Rozdział 47

3.9K 465 171
                                        

*James*

Doskonale widziałem, jak Christian zmierzył wzrokiem moja żonę. Nie spodobało mi się to za bardzo, ale nie mogłem nic zrobić. Nie miałem zamiaru się narażać. W takim wypadku, nie miałbym pewności, co wykombinowałby mój brat.

- Kochanie, pójdziesz po Charlotte? - zwróciłem się do żony. Nie chciałem, żeby musiała tutaj stać i słuchać naszej nieprzyjemnej wymiany zdań. Nie było to konieczne.

Kobieta skinęła głową i bez słowa sprzeciwu odeszła. Mogłem nawet stwierdzić, że pasowało jej to.

- Po co tutaj przyjechałeś? - zapytałem, ostrym tonem. nie zamierzałem być miły dla nieproszonego gościa. Wszystko było idealnie, dopóki on nie przyjechał. Rodzice nigdy tego nie zauważyli, ale to on zazwyczaj psuł każde rodzinne spotkanie.

- Odwiedzić swojego brata. - Zaśmiał się, spoglądając na mnie, jednak w jego oczach nie dostrzegłem rozbawienia. - Nie cieszysz się? - jego uśmiech naprawdę był przerażający. Najgorsze było w tym wszystkim to, że nie potrafiłem go rozgryźć. Za dobrze się ukrywał.

- Myślisz, że w to uwierzę? - prychnąłem. Nie byłem idiota, aby wierzyć w takie bajki. Doskonale wiedziałem, że nie przyleciał tutaj ze Stanów tylko po to, żeby spędzić miło czas w gronie rodziny. Rodzice mogli w to wierzyć, ale nie ja. Oni nie znali jego prawdziwej strony, którą tak doskonale maskował.

- Pilnuj się młody - stwierdził, a następnie wyminął mnie, popychając ramieniem. Frajer. Podążyłem wzrokiem za jego sylwetką, upewniając się czy, aby na pewno wszedł do domu i nie wróci już tutaj.

Odetchnąłem głęboko i dopiero, gdy już byłem spokojny wróciłem do Zoe. Nie chciałem się na niej wyżywać za zachowanie brata, to nie miało sensu.

- Tata! - usłyszałem cichy pisk, należący do dziecka i już po chwili poczułem, jak drobne ramiona obejmują moją nogę. Spojrzałem w dół i uśmiechnąłem się na widok Charlotte.

- Cześć księżniczko - przywitałem się z nią, biorąc ja na ręce. Powoli zaczęło mi się podobać, ze byłem dla tej małej dziewczynki kimś ważnym. Zupełnie nowe, jak i całkiem przyjemne uczucia.

- Dzisiaj idziemy na tą kolację? - zapytała moja żona, pojawiając się koło nas. Niechętnie przytaknąłem. Miałem nadzieję, że uda mi się przekonać Charlotte, aby odrobinę mi pomogła i powiedziała, że się źle czuje. Niestety było to niemożliwe, bo gdy już prawie miała oznajmić, ze boli ją brzuszek, wybuchała śmiechem, wskazując przy tym na mnie placem.

*Zoe*

Nie chciałam za bardzo iść na tą całą kolację, w gronie rodziny Jamesa. Wolałabym posiedzieć w domu, przed kominkiem albo chociaż wykorzystać ten czas na zabawę z córką. Wszystko byłoby lepsze niż wspólny posiłek z braćmi w jednym miejscu. Do tego wszystkiego musiałam cały czas grać, że nic mi nie jest i wszystko było w porządku.

Kiedy Charlotte zaczęła udawać, że się źle czuje, doskonale wiedziałam, że był to podstęp Warda, ale nie mogłam dać po sobie poznać, że uwierzyłam w tą słabą grę aktorską. Wtedy mój mąż mógłby się zorientować, że coś musiało być na rzeczy, skoro z chęcią zostałam w domu.

Z drugiej strony nie chciałam zrobić przykrości jego rodzicom. Strasznie cieszyli się na ten wspólnie spędzony czas. To była jedyna okazja, aby mogli spędzić czas ze swoimi dziećmi, czego nie mogą zrobić na co dzień. Chyba chciałam im w tym po prostu w jakiś sposób pomoc. Polubiłam państwa Ward, więc musiałam wytrzymać parę godzin w towarzystwie dwójki mężczyzn.

