Rozdział 27

5K 645 67
                                        

*Zoe*

Razem z Jamesem, jak najszybciej staraliśmy się przecisnąć się przez tłum tańczących osób, znajdujących się na parkiecie w otoczeniu kolorowych świateł. W jednej chwili zrobiło się strasznie duszno, jednak do końca nie wiedziałam, czy to z rosnącego z każdą sekundą podniecenia, czy faktycznie było tutaj tak ciepło. Kiedy ręka Jamesa znalazła się na moim pośladku, zaczęłam odczuwać jeszcze większą potrzebę wyjścia z tego budynku. Było to dla mnie niezbędne w tamtej chwili. Palce Warda, co jakiś czas zaciskały się delikatnie na moim ciele, przez co mogłam się tylko domyśleć, że czuł dokładnie to samo, co ja.

Zdziwiłam się, gdy pokierował mną w stronę naszego stolika. Nie wiedziałam nawet z jakiego powodu tam się znaleźliśmy. Jak dla mnie spokojnie mogliśmy pominąć tę kwestię. Byłam przekonana, że nikt i tak pewnie by się nie przejął naszym zniknięciem. Nie pamiętaliby nawet, że coś takiego miało miejsca, biorąc pod uwagę stan w jakim się znajdowali.

- Będę się już zbierał. - Wziął do ręki marynarkę, która już od dłuższego czasu leżała na oparciu jeden z kanap, które były przeznaczone dzisiejszej nocy tylko dla nas. Zdziwiłam się, gdy w mojej głowie pojawiła się myśl, jak przyjemnie byłoby tutaj spędzić chwile uniesienia. Nie musielibyśmy powstrzymywać swojego pożądania, jak to robiliśmy w tamtym momencie. - Odwiozę też Zoe i tak mam po drodze. - Kiedy usłyszałam swoje imię, wybudziłam się z chwilowego transu. Pokiwałam tylko twierdząco głową, że zgadzam się z tym, co powiedział Ward, chociaż kompletnie niczego nie usłyszałam. Jednak ufałam mu, wiedziałam, że tak samo, jak ja chce on stąd się wydostać.

- Ale kochanie - odezwała się blond zdzira, której znowu się coś nie spodobało. Całkiem przyjemnie było, gdy nie słyszałam jej głosu. Piskliwy krzyk działał mi na nerwy.

- Jutro idę do pracy, Jess - powiedział stanowczym głosem, zdrobniając przy tym jej imię, jakby nie mógł wypowiedzieć całego. Kobieta wyraźnie przestała protestować, jego ton wystarczył, aby odpuściła. Dokładnie mogłam zauważyć, że to on zawsze musiał wszystko kontrolować i posiadać ostatnie zdanie w każdej sytuacji, jaka tylko miała miejsce. Po chwili Jessica tylko skinęła głową, wstając z wygodnej sofy, a następnie zbliżyła się do Jamesa, żeby się z nim pożegnać, ale ten nie zwrócił na nią uwagi. Jego brązowe tęczówki były skierowane w moją stronę. Uważnie przyglądał się mojej osobie, patrząc przy tym wygłodniałym wzrokiem, jakby dawno nie zaznał przyjemności. Blondynka zdziwiła się na jego reakcje, ale nie skomentowała jej. W jej oczach mogłam zauważyć smutek, jak i zawód. Cóż, jestem przekonana, że liczyła na inne zakończenie wieczoru. Nie tym razem kochana. Poprawiła nerwowo swoje jasne włosy i odwróciła się tyłem do nas, zaczynając rozmowę z jedną z moich znajomych z roku.

- Coś nie tak? - zainteresował się Matt, podchodząc do nas, jak najszybciej, aby dowiedzieć się, co tutaj się działo. - Odwiozę cię, Zoe. - Jeszcze jego mi brakowało w tamtej chwili. Czyli, jak mogę wywnioskować, słyszał naszą wymianę zdań. Nie wiedziałam, jak miałam się z tego wywinąć. Nie chciałam, aby mnie odwoził. To tylko pokrzyżowałoby plany moje i Jamesa.

- Nie trzeba - powiedziałam cicho, ale chyba mnie nie usłyszał.

- Skoro ja cię przywiozłem to i odwiozę do domu. - Zaczął zbierać swoje rzeczy, które leżały na stoliku.

- Nie! - krzyknęliśmy razem z Jamesem. Każdy spojrzał w naszą stronę z wyraźnym zaciekawieniem. Matt uniósł pytająco brew, czekając na jakieś wyjaśnienia.

- To znaczy, Matt baw się jeszcze, a James jedzie w tym samym kierunku to nie ma potrzeby, abyś ty mnie odwoził. - Starałam się odwieść go od tego pomysłu, jak tylko mogłam. Niestety to było na nic, bo mężczyzna założył kurtkę i był gotowy do wyjścia.

Find HappinessOpowiadania do pokochania. Odkryj je teraz