Rozdział 2 (II)

3.6K 458 235
                                        

Upewnij się, że przeczytałeś rozdział 64:*

Dla najlepszych czytelników:*

*Zoe*

- Po co od razu mieszać w to policję? - zapytałam lekko przestraszona. Obawiałam się, że funkcjonariusz tylko pogorszy tą całą sytuację. W końcu nie wiedziałam, jak dalej potoczy się moja sytuacja z Jamesem i zawsze mógł coś takiego wykorzystać.

- Rozwaliłaś mi samochód! - krzyknął. Był wyraźnie zdenerwowany, więc byłam już pewna, że nie uda mi się go przekonać, aby załatwić to w inny sposób.

- Zapłacę za naprawę. - Zapewniłam. - Od razu mogę przelać panu pieniądze - dodałam. Naprawdę zależało mi na tym, aby pominąć w tym wszystkim policję.

Mężczyzna zaczął mi się uważnie przyglądać. Wyglądało, jakby myślał nad czymś strasznie intensywnie. Zmierzył mnie wzrokiem i uśmiechnął się.

- Dogadamy się jakoś. - Oblizał swoją dolną wargę. - Mieszkasz tutaj? - zapytał, wskazując ręką na budynek, który znajdował się za nami. Niepewnie kiwnęłam twierdząco głową. Może nie był to najlepszy pomysł zdradzać takie rzeczy, ale co miałam zrobić? Miałam nadzieję, zgodzi się przez to na moje warunki.

- Więc witam sąsiadkę - zaśmiał się. - Może przy kawie ustalimy co dalej zrobimy z tą cała sytuacją? - zaproponował, a ja nie wiedziałam, co odpowiedzieć. Czy naprawdę opłacało się godzić na coś takiego w zamian za brak mandatu?

- Dobrze - odpowiedziałam, mimo wcześniejszych obaw. Nie mogłam pozwolić na to, żeby James znalazł na mnie jakiegoś haka. Niby to była zwykła stłuczka, ale znając jego strasznie by rozdmuchał tą całą sprawę. Już za dobrze go znałam.

- Mieszkam pod piątką. - Puścił mi oczko, a ja już wiedziałam, że to był błąd. W życiu nie pójdę do mieszkania obcego mężczyzny. Nie jestem idiotką, a tacy, jak oni to nie miałam pojęcia skąd się biorą.

- To chyba wolę policję - mruknęłam cicho, podchodząc do samochodu, żeby wyciągnąć z niego, marudzącą już Charlotte. Dziewczynka stanęła koło mnie i przyglądała się obcemu mężczyźnie.

- Mama, idziemy? - zapytała, ciągnąć mnie za rękaw mojego płaszcza.

- Tak, już kochanie. - Skierowałam swój wzrok na córkę, a następnie złapałam ją za rączkę. - Niech pan wystawi rachunek i wstawi za wycieraczkę - oznajmiłam i zostawiłam sąsiada samego, zamykając wcześniej samochód.

Nie miałam ochoty na takie gierki i nie zamierzałam się w to bawić. Zdecydowanie miałam dosyć facetów w swoim życiu i nawet nie chciałam na nich patrzeć.

Razem z Charlotte weszłyśmy do nowego mieszkania. Zamknęłam za nami drzwi, żeby nikt nieproszony nie wszedł nam do środka. Nie znałam za dobrze okolicy, więc wolałam nie ryzykować, a już szczególnie mając przy sobie małe dziecko.

- Zaraz przyjdzie do nas dziadek - powiedziałam, kiedy Char umyła rączki. Mój tata zaoferował się, że pomoże nam z rozpakowywaniem rzeczy, z czego się ucieszyłam. Sama nienawidziłam tego robić, a tak to przynajmniej będę miała osobę, która mi pomoże, bo moja córka to bardziej nabałagani.

Wcześniej zabrałam się za przygotowanie jakiejś kolacji dla nas. Później nie miałabym czasu na przygotowanie posiłku, więc wolałam się za to zabrać teraz.

- Głodna? - zapytałam córki, kiedy zaczęłam nakładać posiłek na talerz. Dziewczynka pokiwała twierdząco głową i zabrała się za jedzenie kanapek.

Przyjrzałam się uważnie córce, nie wyglądała tak samo, jak jakiś czas temu. Nie była już taka radosna, a na dodatek dużo częściej chodziła smutna. Wiedziałam, że brak Jamesa robił swoje, ale niestety musiałyśmy przez to jakoś przejść.

Pozmywałam po posiłku, a następnie chwilę ponawiłam się z Charlotte. Obie czekałyśmy, aż przyjdzie mój ojciec. Mała polubiła swojego dziadka, z którym wcześniej nie miała kontaktu. Moi rodzice widzieli ją tylko kilka razy i nie zależało im wtedy na kontakcie z nami. Cieszyłam się, że teraz mogło się to zmienić.

- Dziadek! - pisnęła radośnie Char, gdy mężczyzna wszedł do mieszkania. Podszedł do niej, a następnie przytulił na powitanie.

Tata chwilę pobawił się z małą, a następnie zabrał a rozpakowywanie kartonów, które stały w kuchni.

- Trochę tego masz. - Zaśmiał się, wyciągając zestaw garnków i schował je do jednej z szafek. - Wszystko już zabrałaś? - doskonale wiedziałam, o co pytał.

- Trochę jeszcze zostało - westchnęłam. Nie dałam rady wszystkiego zabrać od razu, a teraz nie byłam gotowa, aby do niego jechać i się z nim zmierzyć.

Obiecałam sobie, że za jakiś czas, gdy już będę sobie lepiej radzić z tą całą sytuacja, to wtedy pojadę zabrać resztę naszych rzeczy. Teraz musiało nam wystarczyć to co miałyśmy.

- Koniec na dzisiaj - odezwał się moj ojciec, gdy już oboje mieliśmy dosyć. Spędziliśmy nad tym dzisiaj kilka godzin i również byłam już zmęczona.

Charlotte już dawno spała. Chcialam dać jej jakieś zajęcie i musiała poukładać swoje zabawki. Kiedy po jakimś czasie weszłam do jej pokoju to leżała na podłodze i smacznie spała. Przeniosłam ją na łóżko i wróciłam do ojca.

Cieszył mnie fakt, że nowy pokój podobał jej się prawie tak samo, jaki ten, który miała w domu Warda. Zależało mi na jej szczęściu.

Razem z tatą, siedzieliśmy w salonie i piliśmy gorącą czekoladę wraz z piankami. Odkąd pamiętałam, marzyłam o mieszkaniu z pięknym widokiem, a to tutaj taki miało. Rodzice obiecali mi, że w każdej sytuacji mi pomogą i nawet, jak zabraknie mi na czynsz to miałam się do nich odezwać.

Cieszyłam się, że mimo tego, co między nami byli w stanie mi pomóc. Szkoda tylko, że pogodziliśmy się dopiero w takich smutnych okolicznościach.

- Cześć. - Mama przyszła do nas i przywitała się z nami. Od razu po jej minie zauważyłam, że coś było nie tam.

- Coś się stało? - zapytałam zmartwiona.

- proszę. - Podała mi kopertę. - Przyszło to dzisiaj do nas - dodała i uważnie zaczęła mi się przyglądać.

Wzięłam do ręki białe opakowanie i od razu je otworzyłam. Zaczęłam czytać zawartość dokumentu, ale już po samym nagłówku mogłam się domyśleć, co to było. Papiery rozwodowe. To był już oficjalnie koniec.

~~~

Eve i Nika:*

Find HappinessOpowiadania do pokochania. Odkryj je teraz