Cześć II
Aa! Find Happiness jest na 9 miejscu w kategorii romans!
*Zoe*
W końcu nadszedł ten dzień, którego tak cholernie się obawiałam od roku. Musiałam zacząć żyć od nowa, wszystko poukładać. Od samego początku obawiałam się, że tak to wszystko się skończy i mogłam się przecież przygotować na to wszystko dużo wcześniej. To było do przewidzenia, że tak mogła się ta sytuacja skończyć.
- To już ostatni karton. - Do mojego nowego mieszkania, na obrzeżach miasta wszedł ojciec z resztą moich rzeczy. Dzisiaj zaczynałam wszystko od nowa. Nowy dom był równoznaczny z nowym początkiem.
Przez tą całą sytuację jedyna rzeczy wyszła na plus. Wyjaśniłam sobie wszystko z rodzicami, przez co nasze relacje się zdecydowanie polepszyły. Ucieszyłam się z tego powodu, bo dopiero teraz zrozumiałam, jak bardzo brakowało mi ich przez prawie trzy lata.
Na samym początku nie czułam się komfortowo przebywając z moją matką, ale po którymś spotkaniu wszystko zaczęło się lepiej układać.
Tak naprawdę, gdy James kazał mi się spakować nie miałam pojęcia dokąd pójść. Patrick odpadał, bo był na jakimś wyjeździe służbowym, więc musiałam poprosić rodziców o pomoc, nawet jeżeli było mi wstyd.
- Dziękuję. - Wysiliłam się na uśmiech. Z każdym dniem radziłam sobie coraz lepiej ze świadomością, że rozstałam się z Wardem. - Napijesz się czegoś? - zapytałam. Mimo że wolałam posiedzieć w samotności, aż do momentu, w którym będę musiała odebrać Charlotte to nie mogłam przecież tak po prostu wyrzucić swojego ojca z mieszkanie. Tak nie wypadało.
Ucieszyłam się, kiedy oznajmił mi, że nie może, bo musi wracać do pracy. Przynajmniej nie musiałam udawać, że jakoś się trzymam. Kiedy nikt nie patrzył, potrafiłam się rozkleić i potrafiłam wspominać godzinami o tych idealnych chwilach, spędzonych w towarzystwie Jamesa.
Minęło już trochę czasu, a ja nadal nie przyzwyczaiłam się do tego, że jego nie ma przy mnie. Brakowało mi jego ramion, które sprawiały, że czułam się bezpiecznie. Nie mogłam się pogodzić ze świadomością, że mój cały świat odszedł.
- Trzymaj się i jak coś to pamiętaj, że o każdej porze możesz do nas zadzwonić. - Ojciec podszedł do mnie, a następnie przytulił mnie na pożegnanie i pocałował w czoło. Czułam się, jak mała dziewczynka, ale chyba tego potrzebowałam.
Kiedy tylko zamknęłam za nim drzwi, rozpłakałam się. To wszystko mnie już powoli przerastało. Nie potrafiłam się odnaleźć w tej nowej sytuacji, która swoją drogą była dla mnie dziwna, wręcz obca. Nie czułam się bezpiecznie w tym domu, bo nie było w nim Jamesa. Wiedziałam, że tylko przy nim mogłam normalnie funkcjonować, ale było za późno na ratowanie czegokolwiek. On już mnie nie chciał.
Otarłam łzy, które spływały po moich policzkach i zabrałam się za wyjmowanie rzeczy z pudełek. Miałam jeszcze trochę czasu, aby odebrać Charlotte, więc musiałam go jakoś wykorzystać, żeby chociaż na chwilę przestać myśleć.
Doskonale też wiedziałam, że musiałam poszukać jakiegoś innego przedszkola dla córki. Nie mogła tam zostać, bo po prostu nie było mnie na to stać. Miesięczna opłata za nie przerastała moje możliwości finansowe. Na początku myślałam, że uda mi się jakoś to wszystko pogodzić, ale nie było o tym nawet mowy.
Było mi szkoda Char, która już poznała tam kilka koleżanek, z którymi lubiła spędzać czas i nie miałam serca, żeby ją przenosić, jednak nie miałam wyjścia. Wiedziałam, że takie gwałtowne zmiany źle na nią wpływały, ale nic nie mogłam zrobić.
Najgorsze było to, że Ward nawet nie chciał ze mną rozmawiać ani niczego wyjaśnić. Po prostu kazał się spakować i wyjść, a gdy chciałam dowiedzieć się czegoś więcej to zamknął się w swoim gabinecie na klucz i już więcej go nie widziałam.
