Rozdział 47 (II)

4K 494 110
                                        

*Zoe*

- Jakie mamy plany na dzisiaj? - zapytałam, gdy skończyliśmy jeść śniadanie. W międzyczasie zabrałam ze stołu brudne naczynia, zostawiając jeden talerz dla Charlotte, która niedługo powinna już wstać.

- Niespodzianka - powiedział z ogromnym uśmiechem na twarzy, przez co zmarszczyłam brwi.

- Wczoraj była już jedna i wolałabym się psychicznie nastawić na to, co wymyśliłeś - stwierdziłam, wzruszając ramionami.

- Dowiesz się niedługo, spokojnie. - Mężczyzna podszedł do mnie i zabrał miski, które trzymałam w rękach.

- Zostaw, ja to posprzątam - oznajmiłam, spoglądając na niego. Wystarczyło, że zrobił śniadanie, a to zdecydowanie było dużo, jak na niego.

- Dzisiaj to moja działka. - James wyminął mnie, a następnie włożył naczynia do zmywarki. - Wyjątkowo oczywiście - dodał po chwili, na co ja się zaśmiałam. No tak codziennie nie robiłby takich rzeczy, bo za dobrze go znałam.

- Pójdę obudzić Charlotte. - Wyminęłam go, żeby móc się skierować na piętro do pokoju, w którym spała. Kiedy weszłam do pomieszczenia, dziewczynka przecierała zaspane oczka. Gdy jej wzrok skierował się na mnie, kąciki ust podniosły się do góry.

- Mama. - Char wyskoczyła w ekspresowym tempie z łóżka, a następnie podbiegła i przytuliła do mnie.

- Coś się stało? - zapytałam lekko zaniepokojona, spoglądając na nią.

- Nie mogłam spać - westchnęła, a ja poczułam, że nagle zrobiłam się blada. Skoro nie mogła spać w nocy, to pewnie słyszała to, co się działo za ścianą.

- Zły sen? - zadałam kolejne pytanie, chcąc dowiedzieć się, jak najwięcej od niej.

- Nie, ale ktoś krzyczał - powiedziała, a ja byłam pewna, że słyszała moją drobną wymianę zdań. Dobrze, że nie rozumiała jeszcze spraw, które miały związek z seksem, bo nie wiedziałabym, jak jej to wszystko wytłumaczyć.

- To mogłaś do mnie przyjść - skłamałam. Dobrze, że tego nie zrobiła, ale przynajmniej musiałam zapewnić ją, że w każdej sytuacji mogła do mnie przyjść.

Dziewczynka tylko wzruszyła ramionami na moje słowa, a następnie złapała mnie za rękę i zaczęła ciągnąć na dół.

- Jestem głodna - oznajmiła, kiedy zaczęłyśmy schodzić po schodach.

- Tata przygotował dla ciebie pyszne śniadanie. - Uśmiechnęłam się do niej. Może nie było, aż takie dobre, ale nie mogłam jej powiedzieć niczego innego.

- Naleśniki? - zapytała.

- Nie tym razem, ale coś lepszego - zapewniłam ją, chociaż to się ogromnie mijało z prawdą, bo niby jakim cudem płatki z mlekiem mogłyby być lepsze?

Kiedy byłyśmy już na parterze, Charlotte puściła moją dłoń i pobiegła w kierunku jadalni, gdzie nadal przebywał Ward. Przyśpieszyłam nieco, aby usłyszeć w jaki sposób zaprezentuje jej to swoje popisowe danie. Ciekawe.

- Co dobrego będę jeść? - zapytała moja córka, wdrapując się na krzesło przy ogromnym stole.

- Najlepsze śniadanie w życiu. - Kiedy James wypowiedział te słowa, to miałam ochotę się głośno roześmiać. On chyba sobie żartował, ale mimo to starałam się zachowywać poważnie chociaż pewnie mój rozbawiony wzrok wszystko zdradzał.

- Mama powiedziała, że nie są to naleśniki to może ciasto! - pisnęła podekscytowana tym, że mogłaby zjeść coś słodkiego.

- Płatki z mlekiem dla księżniczki. - Ward podał jej posiłek, kłaniając się przy tym.

