Pierwszy rozdział dzisiaj i jest szansa na kolejny:*
*Zoe*
Stałam od paru dobrych minut i wpatrywałam się w dokumenty, które przekazała mi mama. Mogłam się domyślić, że wyśle na ich adres, a nie chociażby Patricka. Nie wiem, w co on pogrywał, ale zachował się nie fair. Chciał mi zrobić na złość?
James doskonale wiedział, jaki miałam kontakt z rodzicami i mogłam się założyć, że wszystko dokładnie sobie przemyślał. Całe szczęście, że pogodziłam się z rodzicami, bo byłoby po mnie. Przecież, gdyby nasze relacje nie uległy zmianie to oni nie dali by mi tych dokumentów i czekałyby na mnie ogromne konsekwencje.
Dokładnie czytałam, to co było zamieszczone w pozwie. O ile petitum nie było przerażające, ponieważ znalazły się tam same podstawowe rzeczy, to już uzasadnienie było kompletną bzdurą.
W pierwszej części standardowo były zamieszczone dwa wnioski, bo nie mieliśmy wspólnych dzieci. Pierwszy z nich był informacją o rozwodzie, a najgorsze było to, że miał się odbyć niby z mojej winy. Nie rozumiałam dlaczego, skoro ustalaliśmy coś innego jeszcze przed tym całym układem. Zdenerwowana czytałam dalej, chociaż już w tej chwili miałam ochotę zadzwonić do niego z telefonu któregoś z rodziców.
Dalej była informacja na temat mieszkania, ale z dopiskiem, że już się sami dogadaliśmy w tej kwestii, co mnie odrobinę ucieszyło, bo przynajmniej nie miałam tam informacji o nakazie eksmisji.
Zabrałam się za czytanie drugiego punku, jednak moje dłonie mi to utrudniały. Zaczęły się strasznie trząść ze strachu. Nie miałam pojęcia, co dalej wymyślił James, ale jak widać jego wcześniejsze zapewnienia były niczym.
Z ogromną uwaga czytałam zdanie po zdaniu w uzasadnieniu. Jak zrozumiałam nasz związek rozpadł się kilka miesięcy temu, przez zatajenie przeze mnie istotnych informacji, które nie pasowały Wardowi. Gdybym tylko wiedziała, o co mu dokładnie chodziło to może bym mu mogła to wyjaśnić, ale nie, bo on wiedział przecież wszystko lepiej.
Poniżej zamieścił dowody, na których starał się wyjaśnić swoje zdanie w tej sprawie. Nie miałam ochoty czytać tego dalej. Zawiodłam się na nim już któryś raz, a obiecywał. Najbardziej zabolał mnie też fakt, że wziął adwokata, którego miało nie być. Skąd ja teraz do cholery wytrzasnę dobrego adwokata, dzięki któremu nie wyjdę na idiotkę? To wszystko wiązało się z dodatkowymi opłatami, których już miałam sporo.
- Wypadło ci coś. - Ojciec podał mi jeszcze jedną kartkę. Przejrzałam ją. Zawiadomienie o rozprawie. W oczach pojawiły mi się łzy widząc datę. On naprawdę chciał mi zniszczyć już życie na zawsze.
- Wszystko dobrze, kochanie? - moja mama podeszła do mnie i otoczyła mnie ramieniem. Kochanie, tak zwracał się do mnie James przez ostatni czas, gdy wszystko się układało.
Pokręciłam przecząco głową, wycierając łzy, które już pojawiły się na moich policzkach. Obiecywałam sobie być silna, ale nie potrafiłam, gdy działy się takie rzeczy. To wszystko mnie przerastało
- Zoe, nie płacz - powiedziała moja mama.
- Mamo, jak? - spojrzałam na nią. Ona naprawdę nie rozumiała dokładnie, co przeżywałam. Nigdy wcześniej nie była w takiej sytuacji i szczerze to jej tego nawet nie życzyłam. Nie potrafiłam się odnaleźć w tej nowej sytuacji i jeszcze trochę czasu zajmie mi przystosowanie się do tego.
- On nie jest tego wart. - Pocałowała mnie w czoło, jak mała dziewczynę. Nienawidziłam tego, że kiedy byłam młodsza pragnęłam dorosnąć. Teraz gdybym mogła cofnąć czas to wolałabym siedzieć i się bawić niż udawać, że wiem, o co chodzi w życiu.
