*Zoe*
- Zoe poszła w ślady naszej rodziny - zaczął ojciec Jamesa. Dzięki niemu sama nie musiałam odpowiadać na pytanie zadane przez Christiana.. Byłam przekonana, że wyszłabym na idiotkę, gdybym tylko otworzyła buzie. Nie wiedziałabym, co mam powiedzieć.
- Doprawdy? - zaśmiał się Christian. Był wyraźnie zdziwiony tą odpowiedzią. Nie spodziewał się tego.
- Tak. Studiuje prawo - powiedział, a ja mogłam wyczuć dumę w jego głosie. Czułam, że mężczyzna naprawdę się cieszył z tego powodu, a mi odrobinę polepszył się humor. Ktoś w końcu mnie docenił.
Lekko zawstydzona spuściłam wzrok na talerz, który znajdował się przede mną. Chciałam, aby już nie poruszali mojego tematu jednak, jak mogłam się domyślić to było wręcz niemożliwe.
- Powodzenia, może ci się uda. - Usłyszałam głos Christiana, w którym można było wyczuć kpinę. Niechętnie spojrzałam na niego. Miałam ochotę powiedzieć mu, żeby się zamknął. Nie podobało mi się jego zachowanie w stosunku do mnie, ale niestety nie mogłam z tym nic za bardzo zrobić. Musiałam to znosić, jednak nie wiedziałam, jak długo wytrzymam.
- Zoe jest bardzo zdolna. - Tym razem odezwał się mój mąż, chwaląc mnie. Naprawdę, co z nimi było dzisiaj nie tak? Byłam w jakiejś ukrytej kamerze? - A do tego ma najlepszego nauczyciela - dodał i mogłam zobaczyć, jak szeroko się uśmiechnął. Każdy doskonale wiedział, że miał na myśli siebie.
- W to nie wątpię, jakoś musiała zaciągnąć cię do ołtarza. - Starszy z braci odgryzł się, a w pomieszczeniu automatycznie zapanowała cisza. Nikt nie wiedział, co powiedzieć.
Kątem oka widziałam, jak James zaciska dłonie w pięści i hamuje swój wybuch. Mimowolnie złapałam go za rękę i ścisnęłam. Chciałam pokazać mu, że byłam tutaj i miał w mojej osobie wsparcie.
- Może zacznijmy już jeść - powiedziała Margaret, starając się wybrnąć z tej niezręcznej sytuacji. Gestem przywołała obsługę, która już po chwili postawiła na stolę różnego rodzaju pyszności. Wszystko pięknie pachniało, zresztą tak samo wyglądało. Niby nie było to coś niezwykłego, zwyczajne danie, ale w takiej oprawie wyglądało, jak danie z najdroższej restauracji. Wygląd mógł dużo zmienić.
Przybliżyłam się w stronę Charlotte, chcąc jej pomóc, aby zaraz cała się nie ubrudziła.
- Nie! - pisnęła. - Tata! - dodała, wskazując palcem na mojego męża.
- Kochanie tata siedzi za daleko - powiedziałam, a następnie pochyliłam się nad córką, aby jej pomóc, jednak mała była strasznie uparta i zaczęła się wyrywać.
Spojrzałam w kierunku Jamesa. Miałam nadzieję, że jakoś mi pomoże i powstrzyma Char przed jej napadem, który mógł za chwile nastąpić.
Mężczyzna kiwnął głową i od razu podszedł do małej. Podniósł ją, a następnie wziął na kolana. Naprawdę wyglądali słodko i faktycznie, jak ojciec z córka. Mogłabym bez problemu się do tego przyzwyczaić i codziennie spędzać tak czas. W miłym, jak i rodzinnym gronie. Oczywiście nie biorąc pod uwagę Christiana.
Jego sama obecność wzbudzała strasznie nerwową oraz napięta atmosferę. Nie wiedziałam, dlaczego tak naprawdę ta dwójka mężczyzn się nienawidzi, ale domyślałam się, że musiało to być coś poważnego.
Miałam nadzieję, że kiedyś James mi na tyle zaufa, że opowie o tym, o ile nadal będziemy mieć jakiś kontakt ze sobą. Z nim wszystko było możliwe. Mógł mnie od razu wraz z dniem wygaśnięcia umowy, wyrzucić i zapomnieć, że ktoś taki w ogóle istniał i odgrywał jaką rolę w jego życiu.
