Rozdział 41 (II)

3.6K 503 154
                                        

*Zoe*

Na początku żałowałam, że zaproponowałam mu, żebyśmy spali w jednym pokoju, ale szybko mi przeszło. Dokładnie chyba w momencie, kiedy wszedł przede mną do sypialni i zdjął swoja koszulę. Dla takich widoków byłam gotowa zrobić chyba wszystko. Cieszyłam się, że chociaż przez chwilę mogłam nacieszyć się tym widokiem. Zdawałam sobie sprawę, że mogłabym mieć to na co dzień, ale to jeszcze nie była pora na to.

Najpierw zdziwiłam się, gdy pozbył się swojej górnej części garderoby. Nie wiedziałam, dlaczego to zrobił. Myślałam, że po prostu chciał sprawdzić moje granice wytrzymałości, ale dopiero po chwili zrozumiała, co się stało. Koszula Jamesa miała z przodu mokrą plamę, a on przecież nie mógł z czymś takim chodzić nawet, biorąc pod uwagę fakt, że byliśmy tutaj sami.

- Co się stało? - zapytałam, wskazując na pobrudzone ubranie.

- Charlotte. - Wzruszył ramionami, a następnie rzucił koszulę gdzieś w kąt. Westchnęłam tylko i podeszłam po nią.

- Wypiorę ją - powiedziałam i chciałam wyjść z pokoju, ale Ward mnie zatrzymał, łapiąc za rękę.

- Zostaw, później się tym zajmę - oznajmił, ale nie powiedziałam już nic tylko poszłam zrobić swoje. Szkoda było koszuli, a znając jego później by o tym zapomniał albo stwierdził, że zawsze może kupić sobie nową.

Skierowałam się do łazienki, która znajdowała się obok sypialni. Rozejrzałam się dookoła, szukając jakiegoś proszku do prania, żeby wyprać, ale nic takiego nie znalazłam.

- Zostaw to naprawdę. - James przyszedł za mną. Chciał mnie objąć, ale się odsunęłam. Nie było mowy, aby mi przeszkodził. - Zoe. - Zaczął składać pocałunki na mojej szyi, myśląc, ze to coś pomoże.

- To tylko chwila, a ty i tak tego później nie zrobisz - westchnęłam. Chciałam, żeby zrobiło mu się głupio. Sam powinien to zrobić, a nie ktoś za niego.

Po chwili odpuścił i stał, opierając się o framugę drzwi. Przyglądał mi się uważnie, co mogłam zobaczyć w lustrze. Uśmiechnęłam się lekko i mydłem starałam się zmyć plamę po soku pomarańczowym.

- Gotowe - powiedziałam po chwili. - Widzisz nie zajęło to, aż tyle czasu. - Powiesiłam koszulę na suszarce do prania, która stała w rogu łazienki.

- Dziękuję. - Zdziwiłam się, słysząc jego słowa. To było coś nowego i naprawdę zaczynałam wierzyć, że się zmienił. Miałam nadzieję, ze tym razem naprawdę i na stałe. Wierzyłam, że to nie była kolejna gra z jego strony, bo tego bym nie wytrzymała.

- Nie ma za co. - Uśmiechnęłam się.- Może pójdziemy na spacer? - zaproponowałam. Nie chciałam siedzieć cały czas w domu. Była ładna pogoda, wiec mogliśmy z niej skorzystać. Rozpakować rzeczy mogliśmy wieczorem, gdy już będzie ciemno i zimno.

- Spacer? - powtórzył, a ja kiwnęłam twierdząco głową. - Z chęcią, ale nie dzisiaj - powiedział. - Jestem zmęczony i źle się czuję - dodał, a mi się zrobiło smutno, słysząc jego słowa. Naprawdę myślałam, że spędzimy razem cały weekend wspólnie w jakiś aktywny sposób.

- Nie dasz rady? - zapytałam, chcąc go jakoś przekonać, ale po jakimś czasie odpuściłam, bo to nie miało sensu. On był nieugięty w tej sprawie, a na dodatek położył się w sypialni i nie miał zamiaru ruszyć stamtąd.

