Upewnij się, że przeczytałeś rozdział 66:*
Powoli zbliżamy się do 100 tys. wyświetleń!
*Zoe*
- Charlotte, zaraz się spóźnimy! - krzyknęłam, gdy dziewczynka siedziała na puchowym dywanie i bawiła się zabawkami.
- Nie chce iść. - Moja córka podeszła do mnie i spojrzała błagalnym wzrokiem.
- Kochanie musisz iść do przedszkola - powiedziałam i pogłaskałam ją po włoskach. Skrzywiła się odrobinę. - Obiecuję, że później pójdziemy w jakieś fajne miejsce, dobrze? - zaproponowałam.
Musiałam ją jakoś przekonać do wyjścia z domu. Nie mogłam dłużej tutaj siedzieć, ponieważ inaczej spóźniłabym się do kancelarii, a nie miałam zamiaru szukać kolejnego miejsca na praktyki. Nie znalazłabym przecież nowego miejsca, które dawałoby mi tak dobre warunki i co najważniejsze wypłatę. W innych miejscach mogłabym tylko o niej pomarzyć.
Kiedy zaczynałam tam pracę byłam najszczęśliwszą osobą. Miałam wszystko i cieszyłam się, że w końcu wszystko zaczęło się układać. Niestety do czasu.
- Dobrze. - Dziewczynka zgodziła się. Wiedziałam, że w ten sposób przekonam ją bez problemu. Przez rodzinę Wardów, strasznie łatwo było ją namówić do czegoś. Wystarczył jakiś prezent czy inna niespodzianka. Nie podobało mi się to, ale w tamtej chwili niestety musiałam się posunąć do takiego zagrania.
Wzięłam do ręki swoja torebkę oraz plecak Charlotte i wyszłyśmy z domu. Będąc na parkingu, rozejrzałam się dookoła czy czasem nigdzie w pobliżu nie było mojego chorego sąsiada. Nie miałam zamiaru się z nim znowu kłócić i to z samego rana.
Podeszłyśmy do samochodu, gdzie posadziłam Charlotte w foteliku, a następnie zapięłam ją pasem bezpieczeństwa. Kiedy upewniłam się, że wszystko było w porządku obeszłam samochód dookoła i otworzyłam drzwi.
Zajęłam miejsce kierowcy, a następnie zaczęłam przygotowywać się do jazdy i wszystko byłoby idealnie, gdybym na szybkie nie miała małej karteczki. Westchnęłam i byłam zmuszona wysiąść z samochodu.
Szybkim krokiem podeszłam i już po chwili zabrałam drobny skrawek papieru. Uważnie mu się przyjrzałam, a następnie prychnęłam, widząc jej treść. Mój sąsiad był chyba śmieszny, że zapłacę mu tysiąc funtów za lekko porysowany samochód. Najśmieszniejsze było w tym wszystkim to, że na dole zapisał swój numer telefonu wraz z ponownym zaproszeniem na kawę. Idiota.
Zgniotłam karteczkę, a następnie wrzuciłam ja do torebki, kiedy ponownie usiadłam we wnętrzu samochodu. Uważając na inne samochody, które stały zaparkowane obok, powoli wyjechałam z terenu parkingu.
Charlotte przez cała drogę śpiewała jakieś piosenki. Co prawda nie wychodziło jej to najlepiej, ale cieszyłam się, że miała już trochę lepszy humor. Nie chciałam, aby przez takiego idiotę chodziła smutna, ale sama nie potrafiłam nic zrobić.
- Bądź grzeczna - powiedziałam do córki. - Niedługo przyjadę. - Pożegnałam się z nią, przytulając do siebie. Przyglądałam się, jak pobiegła do swoich koleżanek i od razu zabrała za zabawę z nimi.
Wróciłam do samochodu i pojechałam już prosto do kancelarii. Praktycznie wbiegłam do pomieszczenia, wpadając przy tym na ochroniarza. Od razy przeprosiłam mężczyznę i nie czekając na jego odpowiedź ruszyłam w kierunku windy.
Gdybym wiedziała, że tak wolno się ona poruszała to wybrałabym zdecydowanie schody. Nerwowo spoglądałam na zegarek. Miałam jeszcze minutę do dziewiątej. Przez całą drogę stukałam obcasem o podłogę.
Odetchnęłam dopiero z ulgą, gdy weszłam już na teren kancelarii. Przywitałam się z sekretarką, a następnie odwiesiłam płaszcz do szafy.
