Rozdział 58

3.7K 469 275
                                        

*James*

Doskonale wiedziałem, że źle postąpiłem, nie mówiąc Zoe o moim wcześniejszym związku, jednak tak naprawdę, nie sądziłem, że to było konieczne. W końcu to była moja przeszłość, o której nie musiałem informować nikogo.

Oczywiście miałem w planach kiedyś wytłumaczyć to wszystko Zoe, ale nie teraz. To nie był dobry okres na takie rozmowy. Mój brat cały czas był w Londynie, co tylko komplikowało dodatkowo całą sytuację.

Tak naprawdę to obawiałem się, że on mógł coś wspomnieć o tym. Miał tyle okazji, aby to zrobić. Za każdym razem, gdy zostawiałem moją żonę sama, bałem się, że prawda wyjdzie na jaw. Nie chciałem jej tracić przed zakończeniem układu. Było to bezsensowne.

Starałem się przez to, jak najmniej spędzać czasu z Christianem. Kto wiedział, co mu nagle odbije? Wolałem, żeby Zoe dowiedziała się tego wszystkiego ode mnie, a nie od innych osób. Niestety, dowiedziała się sama, co było chyba jeszcze gorszą opcją.

- Zoe, proszę. - Kiedy kobieta nie reagowała na moje słowa, stwierdziłem, że powonieniem dać jej odpocząć, pobyć w samotności. Zachowałem się nie fair w stosunku do niej i cholernie tego żałowałem. Powiedziałem o kilka słów za dużo i teraz musiałem ponieść tego konsekwencje.

Wzruszyłem tylko ramionami i opuściłem naszą sypialnię. Miałem nadzieję, że za już za parę godzin wszytko sobie wyjaśnimy.

Wróciłem do Charlotte, która zostawiłem samą w salonie. Miałem nadzieję, że nic sobie nie zrobiła przez ten czas, bo zastawić małe dziecko samo to też było lekkomyślne posunięcie.

- Kolorujesz? - kucnąłem koło niej i pogłaskałem ją po głowie. Dziewczynka spojrzała na mnie i pokiwała głową. Uśmiechnąłem się do niej, gdy podała mi jedna z przygotowanych już ozdób.

Zamierzałem już niedługo rozwiesić wszystkie ozdoby i te w wewnątrz oraz na zewnątrz, więc przygotowane przez Char świąteczne rysunki i łańcuchy, będą się idealnie nadawać.

- Pobawisz się sama, a ja pójdę zrobić coś do jedzenia? - zapytałem. Miałem nadzieję, że ułatwi mi to wszystko i bez przeszkód zostanie ponownie sama i zajmie się sobą.

Chciałem przygotować jakaś kolację, ładnie nakryć do stołu. Musiałem w jakiś sposób przeprosić Zoe, a tylko to mi przyszło do głowy.

- Albo wiesz, co? - mała spojrzała na mnie, przerywając swoją wcześniejszą czynność. - Pomożesz mi, a później dokończymy robić ozdoby - dodałem i wziąłem dziewczynkę na ręce. Wolałem mieć ją jednak na oku i nie stwarzać kolejnego pretekstu do kłótni.

Gdyby Zoe zeszła na dół i zobaczyła, że jej córka siedzi sama to chyba by mnie zabiła i na nic by się zdała kolacja.

Posadziłem córkę mojej żony na krześle przy stole. Obok niej leżały kredki i kartki, gdyby znudziła się jej już pomoc.

Miałem totalna pustkę w głowie. Nie wiedziałem, co powinien przygotować. Nie byłem super kucharzem i nie potrafiłem przyrządzić niesamowitych dań, a zamawianie o tej godzinie kateringu, nie miało sensu.

Naprawdę chciałem sam coś przygotować, żeby zobaczył, że chociaż się staram i żałuję tych wypowiedzianych przeze mnie słów. Miałem nadzieję, że mi wybaczy, liczyłem na to.

W międzyczasie przyszła do nas moja matka, przynosząc mi kilka dokumentów, o które je prosiłem. Sądziłem, że może to pomoże Zoe zapomnieć o tej całej sytuacji, która miała miejsce.

- Mamo, pomożesz mi? - zapytałem. Kompletnie nie wiedziałem,w co powinienem włożyć ręce, od czego zacząć, więc liczyłem na pomoc ze strony matki.

