Rozdział 28 (II)

3.7K 499 127
                                        

*Zoe*

- I jak? - zapytał James, gdy wyszłam z gabinetu i podeszłam w jego stronę. Mężczyzna od razu wstał z plastikowego krzesła i stanął koło mnie.

- Muszę czekać na wyniki. - Wzruszyłam ramionami. Wolałam wrócić do domu, bo doskonale wiedziałam, że nic mi nie było.

- Ile? - zapytał, a chwilę później objął mnie ramieniam. Nie miałam już siły go odpychać, bo i tak wiedziałam, że to nie miało sensu.

- Nie powiedział mi nic więcej oprócz tego, że jeżeli będą dobre to będę mogła wrócić do domu. - Wysiliłam się na uśmiech.

- Pójdę się dowiedzieć czegoś, a ty usiądź. - Załapałam Jamesa za rękę, chcąc go zatrzymać przy sobie. Nie było sensu, żeby ponownie szedł do lekarza i poprzez swoje nazwisko chciał coś osiągnąć. Inni ludzie też potrzebowali pomocy, a mi się nic nie stanie, siedząc tutaj o parę minut dłużej.

- Zostań - powiedziałam, spoglądając na niego. - To nie potrwa długo - dodałam i praktycznie zmusiałam go, żeby usiadł obok mnie.

Mężczyzna westchnął cicho i powiedział coś pod nosem, ale nie mogłam zrozumieć.

- Mówiłeś coś? - zapytałam z uśmiechem.

- Niewygodnie tutaj - oznajmił i zaczął się kręcić na krześle. No może najwygodniejsze to one nie były, ale dało się wytrzymać, jednak Ward musiał koniecznie marudzić.

- Nie narzekaj - powiedziałam. - To szpital, a nie pałac królowej, nie oczekuj zbyt wiele. - Rozumiałam, że James był przyzwyczajony do luksusów, ale powinien też czasami powstrzymać się od takich, moim zdaniem zbędnych komentarzy.

- Remontu chyba nie miał od stu lat - dodał, a mi ręce opadły. Miałam go powoli dosyć.

- James! - podniosłam głos. - Przestań. - Spojrzałam na niego. Traciłam cierpliwość.

Mężczyzna kiwnął tylko głową i już się nie odzywał. Siedzieliśmy w ciszy i cierpliwie czekaliśmy, aż przyjedzie lekarz i przyniesie te końcu te wyniki.

- Wszystko będzie dobrze - odezwał się Ward, chcąc chyba mnie w jakiś sposób pocieszyć, chociaż jeszcze nawet nie znał diagnozy.

- Doskonale o tym wiem. - Zaśmiałam się. Nic poważnego mi nie mogło być i byłam o tym doskonale przekonana. W końcu znałam siebie oraz swój organizm.

- Nie boisz się, że coś może ci być? - zapytał mój były mąż. On chyba bardziej się martwił ode mnie, a nie powinien. On chyba widział tylko czarny scenariusz i nic więcej.

- Nie, bo nic mi nie jest. - Trzymałam się swojego zdania. Nikt oprócz lekarza nie mógł sprawić, że będę inaczj uważać.

James westchnął i nie odezwał się już. Wiedział, że jego bezsensowne gadanie nic nie zmieni. Sama miałam ochotę się roześmiać, widząc jego zmartwioną minę.

Dopiero po trzydziestu minutach lekarz, który się mną tutaj zajmował, przyszedł z dokumentami w ręce.

- Co jej jest? - James, jak na zawołanie wstał z krzesła. Chciał sie dowiedzieć wszystkiego, jak najszybciej.

- Wyniki nie wykazały nic złego. - Na te słowa uśmiechnęłam się do Warda. Mówiłam. Słyszałam też, jak mężczyzna odetchnął z ulgą.

- Wszystko w porządku? - dopytywał się. - Czym był spowodowany ten zły stan zdrowia? - dodał.

- Pani Clark miała w ostatnim czasie miała trochę stresujących sytuacji, więc to pewnie od tego - powiedział lekarz. Na końcu poinformował mnie, że mogę wracać do domu, bo nic poważnego mi nie było. Miałam na siebie uważać i unikać w miarę możliwości tego, co mogło niekorzystnie na mnie wpływać.

