Rozdział 49 (II)

3.7K 498 84
                                        

*James*

Zaplanowałem dla naszej trójki wycieczkę do parku, gdzie moglibyśmy podziwiać różnego rodzaju wodospady. Myślałem, że Zoe się spodoba taka forma spędzania wolnego czasu, ale jak widać to był błąd. Nie rozumiałem, dlaczego tak bardzo starała się zmusić mnie do zmiany zdania, ale nie było takiej opcji. Miałem wszystko zaplanowane i ona musiał po prostu to znieść.

- Jeszcze trochę i osiągniemy cel - powiedziałem, odwracając się do tyłu, gdzie powoli wlokła się Zoe.

- Nie wiem to jakieś twoje niespełnione marzenie z dzieciństwa? - wyspała. Była wyraźnie zmęczona. Zdecydowanie miała słabą kondycję nad którą będzie trzeba popracować. Swoją drogą ostatnio odrobinę się zaniedbała i muszę jakoś delikatnie dać jej to do zrozumienia.

Nie bylem kretynem, żeby jej to powiedzieć prosto w twarz. Doskonale wiedziałem, jak kobiety reagowały na takie słowa. Ona chyba by mnie zabiła i oczywiście obraziła, a to nie mogło mieć miejsca. Dopiero się pogodziliśmy, więc nie mogłem tego zaprzepaścić.

- Po prostu dbam o nasza kondycję, skarbie! - krzyknąłem, podbiegając do Charlotte, która oddaliła się kawałek, chcąc dostać się szybciej do kolejnego wodospadu. Pozwoliłbym jej działać samodzielnie, ale trasa w tym miejscu była bardzo trudna. Śliska droga mogła przyczynić się do jakiegoś wypadku, a tego nie chciałem.

- Tato, chodźmy tam. - Dziewczynka wskazała palcem na wysoką górę, znajdującą się przed nami.

- Jak będziesz starsza to pójdziemy. - Uśmiechnąłem się do niej, a następnie złapałem za rękę.

- Jestem duża! - powiedziała głośno, tupiąc przy tym nogą. Mała złośnica.

- Spójrz na mamę. - Odwróciłem się w kierunku byłej żony. - Widzisz jaka jest zmęczona? - zapytałem, a Char pokiwała twierdząco głową. - Nie będziemy jej już tak męczyć, dobrze? - zadałem kolejne pytanie, licząc na twierdzącą odpowiedź, bo nie miałem innych argumentów, które mogłyby poskutkować.

- Nie mam już siły - mruknęła cicho Zoe, podchodząc do nas. Wykorzystała okazję i w końcu udało jej się nas dogonić, ale pewnie nie na długo, bo za chwilę ponownie zostanie w tyle.

- Dasz radę - oznajmiłem. - Charlotte, chciałaby jeszcze wejść na tę górę - powiedziałem specjalnie, chcąc zobaczyć jej reakcję oraz odrobinę zdenerwować.

- Beze mnie. - To był chyba punkt kulminacyjny, bo po prostu przestała iść i usiadła na jakimś kamieniu. Miałem ochotę się roześmiać z jej naburmuszonej miny. Zachowywała się, jak małe dziecko, ale przynajmniej było zabawnie.

- Uśmiechnij się - powiedziałem, siadając koło niej. Objąłem ją ramieniem i przytuliłem do siebie, a następnie pocałowałem w czubek głowy. Chciałem dodać jej trochę otuchy, bo wydawała się być naprawdę wyczerpana.

- Jestem zmęczona - westchnęła, spoglądając na mnie.

- To może poczekaj tutaj na nas, a ja dokończę zwiedzanie z Charlotte i wrócimy po ciebie? - zaproponowałem, sądząc że to jedyne odpowiednie wyjście z tej sytuacji. Nie chciałem zawieść Char, kończąc szybciej wycieczkę.

- Dużo nam zastało jeszcze? - zapytała.

- Nie martw się tym, tylko sobie odpocznij. - Pocałowałem ją jeszcze raz i wstałem. - Zbieraj siły na powrót - zaśmiałem się, a ona ze zdenerwowania rzuciła we mnie swoją bluzą, którą trzymała w ręce.