- Przepraszam kochanie. - Przykrył się kocem, który leżał na łóżku. - Jutro spędzimy jakoś fajnie dzień, obiecuję. - Uśmiechnął się do mnie, a ja tylko wzruszyłam ramionami i wyszłam z pokoju.

Zbiegłam schodami na dół do salonu, gdzie bawiła się Charlotte. Podeszłam do dziewczynki i usiadłam na podłodze. Spojrzałam na nią, a ona po chwili poczuła się obserwowana, bo sama podniosła swój wzrok na mnie.

- Co powiesz na spacer? - zapytałam. Reakcja Char mnie ucieszyła, bo przynajmniej jedna osoba zareagowała pozytywnie. - To chodź. - Wyciągnęłam do niej rękę, którą od razu złapała. Razem wstałyśmy i już po chwili, po wcześniejszym ubraniu się, wyszłyśmy z domu.

Spacerowałyśmy po uliczkach małego miasteczka, chcąc go zwiedzić i przypomnieć sobie ponownie to otoczenie. Charlotte biegła przede mną, śmiejąc się przy tym dość głośno. Nie przeszkadzało mi to. W końcu była szczęśliwa, a to było dla mnie najważniejsze.

- Mamo, pójdziemy na plac zabaw? - zapytała dziewczynka, wskazując palcem na miejsce, gdzie bawiły się inne dzieci. Kiwnęłam twierdząco głową.

Kiedy weszłyśmy na teren placu, usiadłam na wolnej ławce, a moja córka pobiegła od razu piaskownicy. Kiedyś miała straszny problem z nawiązywaniem nowych znajomości, ale od momentu, gdy poszła do przedszkola uległo to zmianie. Potrafiła porozumieć się z nowo poznaną osobą, nie wstydząc się przy tym. Tak samo było teraz, bo już po chwili bawiła się razem z inną dziewczynką. Z uśmiechem przyglądałam się temu.

- Charlotte, chodź idziemy! - zawołałam dziewczynkę. Zaczynało się powoli ściemniać, a ja nie znałam za dobrze okolicy. Obawiałam się po prostu, że się zgubimy.

- Jeszcze nie. - Char próbowała mnie przekonać, robiąc różnego rodzaju miny, ale niestety nie mogłam się zgodzić, mimo że bardzo chciałam.

- Tata czeka na nas w domu. - Wiedziałam doskonale, że to na nią zadziała. Była zapatrzona w Warda, więc wystarczyło tylko o nim wspomnieć, a ona już była gotowa biec do niego. Zadziwiało mnie to, jak James potrafił działać na innych ludzi, a szczególnie na płeć żeńską.

Dziewczynka złapała mnie za rękę, gdy już w oddali było widać dom, należący do rodziny Wardów.

- Szybko. - Ciągnęła mnie, żeby jak najszybciej dostać się na teren posesji.

- Spokojnie - zaśmiałam się, ale Charlotte, widząc mój powolny krok, zdenerwowała się i sama zaczęła biec w kierunku domu. Na szczęście znajdowałyśmy się już w takim miejscu, gdzie nie jeździły praktycznie samochody i nic jej nie mogło się stać oprócz jakiegoś upadku.

- Zamknięte - powiedziała rozczarowana, kiedy łapała za klamkę, ale drzwi się nie otworzyły. Zdziwiłam się, bo doskonale pamiętałam, że zostawiłam je otwarte. Zamknęłam tylko furtkę, aby nikt nie wszedł na teren posesji.

Zapukałam do drzwi, ale i tak musiałyśmy poczekać, aż Ward nam otworzy. No chyba, że sobie gdzieś poszedł, bo to on musiał zamknąć na klucz te drzwi. Miałam nadzieję, że nie spał, bo inaczej czekało na nas nocowanie na dworze, bo James miał twardy sen.

Po chwili usłyszałam otwieranie drzwi, przez co odetchnęłam z ulgą. Razem z Charlotte weszłyśmy do środka, gdzie panowała ciemność.

- Nie ma prądu? - zapytałam, wskazując na świeczki porozstawiane praktycznie wszędzie.

~~~

Eve i Nika:*

Find HappinessOpowiadania do pokochania. Odkryj je teraz