Rozdział 53

3.8K 446 317
                                        

*Zoe*

Kiedy zobaczyłam w jakim stanie wczoraj był James moje poczułam delikatne ukłucie. Naprawdę martwiłam się o niego, bo jego twarz nie wyglądała najlepiej. Przez chwilę nawet obawiałam się, że konieczne będzie szycie, ale obyło się na szczęście bez tego.

Nie rozumiałam, co takiego strzeliło mu do głowy, żeby bić się z Christianem, ale widocznie musiał mieć powód. Szczerze to wątpiłam, żeby dla własnej rozrywki przywalił bratu. To nie pasowało mi do osobowości mojego męża.

Z samego rana przygotowałam śniadanie. Chciałam odwdzięczyć się Jamesowi za ostatnio przygotowany przez niego posiłek. Może nie był najlepszy, ale liczył się gest. Nikt wcześniej nie zrobił dla mnie czegoś tak miłego.

- Co tak pięknie pachnie? - poczułam dłonie Warda na moich biodrach. Przyciągnął mnie do siebie, a następnie pocałował mnie w szyję. Po moim ciele przeszedł przyjemny dreszczy. Uśmiechnęłam się.

- Charlotte jeszcze śpi? - zapytałam, odwracając się przodem do męża. Położyłam ręce na ramionach mężczyzny. Stanęłam na palcach i pocałowałam go szybko w usta.

- Śpi. - James odsunął się ode mnie. - Jestem głodny - Wziął kubek gorącej kawy, a po chwili już się jej napił.

- Co jest? - przestraszyłam się, widząc jego wykrzywioną w grymas twarz. Przecież kawa była świeża oraz dodałam dwie łyżeczki cukru, tak jak lubił.

- Posoliłaś ją. - Podbiegł do zlewu, aby wypluć zawartość, którą trzymał w ustach. Od razu przyłożyłam dłoń do ust. Jak ja mogłam się tak pomylić. Starałam się zachować poważnie. Zabrałam kubek z blatu, a następnie wylałam jego zawartość. Widząc minę Warda miałam ochotę się roześmiać, ale bałam się, że to go tylko by zdenerwowało.

- Przepraszam - powiedziałam cicho, spuszczając wzrok. Bałam się spojrzeć mu prosto w twarz.

- Nie masz za co, to było całkiem zabawne - stwierdził, podnosząc mój podbródek do góry. - Uśmiechnij się kochanie - westchnął cicho.

Powoli uniosłam kąciki ust, a następnie przytuliłam się do mężczyzny. Jego bliskość była najlepszym, co mogło mnie spotkać. Miałam nadzieję, że tak już zostanie na zawsze. Może byłam ślepo zapatrzona w Jamesa, ale liczyłam, że on naprawdę się zmienił i już niedługo wyzna mi miłość.

- Uciekam do pracy, bo się spóźnię, a ty wykorzystaj dzień wolny na odpoczynek. - Pocałował mnie w czubek nosa.

Po chwili założył marynarkę na swoje ramiona, a następnie zaczął szukać czegoś w swojej teczce. W międzyczasie z jego ust można było usłyszeć drobne przekleństwa.

- To dla ciebie - powiedział i podał mi kartkę z cała listą jakiś nazw. Spojrzałam na niego nieco zdezorientowana. Nie miałam pojęcia, co to było. - Lista dobrych miejsc na odbycie praktyk - dodał. - Polecam szczególnie pierwsze trzy kancelarie i jestem pewny, że cię tam przyjmą. - Z uśmiechem na twarzy pomachał mi, a następnie opuścił dom.

Przyjrzałam się liście, którą dostałam od męża. Znajdowały się na niej same prestiżowe kancelarie, których nawet nie brałam pod uwagę. Myślałam bardziej o jakiś mniejszych, mniej znanych miejscach, a nie o tych najlepszych.

Ucieszyłam się, że nie wpisał nazwy swojej kancelarii. Nie chciałam u niego się szkolić. To by było bezsensowne i nie odpowiednie, przynajmniej moim zdaniem. Nie wyobrażałam sobie, aby pracować razem z Jamesem. Wolałam wybrać jakąś inna placówkę, które równie dobrze mnie przygotuje, co jego.

Zaczęłam rozważać opcję wyboru pomiędzy Westkin Associates , a Lewis Nedas Law. Jedna i druga posiadała naprawdę pozytywne opinię, dlatego też nie potrafiłam tak od razu podjąć właściwej decyzji.

