Rozdział 27 (II)

4.4K 543 172
                                        

*Zoe*

- Też ci muszę o czymś powiedzieć - odezwał się po chwili ciszy James, a ja spojrzałam na niego zaskoczona. Nie wiedziałam, co miał na myśli.

- Coś się stało? - zapytałam od razu. Mimo, że powinien być on dla mnie nikim to jego słowa zabrzmiały poważnie i się nimi przejęłam.

- Wynająłem detektywa - powiedział po chwili ciszy. Spojrzałam na niego odrobinę zdezorientowana, bo nie miałam pojęcia, o co mu chodziło.

- Detektywa? - zapytałam.

- Tak - powiedział krótko, ale po chwili rozwinął ten temat. - Chciałem cię mieć na oku przez jakiś czas. Nie mogłem dopuścić do tego, żebyś komuś cokolwiek wygadała, a szczególnie moim wrogom - dodał, a mnie zamurowało. Czyli przez tego idiotę myślałam, że śledził mnie jakiś psychopata? Czy on myślał o tym, jak ja mogłam się poczuć?

- Żartujesz sobie? - podniosłam głos. Naprawdę byłam wściekła na niego.

- Przepraszam, to było głupie. - Pierwszy raz chyba usłyszałam z jego ust takie słowo. Nigdy wcześniej nie przyznawał się do błędów i nawet zastanawiałam się czy potrafił coś takiego zrobić.

- Co mi po twoim przepraszam? - prychnęłam. - Myślałam, że to jakiś psychopata mnie śledzi! - krzyknęłam. - Musiałam zatrudnić ochroniarza! - nie potrafiłam zapanować nad swoimi emocjami. Gdybym tylko mogła to zabiłabym go gołymi rękami. Nie mogłam na niego patrzeć w tamtym momencie.

- Naprawdę nie pomyślałem o konsekwencjach - westchnął. Nie chciałam wchodzić z nim w dyskusję, że z tego, co już zdążyłam zaobserwować to naprawdę bardzo rzadko postępował w odpowiedni sposób.

James wstał z kanapy, a następnie podszedł kawałek w moją stronę, stając przede mną. Pochylił się do przodu i odrobinę zniżył oraz złapał moją rekę.

- Już nie będzie cię obserwował. - Spojrzał mi w oczy. - Obiecuję - dodał i delikatnie pogłaskał zewnętrzną stronę mojej dłoni. - Oddam ci za tego ochroniarza pieniądze.

- Nie chcę twoich pieniędzy! - odepchnęłam go od siebie dosyć mocno, a następnie podniosłam się również z kanapy. - Idź już - powiedziałam.

- Mieliśmy porozmawiać - odezwał się spokojnym głosem Ward, jednak ja mimo wszystko zaczęłam się kierować w stronę drzwi. Moim zdaniem pora jego odwiedzin dobiegła końca i nic więcej byśmy już nie wyjaśnili.

- Zamów taksówkę, bo piłeś. - Mimo wszystko martwiłam się o niego. Nie mogłam dopuścić, żeby nawet po niewielkiej dawce alkoholu prowadził samochód. Gdyby coś się stało, miałabym wyrzuty sumienia, z którymi nie potrafiłabym sobie poradzić.

- Martwisz się o mnie. - Uśmiechnął się, a ja pokiwałam tylko głową. - To miłe uczucie - dodał, a ja miałam ochotę go wyśmiać.

Nie rozumiałam tak nagłej zmiany w jego zachowaniu. Co takiego się, że postanowił zmienić swoje zachowanie względem mnie. Na początku zachowywał się, jakbym była najgorszą osobą na świecie, a teraz udaje, że nic się między nami nie wydarzyło i możemy normalnie ze sobą rozmawiać.

Może i chciałam mieć czyste relacje z Jamesem, a wręcz marzyłam o tym jeszcze parę miesięcy temu, ale teraz to już nie było dla mnie takie ważne. Być może tylko sobie tylko to wmawiałam, aby poczuć się lepiej, brałam taką możliwość pod uwagę.

- Zoe, wszystko w porządku? - usłyszałam spanikowany głos Warda.