- Wracajcie szybko - oznajmiła, a ja kiwnąłem głową.

- A co boisz się czy może uschniesz z tęsknoty?

- Lepiej już idźcie - prychnęła i zaczęła wpatrywać się w ziemię.

Podszedłem szybkim krokiem do Charlotte, która bawiła się z jakimś chłopczykiem, korzystając z chwili odpoczynku.

- Chodź, idziemy dalej - powiedziałem do córki, przez co mała spojrzała w moim kierunku i od razu przybiegła do mnie i poszliśmy dalej.

Odrobinę skróciłem trasę, żeby jak najszybciej wrócić do Zoe, ale również zaspokoić potrzeby córki, dlatego też po niecałej godzinie byliśmy już razem z kobietą. Chwile odpoczęliśmy, a następnie powoli zaczęliśmy się kierować w stronę samochodu, który został na parkingu.

- Podobało ci się? - zwróciłem się do córki, ale widząc jej szeroki uśmiech nie potrzebowałam niczego więcej. To była dla mnie wystarczająca odpowiedź. Cieszyłem się, że przyczyniłem się do tej radości. Teraz musiałem zaplanować coś, co się spodoba Zoe. Nie mogłem przecież o niej zapomnieć.

- A mnie się nie zapytasz? - Moja była żona zadała mi pytanie, a ja się roześmiałem.

- Naprawdę? - zapytałem. - Znam chyba odpowiedź - dodałem, uśmiechając się do niej, a następnie otworzyłem samochód, gdy już znajdowaliśmy się niedaleko.

Posadziłem Charlotte na masce samochodu i ściągnąłem jej brudne buty, zmieniając je na te, w których przyjechała. Nie mogłem pozwolić, aby nabrudziła mi w samochodzie, bo nie miałem zamiaru później tego sprzątać.

- Ty też się przebierz - powiedziałam, spoglądając na Zoe, która tylko przewróciła oczami i po chwili wykonała moje polecenie.

- Głodne? - zapytałem.

- Jeżeli nas gdzieś zabierzesz, a nie będziesz gotować to owszem. - Kobieta zaśmiała się. Wiedziałem, że to wszystko było powiedziane w żartach, ale zrobiło mi się głupio. Nie potrafiłem gotować, a kiedy próbowałem to mi to nie wychodziło za bardzo.

- Jasne - westchnąłem. - Pojedziemy na pizze. - Wysiliłem się na uśmiech, mimo że było mi ciężko. Chciałem być dla niej idealny, ale wiedziałem, że nie było szans na to. Mogłem mieć pieniądze, szacunek u innych, ale dla niej nie było to istotne. Zoe skupiała się na małych czynach oraz zdolnościach, a ja nie potrafiłem spełnić jej oczekiwać.

- Obraziłeś się? - zapytała, a ja nie odezwałem się do niej. Miałem nadzieje, że wzbudzi w niej to poczucie winy i będzie starała się mnie jakoś przeprosić, a to mogłoby być całkiem ciekawe.

Zatrzymałem się przy jeden z restauracji, w których jadałem, odwiedzając dziadków. Była to całkiem przytulna knajpka, w której można było poczuć się, jak w domu. Rodzinna atmosfera, która tam panowała tworzyła klimat tego miejsca i sprawiała, że chciało się wracać do tego miejsca.

- Jesteśmy - powiedziałem, a następnie wysiadłem z samochodu i zaczekałem, aż dziewczyny zrobią to samo.

Uśmiechnąłem się, widząc, jak Charlotte od razu podbiegła do drzwi wejściowych. Musiała naprawdę być głodna.

- Przepraszam. - Usłyszałem głos Zoe, a następnie kobieta złapała mnie za rękę, chcąc sprawić, abym na nią spojrzał i w końcu coś powiedział.

- Wiem, że nie jesteś świetnym kucharzem, spokojnie - powiedziałem szczerze.

- Nauczę cię - stwierdziła, wchodząc do lokalu, a ja tylko pokiwałem głową. Nie miała pojęcia, na co się pisała. Nie jedni próbowali i nic z tego im nie wyszło, ale przynajmniej może być całkiem wesoło.

~~~

Eve i Nika:*

Find HappinessOpowiadania do pokochania. Odkryj je teraz