- Czego zapomniałeś? - zaśmiałam się, słysząc, jak otwierają się drzwi wejściowe. Już kilkukrotnie wracał po togę czy nawet kluczyki od samochodu.

- James już dawno pojechał. - Usłyszałam głos, który nie należał do mojego męża, ale do jego brata. Tak bardzo znienawidzonej przeze mnie osoby.

- Czego chcesz? - podeszłam szybko w jego kierunku, chcąc zamknąć mu drzwi przed nosem, ale był dużo szybszy i postawił stopę na progu, uniemożliwiając mi wykonanie jakiegokolwiek ruchu drzwiami.

- Nie tym razem. - Zaśmiał się widząc moje nieudolne próby pozbycia się go. - Chcę porozmawiać. - Wszedł do środka, a następnie skierował się w stronę salonu. Zdziwiła mnie jego tak dobra orientacja, skoro chyba nie bywał tutaj za często.

Mężczyzna usiadł wygodnie na sofie, kładąc nogi na stoliku, który znajdował się przed nim.

- Mów. - Usiadłam w bezpiecznej odległości od niego. Nie miałam zamiaru ryzykować siadając zbyt blisko. Kto wie, co strzeliłoby mu do głowy? Za dobrze go znałam.

- Nie zaproponujesz mi nawet kawy? Gdzie twoja gościnność, kochanie? - ponownie mogłam usłyszeć jego śmiech. Niech sobie nie myśli, że przywitam go gorącym napojem i ciastkiem.

Przyjrzałam mu się dokładniej. Nic się nie zmienił. Wyglądał zupełnie tak samo, jak jakiś czas temu. Wysoki, dobrze zbudowany mężczyzna. Gdybym nie wiedziała, że James i Christian byli braćmi to nigdy bym tak nie pomyślała. Starszy, miał dużo jaśniejsze włosy niż mój maż oraz do tego niebieskie oczy, które za nic w świecie nie były tak piękne, jak Jamesa.

- Mów, co chcesz i idź stąd. - odezwałam się. - Nie jesteś tutaj mile widziany - powiedziałam nieco ciszej.

Spojrzałam na jego twarz, ale nadal nie wyrażała żadnych emocji. Wpatrywał się we mnie z kpiną w oczach. Doskonale zdawałam sobie sprawę, że nawet w najmniejszym stopniu nie ruszyły go moje słowa. W końcu należał do rodziny Wardów, a oni potrafili doskonale ukrywać swoje emocję.

- Bądź miła, bo chyba nie chcesz, żeby twój mąż dowiedział się kto jest ojcem Charlotte, prawda? - uśmiechnął się, puszczając oczko w moją stronę. Miałam ochotę rzucić się na niego z pięściami i pozbyć, jak najszybciej z mojego domu oraz życia. Do cholery nie był tutaj osoba, która chciałam widzieć.

- Nie zrobisz tego - warknęłam. Nie mógł mi tego zrobić. Nikt nie powinien się o tym dowiedzieć, a tym bardziej James. Gdyby wszystko wyszło na jaw, byłoby już po mnie.

- Tego nie wiesz. - Z cwanym uśmieszkiem obserwował, jak coraz bardziej się denerwowałam.

- Wyjdź stad! - krzyknęłam, zrywając się z sofy. Podeszłam do drzwi, które otworzyłam na szerokość. Miałam nadzieję, że doskonale zrozumiał moją aluzję i za chwilę będę mogła odetchnąć.

Mężczyzna powoli zaczął zbliżać się w moją stronę. Złapał za klamkę drzwi, a następnie wyszedł na zewnątrz.

- Pamiętaj moja propozycja jest cały czas aktualna, kochanie. - Nie odpowiedziałam nic, tylko zatrzasnęłam za nim drzwi. Przekręciłam klucz oraz pociągnęłam za klamkę, upewniając się, że nikt nie był w stanie wejść do środka.

~~~

Aj! 21 miejsce w rankingu! Dziękujemy!

Nawet nie wiecie, jak bardzo się cieszymy z tego powodu.

Z tej okazji ponownie, jeżeli będzie duża aktywność, postaramy się dodać dzisiaj kolejny rozdział.

Eve i Nika:*

Find HappinessOpowiadania do pokochania. Odkryj je teraz