- Płatki? - zapytała, upewniając się czy dobrze zrozumiała. Była chyba rozczarowana, bo liczyła na coś innego. Mężczyzna pokiwał twierdząco głową, a następnie spojrzał na mnie, szukając jakiejś pomocy. Nie wiedział, co miał zrobić.

- Tak, ale zobacz Char, nigdy wcześniej nie jadłaś tych, które przygotował tata, wiec warto spróbować. - Moje słowa chyba na nią wpłynęły, bo od razu złapała łyżkę w swoją prawą dłoń i zaczęła jeść.

- Dziękuję. - James szepnął praktycznie niesłyszalnie, a ja tylko się uśmiechnęłam do niego. Przez myśl mi przeszło, że mogłoby być już tak zawsze. My w trójkę w małym domku poza miastem z dala od ludzi i całego miasta. Pasowałoby mi to, ale jednak zdawałam sobie sprawę, że to nie było życie, które chciałby prowadzić Ward.

Mężczyzna potrzebował żyć w dużym społeczeństwie, a nie na takim odludziu. Nie porzuciłby kancelarii nawet dla mnie i Charlotte, bo była ona dla niego cholernie ważna. Całe życie na nią pracował i doskonale wiedziałam, że praca na odległość by go nie satysfakcjonowała, a codzienne dojeżdżanie tak daleko, po prostu nie miałoby sensu.

- Ja tutaj posprzątam, a wy idźcie się przygotować, bo zaraz wychodzimy - oznajmił James, kiedy Char skończyła jeść i powoli zaczynała się nudzić. Nie potrafiła zbyt długo usiedzieć w jednym miejscu, dlatego też, kiedy usłyszała wypowiedziane słowa od razu ruszyła biegiem w stronę schodów. Miała strasznie dużo energii w sobie dzisiaj, a to dopiero był początek dnia. Wieczorem chyba padnę ze zmęczenia przez nią.

Pomogłam jej umyć zęby, a bardziej to kontrolowałam czy na pewno to robiła, a następnie przebrałam ją w jakieś wygodne rzeczy. Nie miałam pojęcia, co zaplanował dla nas Ward, ale wolałam nie ryzykować, ubierając ją w sukienkę.

- Pójdziesz do taty, a ja się przebiorę? - zapytałam, gdy mała była już gotowa do wyjścia. Dziewczynka kiwnęła głową i pobiegła do kręcącego się po domu mężczyzny. Gdyby mogła to chyba spędzałaby z nim całe dnie i noce, bo aż tak się do niego przyzwyczaiła. Miałam tylko nadzieję, że tym razem on niczego nie spieprzy.

Dopiero, gdy usłyszałam śmiech dziewczynki i głos Warda, skierowałam się do sypialni, aby się w coś przebrać. Najpierw musiałam się upewnić czy mała była pod opieką, bo inaczej mogłoby się to różnie skończyć. Czasami miała dziwne i niebezpieczne pomysły zresztą, jak chyba każde dziecko.

Postanowiłam również postawić na wygodne ubrania, ale jednak eleganckie. Musiałam, mimo tego że byliśmy poza miastem dobrze wyglądać. Nie dla siebie czy też mieszkańców, ale dla Jamesa.

- Gotowa? - zapytał mnie, kiedy zeszłam na dół do nich. Pokiwałam tylko twierdząco głową i zaczęłam ubierać buty. Cały czas czułam na sobie wzrok mężczyzny, ale nie przeszkadzało mi to za bardzo, bo tak naprawdę to właśnie oto mi chodziło. Uśmiechnęłam się sama do siebie, przygryzając delikatnie wargę.

- Nie prowokuj. - Podskoczyłam, słysząc tuż nad swoim uchem głos Warda. Do tego wszystkiego poczułam jego dłoń na moim pośladku. Czyżby jednak chciał czegoś więcej, a w nocy po prostu dobrze się kontrolował? Za późno, bo w końcu miały być małe kroczki. Niech pocierpi.

~~~

Eve i Nika:*

Find HappinessOpowiadania do pokochania. Odkryj je teraz