Upewnij się, że przeczytałeś rozdział 53:*
*Zoe*
Przez pół dnia siedziałam, jak na szpilkach. Obawiałam się, że w każdym momencie mógł wrócić tutaj Christian. Nie wiedziałam czy poradziłabym sobie w kolejnej konfrontacji z nim. Za każdym razem, gdy usłyszałam jakiś drobny ruch, szelest, wpadałam w panikę. Nerwowo spoglądałam na zegarek, chcąc sprawić, aby czas jakoś szybciej zaczął płynąć. Pragnęłam, żeby James już wrócił do domu. Był przy mnie.
- Charlotte. - Podeszłam do dziewczynki, która siedziała w salonie i bawiła się swoimi zabawkami. - Chcesz iść do taty? - zapytałam. Mała od razu spojrzała w moja stronę, a w jej oczach mogłam dostrzec radosne iskierki.
Wzięłam córkę na ręce i zaniosłam do jej pokoju. Wybrałam dla niej rzeczy, w które ją przebrałam. Posadziłam ją na krześle i sama zabrałam się za pakowanie do torebki najpotrzebniejszych rzeczy.
Miałam tylko nadzieję, że James nie wścieknie się, że do niego przyjechałyśmy. Liczyłam nawet, że nawet się ucieszy.
Charlotte przez całą drogę śpiewała piosenki. Naprawdę przywiązała się do Jamesa, skoro tak krótka wzmianka o nim powodowała, aż takie szczęście.
Na miejscu byłyśmy prawie po dwóch godzinach. Też wybrałam sobie porę, aby do niego pojechać. Trafiłyśmy w najgorsze korki, jakie tylko były możliwe.
- Dzień dobry, James u siebie? - zapytałam sekretarki. Kiedy ta kiwnęła głową, postawiłam Charlotte na podłodze, a następnie złapałam za rękę.
Bez pukanie otworzyłam drzwi, przygotowując się na krzyk ze strony Warda. Nigdy nie lubił, kiedy ktoś mu przerywał w pracy, a wejście do jego gabinetu bez wcześniejszego ostrzeżenia to już było prawie jak samobójstwo.
Zanim James zdążył się odezwać, Charlotte podbiegła do niego i przytuliła się do mężczyzny. Ward był nieco zdziwiony naszą obecnością, ale wziął małą od razu na kolana i pocałował w policzek.
- Co tutaj robicie? - zapytał, spoglądając na mnie. Czekał na moją odpowiedź, a ja zaczęłam się zastanawiać czy powiedzieć mu prawdę, czy też zachować dla siebie szczegóły mojego spotkania z Christianem. W ogóle całe to jego przyjście powinnam przemilczeć.
- Stęskniłyśmy się. - Zaśmiałam się i podeszłam do mężczyzny, aby złożyć pocałunek na jego ustach. Mogłam poczuć, jak się uśmiecha, a następnie odrywa ode mnie, spoglądając na siedzącą dziewczynkę.
- Mam jeszcze trochę pracy - westchnął, spoglądając na zegarek i wyraźnie nad czymś się zaczął zastanawiać.
- Poczekamy - zapewniłam go. Nie chciałam, aby przerywał przez nas swoją pracę. Nie to było moim celem.
- Zrobimy tak, ja jeszcze popracuje chwilę, a później zabieram was gdzieś. - Uśmiechnął się tajemniczo. Byłam ciekawa, co tym razem wymyślił, ale jego niespodzianki od pewnego czasu zaczęły mi się naprawdę podobać.
Zabrałam Charlotte i usiadłam z nią na wygodniej, czarnej kanapie, która stała w kącie. Podałam małej kilka kartek oraz kredki, które zostawiła tutaj ostatnim razem. Miała przynajmniej zajęcie i nie przeszkadzała Wardowi.
Zastanawiałam się czy pomóc w jakiś sposób mężowi, aby szybciej skończył, jednak odrzuciłam tą myśl. Nie znałam się jeszcze za bardzo na tym wszystkim, a nie chciałam czegoś popsuć przez przypadek.
- Skończyłem - usłyszałam głos Jamesa, więc podniosłam na niego wzrok. Odłożył ostatnią teczkę i zamknął wszystkie szafki na klucz, który później schował do teczki. - Możemy iść. - Wstał i podszedł do nas.