Nawet nie pożegnał się z Charlotte, co ja zraniło. Nie rozumiała, dlaczego tak nagle musiałyśmy się wyprowadzić, a ja nie wiedziałam, jak mam jej to wyjaśnić. Traktowała Jamesa, jak ojca, a nagle musiała zamieszkać tylko ze mną.
Spojrzałam na zegarek i gwałtownie zerwałam się z drewnianej podłogi, na której siedziałam. To był ostatni moment, żeby wyjść z domu i pojechać po Charlotte, bo inaczej bym się spóźniła. Nie mogłam do tego dopuścić. Nie chciała, aby moja córka pomyślała, że ja ją również zostawiłam, tak samo, jak jej ojciec.
Droga zajęła mi trochę więcej czasu niż zazwyczaj. Niestety moje mieszkanie znajdowało się po drugiej stronie miasta, a dokładniej na jego obrzeżach. Chciałam być samodzielna, dlatego to była jedyna opcja, na jaką mogłam sobie pozwolić ze względów finansowych. Może i miałam odrobinę pieniędzy, które zarabiałam w kancelarii, ale one nie wystarczyłyby na długo, więc nie mogłam szaleć.
Kiedy zobaczyłam moją córkę, siedzącą na ławce razem z koleżankami, od razu się tam skierowałam. Podobało mi się, że dzieci spędzały czas na dworze, a nie tylko w budynku.
Przytuliłam Char na przywitanie, a następnie dziewczynka pożegnała się z innymi dziećmi i razem, zaczęłyśmy się kierować w stronę mojego samochodu.
- A gdzie tata? - to pytanie zadawała mi codziennie, a nawet po kilka razy.
- Tata pracuje. - Za każdym razem odpowiadałam jej tak samo. Odwróciłam wzrok, żeby nie patrzeć na smutną minę córki. To mnie dobijało.
Całą drogę powrotną, przybyłyśmy w milczeniu. Słychać było tylko cicho grające radio. Char od kilku dni była na mnie obrażona, że nie chciałam zadzwonić do Warda, co było nie do końca prawdą. Na początku dzwoniłam do męża, ale nie odbierał. Dopiero później zablokował mój numer i wtedy uświadomiłam sobie, że to był koniec.
W końcu dojechałyśmy do naszego nowego mieszkania. Wjechałam na parking i zaczęłam szukać swojego miejsca, którego jeszcze nie potrafiłam od razu znaleźć.
- Chcę do taty. - Moja córka zaczęła znowu marudzić, powtarzając w kółko to samo zdanie.
- Charlotte, przestań! - podniosłam głos i spojrzałam na córkę, co było błędem. Przestałam obserwować sytuację, która działa się przede mną i nawet nie zauważyłam, że wjechałam w inny samochód. - Cholera! - dłonią uderzyłam w kierownicę. Wszystko się psuło.
Zgasiłam silnik, a następnie wysiadłam z samochodu. To samo zrobił kierowca drugiego samochodu. Wysoki mężczyzna, który niczym nie przypominał spotykanych ostatnio przeze mnie facetów.
Miał jasne włosy, które moim zdaniem były już nieco za długie i powinien je ściąć. Do tego był ubrany cały na czarno.
- Zwariowałaś kobieto?! - warknął, sprawdzając stan swojego samochodu. - Kto ci dal prawo jazdy?! - cały czas na mnie krzyczał. Ręką przejechał po zniszczonym lakierze.
- Przepraszam - odezwałam się. - Nie zauważyłam pana - dodałam. Spojrzałam na mężczyznę, który zaczął szukać w kieszeni swojej skórzanej kurtki.
- Nie obchodzi mnie to. - Jego wzrok skrzyżował się z moim. - Dzwonię na policję. - Zaczął bawić się swoim telefonem, zapewne wybierał już numer. Zastanawiałam się dlaczego nagle cały świat był przeciwko mnie.
~~~
Pierwszy rozdział nowej części.
Dziękujemy za tak ogromna aktywność wczoraj i za to, że mamy 9 miejsce, a to wszystko dzięki Wam!
Zdecydowanie mamy najlepszych czytelników!
Pozdrawiamy
Eve i Nika:*
CZYTASZ
Find Happiness
Roman d'amourMłoda kobieta z ogromną ilością problemów na głowie, nie wie już, co ma zrobić ze swoim życiem. Długi nie pozwalają jej normalnie funkcjonować, dorywcze prace za bardzo nie pomagają, wtedy jej przyjaciel wpada na genialny pomysł, który wszystko zmie...
