- Dokąd nas prowadzisz? - Jackson przerwał trwającą dłuższą chwilę niezręczną ciszę, nie mogąc już wytrzymać irytującego milczenia Leo. Nie rozumiał, dlaczego wyższy chłopak prowadził ich w kierunku przedmieści, biorąc pod uwagę, że nie znajdowało się tam raczej nic szczególnego. Początkowo myślał, że punk będzie chciał dostać się do swojego mieszkania, jednak ono było w zupełnie inną stronę, przez co czarnowłosy zaczął czuć się odrobinę zdezorientowany i podirytowany, gdyż zielonooki nie pozwalał mu się od niego odłączyć.
- W bezpieczne miejsce - odparł spokojnie fioletowowłosy, choć niebieskooki i tak dostrzegł, jak nerwowo przygryza wargę. Szedł znacznie wolniej niż normalnie, widać było, że jest przemęczony i potrzebuje chwili odpoczynku, jednak niestrudzenie parł naprzód, nie zwracając uwagi na swój coraz cięższy oddech. Jackson domyślił się, że Leo nie zdradzi mu nic więcej, więc westchnął zrezygnowany, nieco niechętnie idąc za nim i dochodząc do wniosku, że wizja rzekomego poczucia bezpieczeństwa jest warta znoszenia obecności wyższego chłopaka. Choć znał większą część miasta jak własną kieszeń, nie miał zbyt wielu miejsc, w których czuł się bezpiecznie i komfortowo, jeśli w ogóle takie były. Poza tym, zerkając ukradkiem na punka, miał pewne wątpliwości, czy zielonooki poradziłby sobie sam, biorąc pod uwagę jego kiepski stan. Prychnął cicho pod nosem, nie mogąc uwierzyć, że faktycznie martwi się o fioletowowłosego, a Leo uśmiechnął się delikatnie, spoglądając na nieświadomego jego zdolności niebieskookiego.
- Odbierz w końcu, cycata wiedźmo! - Ophelia gniewnie rzuciła telefon na kanapę, po siedmiu nieudanych próbach rezygnując z dodzwonienia się do Genevieve. Mamrocząc pod nosem z niezadowoleniem ruszyła do kuchni, zgarniając z szafki paczkę ulubionych orzeszków, po czym wróciła do salonu, siadając na kanapie obok leżącej komórki. Trochę ją niepokoił ten brak odpowiedzi ze strony blondynki, liczyła na to, że uzyska jakieś instrukcje albo wskazówki co do tajemniczego listu od tamtego piegowatego chłopaka, poza tym wciąż chciała porozmawiać z błękitnooką o rzekomym porwaniu Oliego. Być może Genevieve zgodziłaby się oddać małego ogrodnika za wiadomość od szpiega Rosalesa, lecz rudowłosa miała świadomość, że to by było zbyt proste, biorąc pod uwagę usposobienie blondynki i jej oczywistą przewagę, którą uzdolniona z pewnością będzie chciała wykorzystać. Telekinetyczka westchnęła ciężko, otwierając orzeszki i mimowolnie rozglądając się po pokoju, przeczuwając, że już wkrótce zamieszka w bazie błękitnookiej, a następnie przeniosła wzrok na swój regał z mangami, gdzie na najwyższej półce leżała czapka ze Spider-Manem. Wpatrywała się w nią przez dłuższą chwilę, mimowolnie wspominając swoje ostatnie spotkanie z Vincentem, przez co ponownie westchnęła, wstając z kanapy. Podeszła do regału i wzięła czapkę do ręki, nie mogąc wyrzucić z pamięci jego rozgoryczonej twarzy, gdy kazał jej opuścić jego mieszkanie. Przygryzła wargę, uświadamiając sobie, że Genevieve paskudnie go wtedy prowokowała i przedstawiała wszystko w jak najgorszym świetle, co najwidoczniej tak wstrząsnęło chłopakiem, że nie miał już sił, by się tłumaczyć. Możliwe, że sam czuł się na tyle winnym, że nie widział dla siebie usprawiedliwienia. Ophelia obracała nakrycie głowy między palcami, z zamyśleniem oglądając wszystkie drobne przetarcia i małe dziurki, dowodzące, że czapka była ze swoim właścicielem już od dłuższego czasu. Przypomniało jej się kilka pierwszych spotkań z Vincentem, kiedy jeszcze był dla niej tylko pojawiającym się podejrzanie często kurierem, nieświadomie powracając pamięcią do ich pierwszej, prawdziwej randki, a wówczas wszystkie emocje, jakie wtedy czuła, ponownie ją ogarnęły, przez co uśmiechnęła się i założyła czapkę na głowę, rumieniąc się delikatnie. Nie zamierzała tak łatwo go sobie odpuszczać, czarnowłosy stał się dla niej zbyt ważny, by ot tak o nim zapomnieć. Ufała mu i wiedziała, że chłopak nie był kłamcą, ani nie wykorzystałby jej do własnych celów. Jeśli wyjaśnienia Vincenta jej się nie spodobają, co najwyżej spierze go na kwaśne jabłko, żeby adekwatnie go ukarać, a potem da mu drugą szansę i oboje będą żyć długo i szczęśliwie. Z pełną determinacją pomaszerowała do drzwi wyjściowych, zgarniając po drodze swoją ciepłą bluzę z kocimi uszami, a następnie opuściła mieszkanie, upewniając się, że list od brązowowłosego chłopaka znajduje się w bezpiecznym miejscu.
CZYTASZ
Uzdolnieni
Science FictionPsychopatyczny ogrodnik, studiujący fizykę punk i uzależniona od kawy otaku.