- Mówiłam - odezwałam się, gdy zostałam już sama z Jamesem. Wyczułabym gdyby działo się ze mną naprawdę coś złego, ale on nie chciał mnie słuchać.

- Ale zawsze mogło to być coś innego, gorszego. - Objął mnie ramieniem, gdy wychodziliśmy z budynku szpitala, ale odsunęłam się od niego. Za dużo sobie pozwalał.

Spojrzał na mnie odrobinę zdziwiony, ale nic nie powiedział. Na parkingu przed szpitalem czekał kierowca Warda. Nie wiedziałam, że po niego zadzwonił.

- Odwiozę cię do domu - stwierdził. Nawet nie zamierzałam się z nim kłócić. To mi akurat pasowało. Nie chciałam jechać autobusem czy też taksówką.

- Dziękuję. - Usmiechnęłam się do niego. Do końca nie rozumiałam jego zachowania. Nie miałam pojecia, co chciał tym wszystkim osiągnąć, bo nie wierzyłam, że robił to bezinteresownie.

Kierowca otworzył nam drzwi i wpuścił do samochodu. Musiał być to nowy nabytek, bo nie kojarzyłam go.

- Zostać z tobą? - zapytał, gdy wysiedliśmy z samochodu pod moim blokiem.

- Nie trzeba. - Nie widziałam potrzeby, żeby zostawał ze mną. Zdecydowane nie było to konieczne, ale pewnie tak łatwo go nie przekonam do tego, żeby mnie posłuchał.

- A jak zemdlejesz? - chciał postawić na swoim, a ja po dziesięciu minutach stania na dworze miałam dosyć i po prostu mu uległam.

Miałam nadzieję, że może powie mi coś jeszcze ciekawego i wyjaśni swoje zachowanie, bo jak na razie to nadal dokładnie nie wiedziałam, dlaczego mnie wyrzucił. Mogłam się tylko domyślać.

W mieszkaniu, Ward kazałml mi od razu pójść do sypialni i odpoczywać. Sam zaproponował, że przygotuje mi kolację oraz coś do picia.

- Nie musisz - powiedziałam. - Nie jestem głodna. - Tak naprawdę to nie wierzyłam, że James mógł przygotować coś, co bez obaw mogłabym zjeść. Szczerze to wątpiłam w jego umiejętności kucharskie.

- Odpoczywaj. - Wyszedł z sypialni, zostawiając otwarte drzwi. Słyszałam, jak trzaskał szafkami i cicho coś mruczał pod nosem. Mogłam się domyślić, że pewnie przeklinał, bo nie mógł niczego znaleźć.

Chciałam wstać i do niego pójść, ale zanim zdążyłam to zrobić, to mężczyzna wrócił do mnie.

- Herbata i kanapki, proszę. - Z uśmiechem podał mi talerz oraz kubek. - Szukałem jakiejś tacy, ale niczego takiego nie masz - dodał. Nie posiadałam, bo nie potrzebowałam. Nikt mi nie przynosił śniadań do łóżka, więc taka rzecz była zbędna, przynajmniej na razie.

- Dziękuję - powiedziałam. Chciałam delikatnie mu zasugerować, żeby sobie juz poszedł, ale nic na niego nie działało. Ziewałam, co jakiś czas oraz mówiłam, jak bardzo byłam zmęczona po tym całym dniu oraz osłabiona po badaniach.

- Chciałbym zacząć od nowa - oznajmił, a mnie zamurowało. Praktycznie wyplułam herbatę, której się napiłam. Nie spodziewałam się po nim takich słów. Myślałam, że to naprawdę był juz nasz koniec.

- To nie jest dobry pomysł - westchnęłam. - Nie ufam ci, James i nie potrafię tego zmienić. - Nie mogłam mu odpuścić i pokazać, że mógł ze mną robić, co tylko chciał.

- Daj mi szansę - powiedział błagalnym tonem, a ja zaczęłam się zastanawiać ponownie skąd ta cała jego zmiana. Coś musiało się wydarzyć.

- Nie potrafię - stwierdziłam zgodnie z prawdą. Nie widziałam szansy dla nas, a przynajmniej nie teraz. Nie czułam się gotowa. Zranił mnie i teraz to on musiał cierpieć.

~~~
Eve i Nika:*

Find HappinessOpowiadania do pokochania. Odkryj je teraz