- Tak. - Złapałam się ściany, gdy poczułam zawroty głowy. Już przez jakiś czas miałam spokój, a teraz znowu się pojawiły.

- Jesteś strasznie blada. - Ward podszedł do mnie i objął mnie, a następni powoli pomógł dotrzeć do kanapy, na której usiadłam.

- Wezmę jakieś proszki i mi przejdzie. - Wzruszyłam ramionami. Chciałam wstać i udać się do kuchni, ale mój były mąż mi zabronił. Kazał się nie ruszać.

- Nic mi nie jest - westchnęłam. - Już mi lepiej, naprawdę - dodałam, ale on nie chciał mi odpuścić.

- Zadzwonię po taksówkę i pojedziemy do szpitala. - Odsunął się ode mnie, aby już po chwili zadzwonić po transport. Moje sprzeciwy były na nic, bo on i tak postawił na swoim.

Mężczyzna podał mi płaszcz, który wisiał w szafie oraz buty. Gdy tylko założyłam na siebie ubranie wierzchnie, opuściliśmy moje mieszkanie. Denerwowałam się. Nigdy nie przepadałam za szpitalami i unikałam ich, jak tylko mogłam, aż do dzisiaj.

- Naprawdę to nie jest konieczne. - Przez całą drogę, starałam się przekonać Warda do swoje zdania, informując go, że zawsze możemy zawrócić i dokończyć naszą rozmowę skoro tak mu na tym zależało.

- Nie ma mowy - powiedział stanowczo. - Pomyślałaś, że mogłaś zasłabnąć, będąc tylko z Charlotte? Co wtedy? - jego słowa dały mi do myślenia. Nie brałam tego wcześniej pod uwagę, a teraz zrozumiałam, że powinnam.

Fakt mówiłam mojej córce jaki był numer alarmowy i kiedy powinno się dzwonić po pomoc, ale nie chciałam jej stawiać w takiej sytuacji. Chyba nawet ucieszyłam się, że Ward mi to uświadomił.

- Zobacz jakie kolejki - powiedziałam, wskazując dłonią na tłum ludzi, którzy siedzieli i czekali na oddziale ratunkowym. - To nie ma sensu. - Złapałam go za rękę i chciałam pociągnąć w kierunku wyjścia, ale nie dałam rady.

- Chodź za mną. - Nie oglądając się za siebie poszedł do przodu, a ja grzecznie za nim. Mogłam tylko się domyślić, co chciał zrobić i z jednej strony mi się to nie podobało, ale z drugiej to była jedyna szansa, aby się stąd wydostać, jak najszybciej.

Mężczyzna podszedł do jednego z lekarzy i wystarczyło, że się przedstawił i od razu zaczęliśmy być inaczej traktowani. Doktor od razu zaprosił nas do swojego gabinetu, gdzie po krótkiej rozmowie wyprosił Jamesa, przez co zostałam z nim sama w gabinecie i dopiero wtedy zaczął mnie badać.

- Zrobimy pani badania - powiedział lekarz.-W tym morfologię, więc zapraszam do gabinetu obok. - Wstał i zaprowadził mnie do pielęgniarki, która miała mi wykonać badanie.

- Będę mogła wrócić do domu? - zapytałam. Nie chciałam zostawać tutaj na noc. Bałam się takich miejsc.

- Powinienem panią tutaj zostawić na obserwację, ale ze względu na pana Warda wypuszczę panią, jeżeli wyniki będą dobre. - Uśmiechnęłam się i usiadłam na fotelu.

Pielęgniarka po chwili stanęła koło mnie ze strzykawką w dłoni. Odkaziła mi miejsce, gdzie miała wbić igłę i kazała chwilę popracować ręką. Zamknęłam oczy. Nie miałam zamiaru na to patrzeć.

- Spokojnie, zaraz skończę - odezwała się pielęgniarka. Spokojnie? Ciekawe, jakim cudem mam to osiągnąć skoro ona chyba dopiero się uczyła, bo igłą to mi prawdopodobnie chciała po prostu pogrzebać w żyle. Ponownie zrobiło mi się słabo i modliłam się tylko, żeby już skończyła.

~~~

Eve i Nika:*

Find HappinessOpowiadania do pokochania. Odkryj je teraz