On pewnie od razu by odżył, natomiast ja skończyłabym ze złamanym sercu znowu w jakimś małym mieszkaniu, pracując na dwie zmiany. Życie takie, jak prowadziłam aktualnie było naprawdę wygodne. Sama się sobie dziwię, bo doskonale pamiętałam moje nastawienie do tego wszystkiego na samym początku, jak i do tych ludzi. Teraz, gdy już należałam do tego całego towarzystwa dostrzegałam więcej plusów niż minusów.
Nie chodziło mi tylko o to, że można dużo rzeczy załatwić albo i nawet dostać je za darmo, ale bardziej takie naturalne rzeczy, które były potrzebne każdemu człowiekowi. Chociażby lepsze traktowanie w szpitalach czy w ogóle móc korzystać z najlepszej opieki medycznej w prywatnych szpitalach, na co nie było stać każdego.
- Ślicznie wyglądacie razem z Charlotte - odezwała się matka Jamesa i z uśmiechem przyglądała się synowi i mojej córce. Sama również poczułam, jak moje kąciku ust się podnoszą.
Cały czas obserwowałam, jak Ward karmił Char, a gdy ta nie miała zamiaru otworzyć buzi, mówił jej coś na ucho, przez co dziewczynka od razu z apetytem zjadała. Miałam nadzieję, że tylko nie obiecywał jej nowej zabawki. Przekupstwo to najgorsze, co mógł zrobić. Chociaż z drugiej strony był do wszystkiego zdolny, wiedząc, że Christian siedział po drugiej stronie stołu i z uwagą go obserwował. Mój mąż zapewne chciał wypaść, jak najlepiej, wykorzystując przy tym wszystkie możliwe chwyty.
- Kochający tatuś - prychnął brat Jamesa cicho tak, aby nikt tego nie mógł usłyszeć. Niestety pech chciał, że jego słowa doskonale usłyszałam. Spojrzałam od razu w jego stronę. Może i ewidentnie kpił ze swojego brata, jednak jego oczy mówiły zupełnie coś innego.
Widziałam, że gdzieś w środku był naprawdę pod wrażeniem zachowania mojego męża, a nawet skłoniłabym się do tego, że był zazdrosny. W końcu on siedział tutaj sam, a James razem z żoną i jej córka, która traktowała go, jak swojego ojca. Chyba sama na miejscu Christiana poczułabym się źle i zaczęła dokładne rozmyślać o swoim życiu.
- Coś ci nie pasuje? - warknął mój mąż. Naprawdę myślałam, że drugi z młodych mężczyzn powiedział to na tyle cicho, że tylko ja byłam w stanie usłyszeć. Myliłam się. - Przynajmniej mam rodzinę i nie jestem sam. - Wiedziałam, że w tamtym momencie naśmiewał się ze swojego starszego brata, ale jednak nie przeszkadzało mi to. Nawet się cieszyłam, że ktoś w końcu nie potrafił się postawić Christianowi, czego ja nie byłam w stanie zrobić.
Westchnęłam cicho i zaczęłam dłubać widelcem w talerzu. Naprawdę chciałam, aby ta uroczysta kolacja dobiegła końca. O ile na samym początku czułam się dobrze to teraz z każdą minutą było tylko coraz gorzej.
- My będziemy się już zbierać - odezwałam się. James by tego nie zrobił, a ja już miałam dosyć. - Charlotte zaraz zacznie marudzić - dodałam, a następnie wstałam od stołu.
Po chwili poczułam na nadgarstku czyjąś dłoń. Byłabym pewna, że należała do mojego męża, jednak on siedział po drugiej stronie.
- Już uciekacie? - zapytał Christian, a ja starałam się wyrwać z jego uścisku. - Szkoda, zabawa się dopiero zaczyna. - Zaśmiał się, spoglądając raz na mnie, a raz na mojego męża. Nie rozumiałam już niczego. Kiedy mnie puścił od razu odsunęłam się na bezpieczna odległość i czekałam, aż James wstanie razem z Charlotte.
~~~
Hej!
Jak tam rozpoczęcie roku szkolnego? Mamy nadzieję, że w porządku.
Na pocieszenie dodajemy kolejny rozdział i jeżeli będzie duża aktywność postaramy się dodać dzisiaj jeszcze kolejny, aby Wam umilić te ostatnie wolne chwile przed nauką.
Pozdrawiamy
Eve i Nika:*
CZYTASZ
Find Happiness
Roman d'amourMłoda kobieta z ogromną ilością problemów na głowie, nie wie już, co ma zrobić ze swoim życiem. Długi nie pozwalają jej normalnie funkcjonować, dorywcze prace za bardzo nie pomagają, wtedy jej przyjaciel wpada na genialny pomysł, który wszystko zmie...
