na początku była to dobra forma zapomnienia o tym, co działo się w moim życiu. Wolałem tam spędzić czas niż samemu w domu, bo przynajmniej nie myślałem o tobie - powiedział, a ja w jego głosie wyczułam prawdę. Nie kłamał i on faktycznie nie był szczęśliwy po naszym rozwodzie, tak jak myślałam.

- A teraz? - dopytywałam.

- Teraz to po prostu forma rozrywki, relaksu - stwierdził. - Odrobina adrenaliny, którą polubiłem - zaśmiał się.

- Skończ to - powiedziałam stanowczo. - Jeżeli nie jesteś w stanie zrobić tego dla siebie, to zrób to dla Charlotte. - Miałam nadzieję, że to go przekona do leczenia. - Ona potrzebuje ojca. - Musiałam podejść go z innej strony.

- Zawsze będzie mogła na mnie liczyć i to się nie zmieni. - Nie chciałam mu przypominać, jak liczyła na to, że przyjdzie na jej urodziny, a tego nie zrobił. To nie był odpowiedni moment na poruszanie takich tematów.

- I gdzie będzie miała cię szukać? W kasynie? - prychnęłam. On nie zdawał sobie chyba sprawy z powagi sytuacji. Oczekiwał pomocy, ale dokładnie chyba nie rozumiał tego, co się działo dookoła. Myślał, że uda mu się pogodzić kilka rzeczy ze sobą, a to nie było możliwe, bo jednak jego uzależnienie niedługo pochłonie go całego.

- Nie - oznajmił, ale nie wiedział, jaka argumentacja poprzeć swoje słowa. Wydawało mi się, że on doskonale wiedział o tym, że wmawiał mi oraz sobie coś, co było nierealne.

- Tak będzie, dlatego daj sobie pomóc. Zapisz się do psychologa, przecież nikt nie musi wiedzieć z jakiego powodu tam chodzisz. - Starałam się go za wszelka cenę przekonać. Na początku szło to naprawdę opornie, ale po jakimś czasie chyba zaczął rozumieć parę kwestii.

- Pomożesz mi? - zapytał, a w jego głosie mogłam wyczuć nadzieję, dlatego pokiwałam twierdząco głową. - Dziękuję. - Przytulił mnie ponownie do siebie, ale tym razem dużo mocniej.

- Tylko naprawdę musisz tego chcieć i się postarać, bo sama nie dam rady.

- Obiecuję - pocałował mnie w czubek głowy. - Odpowiedz mi na jedno pytanie? - spojrzał mi prosto w oczy, a ja kiwnęłam twierdząco głową. - Dlaczego to robisz skoro cię zraniłem?

- Dlaczego? - przez chwilę myślałam nad odpowiedzią. Wahałam się czy powiedzieć mu prawdę, ale może ona mu pomoże podjąć odpowiednią decyzję. - Bo cię kocham idioto. - W końcu odważyłam się powiedzieć to na głos, chociaż było to dla mnie wyzwaniem.

~~~

Eve i Nika:*

Find HappinessOpowiadania do pokochania. Odkryj je teraz