Kobieta, nie pytając o nic, zaczęła wyciąć z szafek różne artykuły spożywcze. Widziałem, że miała ochotę poruszyć temat, dlaczego właściwie ja przygotowuję kolację, ale się powstrzymała. Przynajmniej chwilowo.

Charlotte, tak jak myślałem zaczęła się nudzić, nawet gdy dostała swoje zadanie do wykonania. Przeczytałem gdzieś, że wspólne gotowanie, działa pozytywnie na dzieci, ale chyba nie w tym przypadku.

Westchnąłem tylko i zabrałem się za nakrycie stołu w jadalni. Nałożyłem nowy, biały obrus, na którym położyłem świeczki i inne duperele, które niby miały spowodować romantyczny nastrój.

Kiedy wszystko było gotowe, wróciłem do kuchni, zobaczyć, co moja matka robiła. Znała się na kuchni, chociaż zazwyczaj to nie ona gotowała. Wolała to zlecić innym osobom, które od tego były, a sama zajmowała się ważniejszymi rzeczami.

- Pięknie pachnie - powiedziałem, pochylając się nad naczyniem żaroodpornym, w którym był przygotowany cały posiłek. Zapiekanka. Miałem nadzieję, że będzie smakowało Zoe. Może nie było to zbyt wykwintne, ale sam nic lepszego bym nie przygotował.

- Co zrobiłeś? - zapytała, odwracając swój wzrok w moją stronę. Wiedziałem, że za długo nie wytrzyma.

- To już nie mogę przygotować posiłku dla żony? - odezwałem się, marszcząc przy tym brwi.

- James, mnie nie oszukasz, więc? - dopytywała. Zdawałem sobie sprawę, że nie odpuści.

- Po prostu się pokłóciliśmy trochę. - Wzruszyłem ramionami. - Nic takiego - dodałem.

- Gdyby to było nic takiego, to już dawno byście się pogodzili - westchnęła. - Oj synu. - Widziałem, że nie spodobało jej się to, co usłyszała, ale nie chciałem jej okłamywać. Tak i tak, prędzej czy później by się dowiedziała o naszej kłótni, byłem tego pewien.

- Daj spokój. - Nie miałem ochoty na rozmowę z nią. Wolałem wszystko wyjaśnić sobie z żoną, a nie matką.

- Zabiorę Char do nas - odezwała się, a ja ucieszyłem się z jej pomysłu. Mała by tylko przeszkadzała, a ja zamierzałem odbyć z Zoe poważną rozmowę.

- A Christian? - zapytałem. Nie chciałem, aby Charlotte musiała spędzać czas w otoczeniu mojego brata.

- Nocuje w Londynie dzisiaj , więc możesz być spokojny. - Uśmiechnęła się do mnie. - No, gotowe. - Odłożyła na bok rękawice kuchenne. - Chodź Charlotte, pójdziemy się pobawić z dziadkiem. - Wyciągnęła dłoń w kierunku dziewczynki, a ta od razu za nią złapała. Odprowadziłem je do drzwi, a następnie zaniosłem zapiekankę do salonu.

Dokumentu, które dostałem od matki położyłem na brzegu stołu, aby móc po nie sięgnąć w każdym momencie. Cieszyłem się, że wszystko tak szybko udało się załatwić.

Odwróciłem się w kierunku schodów. Wziąłem głęboki oddech. Wiedziałem, co zaraz mogło mnie spotkać. Odmowa. Jednak miałem nadzieję, że Zoe zje ze mną posiłek.

Powoli skierowałem się w stronę sypialni. Jak najciszej otworzyłem drzwi, żeby przypadkiem nie obudzić żony, gdyby spała.

- Uważaj! - krzyknąłem, kiedy kobieta wpadła na mnie. Wzrok miała skierowany w stronę okna, wiec nie miała okazji zobaczyć, że przyszedłem. Skoro zamierzała wyjść z pokoju to może jej już przeszło?

- Przepraszam - powiedziała cicho, unikając mojego wzroku.

- Chodź. - Złapałem ją za rękę i nie zważając na jej protesty, zaprowadziłem ją na dół do jadalni. Po drodze starała się wyrwać z mojego uścisku, ale nie tym razem. Nie dam jej tak łatwo odejść.

~~~

Dziękujemy za taką aktywność z Waszej strony. To jest niesamowite, naprawdę.

Postaramy się dodać dzisiaj jeszcze jeden rozdział, ale musi być naprawdę duża aktywność.

Eve i Nika:*

Find HappinessOpowiadania do pokochania. Odkryj je teraz