Godzinę przed wyznaczonym czasem spotkania, zaczęłam się szykować. Nie zamierzałam straszyć swoim wyglądem. Miałam nieco inny plan. Pragnęłam pokazać każdemu, że byłam w stanie w stanie dopasować się do sytuacji.

Ubrałam się w miarę elegancko. Zwykłe czarne spodnie oraz biała koszula nadawały się idealnie na rodzinna kolację. Delikatny makijaż miał tylko na celu zakryć ewentualne niedoskonałości na mojej twarzy. To nie miał być jakiś bankiet tylko zwykły posiłek w gronie bliskich osób.

Kiedy ja już byłam gotowa do wyjścia, zajęłam się Charlotte. Nie mogła przecież pójść w sukience, którą kilka minut wcześniej pobrudziła soczkiem. Założyłam jej kolejna jasnoróżową część garderoby i byłyśmy już przygotowane.

- Garnitur? - zapytałam zaskoczona. Czy on naprawę musiał się ubierać w taki strój na zwykła kolację? Wystarczyła by elegancka koszula i zwykłe ciemne jeansy. Rozumiałam, że musiał pokazać bratu, że był lepszy, ale to bardziej poprzez zachowanie mógł zrobić, a nie dzięki drogiemu garniturowi.

- Muszę jakoś wyglądać. - Zmierzył mnie wzrokiem, aby się upewnić czy do niego pasowałam. To było najgorsze w tym wszystkim. Mogłam siedzieć godzinami przed jakimś wyjściem, a jedno złe słowo Jamesa powodowało, że musiałam się przebrać czy zmienić coś w swoim wyglądzie.

Niestety za każdym razem się z nim zgadzałam, bo w końcu lepiej się znał na tym, jak powinnam wyglądać na jakiś ważnych wyjściach.

Parę minut przed siódmą wyszliśmy. Zaczynałam się powoli stresować. Nie wiedziałam, co na mnie czekało.

- Denerwujesz się? - zapytał Ward, łapiąc mnie za rękę, aby dodać mi chociaż odrobinę otuchy. Uśmiechnęłam się do niego delikatnie.

- Trochę - westchnęłam. Wolałam, aby myślał, że stresowałam się tylko i wyłącznie poznaniem jego brata i tej całej rodzinnej atmosferze, która miała mieć niby miejsce. Nie musiał znać prawdy, skoro nie byliśmy naprawdę razem.

- Będę przy tobie cały czas - zapewnił mnie, a następnie pocałował w skroń. Automatycznie zrobiło mi się ciepło na sercu. Niby jedno głupie zdanie, a potrafiło wywołać, aż tyle emocji.

Z lekko drżącymi nogami weszłam do salonu, w którym siedzieli już rodzice Jamesa oraz jego brat. Starałam się uniknąć wzroku Christiana, spoglądając cały czas na swoją córkę.

- Dzień dobry - przywitałam się, podchodząc do Margaret, a następnie do Georga. Uściskali mnie przyjaźnie, a już po chwili zrobili to samo z Charlotte.

- Siadajcie. - Matka Warda, wskazała dłonią na trzy wolne krzesła, w tym jedno obok Christiana. Zapewne było przygotowane dla Jamesa, aby mógł usiąść koło brata. Miałam tylko nadzieję, że to zrobi.

James ku mojemu zadowoleniu wybrał niechętnie miejsce koło Christiana. Mogłam się założyć, że nie chciał, abym ja czy też Charlotte siedziała koło niego. Nie ukrywam, pasowało mi to.

Moja córka zajęła wszystkich rozmową, opowiadając o tym, w co dzisiaj się bawiła. Nie chciałam jej przerywać, ale szczerze to wątpiłam, aby kogokolwiek obchodziły historie Char.

- Kochanie daj teraz porozmawiać dziadkom, tacie i wujkowi - zawahałam się, spoglądając kątem oka w kierunku Christiana. Nie wiedziałam, jak mam go nazwać, a to chyba było najlepsze wyjście z tej sytuacji. Nikt nie był poszkodowany.

Mała niechętnie przytaknęła i zaczęła machać pod stołem nóżkami, obserwując wszystkich.

- Czym się zajmujesz Zoe? - usłyszałam głos brata Jamesa. Nie mógł odpuścić i zając się swoimi rodzicami, których tak długo nie widział.

~~~

Dziękujemy za to, ze Find Happiness jest na 27 miejscu :*

Eve i Nika:*

Find HappinessOpowiadania do pokochania. Odkryj je teraz