Przejrzałam się w lusterku, a następnie poprawiłam włosy, które były w lekkim nieładzie przez tą całą drogę, przebytą w biegu. Skierowałam się do gabinetu szefa, pukając wcześniej do jego drzwi.
- Dzień dobry - przywitałam się z mężczyzną, wchodząc do pomieszczenia. Szef spojrzał na mnie i kiwnął głową, abym usiadła na na fotelu. Wyciągnął przygotowaną już wcześniej teczkę, a następnie mi ją podał.
- Tutaj masz zadania na dzisiaj, a później dam ci papiery to zawieziesz je do sądu. - Spojrzał na mnie, odrywając wzrok od ekranu laptopa. Pokiwałam głową, a następnie je zabrałam i położyłam sobie na kolanach. - Coś jeszcze? - zapytałam, wolałam się upewnić.
- Tak. - Poprawił swój krawat, a ja czekałam, aż powie coś więcej. - Zjesz ze mną lunch? - zamurowało mnie. Nigdy nie spodziewałam się, że kiedykolwiek usłyszę takie słowa z jego ust. - Spokojnie wiem, że masz męża. - Zaśmiał się.
- Z miłą chęcią, ale dzisiaj nie mogę - odpowiedziałam. W czasie lunchu miałam zamiar pójść na małe zakupy. Musiałam kupić parę rzeczy w związku ze zbliżającymi się urodzinami mojej córki.
- Rozumiem. -Kiwnął głową. - Innym razem. - Uśmiechnął się i co najważniejsze nie wydawał się na urażonego.
Skinęłam tylko głową i wyszłam z jego gabinetu. Skierowałam się do pomieszczenia, w którym pracowałam, a następnie zabrałam się za dokumentu, które wręczył mi szef. Chciałam się, jak najszybciej z nimi uporać i mieć wolne, ale niestety ilość ich mi na to nie pozwalała.
W przerwie na lunch, skoczyłam do pobliskiego sklepu z zaproszeniami na różnego rodzaju przyjęcia. Wybrałam cztery, które moim zdaniem były najładniejsze oraz pasowały do Charlotte. W jej imieniu wypełniłam je, zapraszając osoby, które moim zdaniem powinny się pojawić.
Byłam przekonana, że Patrick oraz moi rodzice się pojawią i nie było do tego nawet konieczności wysyłania zaproszeń, ale jak wszystkim to wszystkim. Gorzej było, jeżeli chodziło o rodziców Jamesa, jak i jego samego.
Liczyłam się z tym, że mogli nie przyjść, ale nadzieję zawsze mogłam mieć, Wrzuciłam do czerwonej skrzynki Royal Mail. Miałam nadzieję, że dotrą, jak najszybciej, żeby zaproszone osoby mogły się przygotować.
Wiedząc, że zbliżała się godzina mojego powrotu do kancelarii, zaczęłam się kierować w jej kierunku. Po drodze, przyglądałam się różnym wystawom sklepowym, w celu znalezienia jakiegoś prezentu dla córki. Nie miałam pojęcia, co jej kupić. Miała praktycznie wszystko i to było najgorsze.
Skupiając się na sklepach nie nie zauważyłam nawet, osoby, która znajdowała się przede mną.
- Przepraszam - mruknęłam cicho, wpatrując się w podłogę. Było mi głupio, że wpadłam na kogoś przez swoją nieuwagę.
- Witaj, Zoe. - Usłyszałam swoje imię i od razu podniosłam swój wzrok na postać, która stała przede mną. Jeszcze jego tutaj brakowało. Mało miałam problemów?
~~~
Dziękujemy za wszystkie głosy, jak i komentarze. Kochamy je czytać!
Nigdy nie sądziłyśmy, że Find Happiness będzie czytało tyle osób i tak Wam się spodoba.
Mamy pytanie znacie kogoś albo może sami robicie okładki? Zastanawiamy się czy właśnie nie zmienić tej na jakaś nową.
Pozdrawiamy
Eve i Nika:*
CZYTASZ
Find Happiness
RomanceMłoda kobieta z ogromną ilością problemów na głowie, nie wie już, co ma zrobić ze swoim życiem. Długi nie pozwalają jej normalnie funkcjonować, dorywcze prace za bardzo nie pomagają, wtedy jej przyjaciel wpada na genialny pomysł, który wszystko zmie...