Mężczyzna spojrzał na rysunki mojej córki, chwaląc przy tym jej dzieła. Zachowywał się, jak prawdziwy ojciec. Zdziwiłam się, gdy zabrał jeden z malunków i powiesił sobie na tablicy korkowej, która wisiała za biurkiem.
- Mama! Patrz! - Charlotte zaczęła się zachwycać tym drobnym gestem Jamesa. Naprawdę było to miłe z jego strony. Wcale nie musiał tego robić, ale przez to mogłam zobaczyć, że moja córka była w jakiś sposób ważna dla niego. Ucieszyłam się.
- Dokąd nas zabierasz? - zapytałam, kiedy opuściliśmy jego kancelarię. Byłam naprawdę ciekawa, a znając mojego męża to tak szybko mi nie wyjawi niczego.
- Wsiadajcie do samochodu - polecił, ignorując moje wcześniejsze pytanie.
Zorientowałam się, gdzie jedziemy dopiero, gdy w oddali zobaczyłam ogromne, świecące kolejki oraz inne atrakcje, znajdujące się w Hyde Parku. Winter Wonderland. Uwielbiałam to miejsce. Miało coś w sobie magicznego.
Szybko w głowie musiałam sobie przypomnieć, że już powoli zbliżał się okres świąteczny, o którym zapomniałam.
- Już jest czynne? - zadałam pytanie, a dopiero później zorientowałam się, jak bardzo było ono głupie. Przecież miałam przed sobą dowód na to, że już od jakiegoś czasu można było zwiedzać to miejsce.
James pokiwał tylko rozbawiony głową, a już po chwili zaparkował gdzieś z boku samochód. Charlotte od razu wybiegła z niego, rozglądając się dookoła. Rok temu zabrałam ją tutaj po raz pierwszy. podobały jej się te wszystkie błyszczące ozdoby, jak i kolejki dla dzieci, na które nie mogła pójść ze względu na swój wiek.
Kierowaliśmy się za tłumem ludzi w stronę wejścia. Już parę metrów wcześniej tworzyła się kolejka, w której musieliśmy czekać. James widząc ją, chciał podejść do przodu, aby po prostu się tam wepchać, ale powstrzymałam go, łapiąc za rękę. Nic się przecież nie stanie, gdy chwilę poczekamy.
Ochrona każdego sprawdzała. Musieli się upewnić czy nikt nie wnosił jakiś ostrych przedmiotów, czy też broni. Sprawdzili moja torebkę i mogliśmy w końcu wejść na teren zimowego miasteczka.
- Lodowisko? - zapytał Ward, ale pokręciłam przecząco głową. Char nie była odpowiednio ubrana na takie zabawy.
Spacerowaliśmy po ogromnym terenie parku. W dłoniach trzymałam kubek z winem grzanym wraz z bitą śmietaną. W tle leciały świąteczne piosenki, przez co można było poczuć świąteczny klimat.
James kupił dla nas jeszcze owoce w czekoladzie. Usiedliśmy na ławkach i czekaliśmy, aż Char zje wszystko. Nam może nie przeszkadzałoby chodzenie wraz z jedzeniem, ale z moja córką byłoby już gorzej. Zaraz byłaby cała brudna od czekolady.
Po zwiedzeniu już chyba wszystkich atrakcji kierowaliśmy się w stronę samochodu. Ward przez cały nasz pobyt w Hyde Parku starał się mnie przekonać do zjedzenia burgerów z mięsem krokodyla czy też kangura, jednak nie zdecydowałam się na to. Nie wyobrażałam sobie, aby zjeść coś takiego. Obrzydlistwo.
Powoli wracaliśmy do domy, a ja byłam szczęśliwa, że James sprawił, że chociaż na chwilę zapomniałam o Christianie i wszystkich innych problemach.
~~~
Eve i Nika:*
CZYTASZ
Find Happiness
CintaMłoda kobieta z ogromną ilością problemów na głowie, nie wie już, co ma zrobić ze swoim życiem. Długi nie pozwalają jej normalnie funkcjonować, dorywcze prace za bardzo nie pomagają, wtedy jej przyjaciel wpada na genialny pomysł, który wszystko zmie...