- Był - westchnęłam. - Naprawdę go kochałam - zapłakałam. - Myślałam, że możemy stworzyć prawdziwą rodzinę - powiedziałam, łamiącym głosem.
- Musisz być silna dla siebie i Charlotte. - Pogłaskała mnie po policzku, ocierając przy tym łzy. - Pokaż mu, że świetnie sobie radzisz bez niego - dodała.
- Ale nie potrafię. On był wszystkim - odezwałam się cicho. - Wiesz kiedy odbędzie się rozprawa? - zapytałam, a ona pokręciła przecząco głową - Czternastego lutego, rozumiesz? - starałam się wysilić na śmiech. O ile wcześniej jakoś sobie radziłam, to teraz już nie. Nie miałam siły udawać, szczególnie przy rodzicach.
- Przynajmniej zakończysz raz na zawsze ten etap - mruknął mój ojciec. Jak zdążyłam zaobserwować to nie przepadał on za Jamesem, jednak nie wiedziałam czy przez to, że był moim mężem czy coś innego się stało.
- Niestety - powiedziałam cicho. Naprawdę nie chciałam tego tak kończyć. Gdyby tylko powiedział jedno słowo, to wróciłabym do niego. Dla miłości można wiele zrobić. Niestety to były tylko marzenia, ale nikt mi nie zabroni wyobrażać sobie innej rzeczywistości.
- Charlotte ma niedługo urodziny - powiedziała moja matka. - Planujesz coś? - zapytała, a ja pokiwałam twierdząco głową. Chciałam w jakiś sposób sprawić, żeby Char zapomniała o tym, co się działo wokół niej. Planowałam zaprosić moich rodziców, jak i Margaret oraz Georga. Nie mogłam tez zapomnieć o Patricku, bo bez niego to nie byłoby to samo.
- Chcę zaprosić parę osób, kupić jakiś tort - stwierdziłam. - Chcę, aby to był jej dzień. - Uśmiechnęłam się. Musiałam zrobić wszystko, żeby moja mała księżniczka była szczęśliwa.
- A Jamesa chcesz zaprosić? - zapytała. Widziałam, jak zawahała się pytając o to. Nie chciała poruszać niewygodnego tematu, ale jednak nie mogła się powstrzymać i rozumiałam ją doskonale. Sama chciałabym wiedzieć takie rzeczy, będąc na jej miejscu.
- Sama nie wiem - odpowiedziałam zgodnie z prawdą. Z jednej strony zranił nas, wyrzucając mnie i Char z domu, ale z drugiej mała traktowała go jako ojca i pewnie chciała, żeby spędził z nią ten dzień. Miałam świadomość, że to byłoby strasznie ciężkie przeżycie dla mnie, ale dla mojej córki byłabym w stanie się poświęcić.
- Ona by tego chciała - odezwała się niepewnie. Zdawałam sobie z tego sprawę, ale to nie zależało ode mnie. To nie ja decydowałam za Jamesa.
- Zastanowię się. - Zaczęłam się nad tym poważnie zastanawiać. Miałam w planach wysłać papierowe zaproszenie do rodziców Warda, więc w sumie nic nie stała na przeszkodzie, aby wysłać jeszcze jedno, specjalnie dla niego. Ja miałabym czyste sumienie, że zrobiłam wszytko, a decyzję pozostawiła jemu.
- Pójdę się położyć. - Pożegnałam się z rodzicami i poszłam do swojej nowej sypialni. Nie miałam już siły siedzieć i dalej słuchać o Wardzie.
W pokoju, położyłam się od razu na łóżku, a w dłonie trzymałam telefon. Drżąca ręką, zaczęłam przeszukiwać listę konaków, szukając tego jednego numeru.
- Odbierz - mruknęłam cicho, wybierając jego numer. Miałam nadzieję, że odblokował mój numer i nawet jeżeliby nie odebrał to włączyłaby się poczta głosowa i mogłabym usłyszeć jego głos.
Kiedy nie mogłam się ponownie dodzwonić, zakończyłam połączenie, a następnie przycisnęłam telefon do swojej piersi i zaczęłam płakać.
~~~
Eve i Nika:*
CZYTASZ
Find Happiness
RomanceMłoda kobieta z ogromną ilością problemów na głowie, nie wie już, co ma zrobić ze swoim życiem. Długi nie pozwalają jej normalnie funkcjonować, dorywcze prace za bardzo nie pomagają, wtedy jej przyjaciel wpada na genialny pomysł, który wszystko zmie...
