Rozdział 29

5.3K 547 73
                                        

*Zoe*

Do południa praktycznie nie robiłam nic szczególnego. Przeczytałam kilka bajek Charlotte oraz pobawiłam się z nią jej nowymi zabawkami, które dostała od Margaret. Nie powiem, ciągle zadziwiało mnie to, że ta kobieta jednak ma jakieś serce i tak chętnie kupuje małej prezenty. Oczywiście nie było to potrzebne, bo moja córka miała już wszystko czego potrzebowała. Bez problemu byłam jej to w stanie zapewnić, ale to dzięki mojemu mężowi i jego pieniądzom.

- Mamo, kiedy będzie wujek? - Charlotte przybiegła do mnie i zaczęła wypytywać o mojego przyjaciela. Miał nas dzisiaj odwiedzić, a że moja córka go uwielbiała, to nie mogła się doczekać, aby go zobaczyć. Swoją droga dawno do nas nie przychodził, więc ja również się już za nim odrobinę stęskniłam.

- Niedługo powinien być - powiedziałam zgodnie z prawdą i zaczęłam pakować do torebki najpotrzebniejsze rzeczy.

Korzystając z ładnej pogody, jak i tego, że Char już całkowicie wyzdrowiała, namówiłam Patricka, aby wybrał się z nami do zoo. Dawno tam nie byłyśmy, a dla małej może to być całkiem fajna wycieczka. Byłam przekonana, że niczego już nie pamięta z naszego wcześniejszego wypadu w to miejsce, bo po prostu była za mała.

Oczywiście plusem było to, że spędzę z Grey'em trochę czasu. Oddaliliśmy się ostatnio od siebie przez ten cały układ z Wardem. Musiałam przyznać, że bardzo tęskniłam za wspólnymi wieczorami z Patrickiem, przy komediach romantycznych, czy też najgłupszych serialach, jakie tylko mogły istnieć.

Nikt nie znał mnie tak dobrze, jak on oraz żadna osoba, którą do tej pory spotkałam na swojej drodze nie dała mi tyle wsparcia. Mogłam liczyć na niego w każdej sytuacji, jak i bez problemu zadzwonić w środku nocy, aby do mnie przyjechał, co oczywiście mógł zrobić. Był totalnym przeciwieństwem Jamesa, od którego bił ciągle chłód.

Nawet nie proponowałam mojemu mężowi tej wycieczki, bo w głowie już byłam w stanie wykreować jego odpowiedź. Od pewnego czasu zauważyłam, że miał swoje cztery sztandarowe odpowiedzi, czyli nie, nie mam czasu, mam dużo pracy lub nie obchodzi mnie to. Po jakimś czasie nawet doszło do mnie, dlaczego musiał komuś zapłacić za związek, bo nikt z nim normalnie nie byłby wstanie wytrzymać. Ja już byłam na skraju wytrzymania, mimo tego, że coś do niego czułam. W niektórych momentach miałam ochotę go udusić.

Gdy usłyszałam dzwonek do drzwi, od razu poszłam je otworzyć, bez wcześniejszego sprawdzania, kto za nimi stoi. Doskonale wiedziałam, że to mój przyjaciel.

- Dzień dobry moje piękne! - Grey krzyknął na wejściu. - Widzę, że już gotowe na naszą super wycieczkę. - Widziałam po nim, że był szczęśliwy i miałam nadzieję, że to z powodu tego, że nas widzi.

- Tak! - Charlotte przybiegła do nas, a następnie rzuciła się w ramiona swojego wujka.

- Wow, Char jaki masz super plecak. - Pochwalił jej nowy prezent od Margaret, co wywołało ogromny uśmiech na ustach dziewczynki. W przeciwieństwie do mnie nie peszyły ją komplementy, a nawet mogłabym stwierdzić, że je uwielbiała. Czuła się wspaniale, gdy była w centrum uwagi. Zawsze zastanawiałam się po kim to miała. - Gotowe? - spojrzał na mnie i czekał na odpowiedź z mojej strony. Pokiwałam twierdząco głową i już po chwili w trójkę opuściliśmy dom.

Zamknęłam drzwi na klucz, sprawdzając przy tym chyba ze sto razy, czy na pewno nie są czasem otwarte. James zabiłby mnie chyba, gdybym zapomniała o tak ważnej rzeczy, bo przecież ma tutaj wiele istotnych papierów i tym podobne.

- James wie, że jedziemy razem? - zdziwiłam się na zadane mi pytanie. Co do tego wszystkiego miał mieć Ward? - Wiesz, chcę mieć wszystkie zęby na miejscu. - Zaśmiał się, wspominając zapewne wydarzenie, które miało miejsce po moim weselu.

Find HappinessOpowiadania do pokochania. Odkryj je teraz