~~
W dziesiąte urodziny Bianca'i, poszliśmy do parku, a tu się uśmiechnęłam, patrząc na nią i dałam jej prezent, który od razu rozpakowała. Jak zobaczyła pistolet na kulki, szeroko się uśmiechnęła i mnie mocno przytuliła, tak samo Hugo. Boję się tego. Uznaliśmy że powinna umieć mimo wszystko strzelać. Umie się już trochę bronić... Chodzi na lekcje samoobrony i sztuki walki, ale musi umieć też strzelać.
- Mamo nauczysz mnie strzelać?
- Tak?
- Tak. Nie umiem.
Ten pistolet jest prawie jak prawdziwy, jedynie różni się tym, że jest na kulki.
- Okej kochanie... Spójrz, trzyma się go tak, na wyprostowanych rękach.
Pokazałam jej, więc go ode mnie wzięła i też tak chwyciła, identycznie jak jej pokazałam.
- Musisz go odbezpieczyć.
- Widziałam jak to robisz.
Zrobiła to, przez co spojrzałam niepewnie na Hugo, a on kiwnął głową. Jest silna, jest cholernie silna, ale boję się ją tego uczyć.
- Pięknie. Umiesz przeładować?
- Nie.
Pokazałam jej to i się uśmiechnęłam, a ona kiwnęła głową, od razu też to robiąc. Cholernie szybko się uczy. Ta mała jest naprawdę cudowna...
- Okej i stań na prostych nogach... Musisz się mocno zaprzeć.
Stanęła w lekkim rozkroku i wyprostowała ręce, trzymając w nich pistolet.
- Pięknie. Musisz teraz wymierzyć i strzelić.
Hugo postawił puszkę po coli na ławce, więc Bianca stanęła mocno na nogach i strzeliła, ale nie wcelowała. Nie poddała się i znowu strzeliła, inaczej się ustawiając.
- Nie przejmuj się.
Hugo mnie objął i pocałował w głowę, więc się do niego przytuliłam i westchnęłam.
- Hugo... Nie wiem czy chcę jej to robić.
- Ej, to tylko strzelanie. Będzie nam za to wdzięczna, zobaczysz. Jest do tego stworzona, spójrz jak dobrze jej idzie. Pierwszy raz w życiu trzyma jakikolwiek pistolet.
Usłyszałam że wcelowała, więc na nią spojrzałam i się uśmiechnęłam.
- Mamo wcelowałam! Mamo!
Zaśmiała się, wystawiając ręce do Hugo, więc ją podniósł i się uśmiechnął.
- Świetnie skarbie... Dobrze Ci idzie.
- Będę strzelać tak jak ty i tata!
- Idziemy na twoją imprezkę? Sam będzie...
- Sam podróżnik!
Hugo ją postawił, a ona pobiegła do domu i do niego wpadła, więc ja spojrzałam na Hugo.
- Myślisz że dobrze robimy, wprowadzając ją do tego życia?
- Tak... Zajebiście robimy. Nie przejmuj się, ona sobie da radę.
Kiwnęłam głową i westchnęłam, chowając jej pistolet do torebki.
Jak goście przyszli, ona przytuliła Sama i się zaśmiała, więc ja usiadłam na barierce i zapaliłam papierosa, patrząc na dzieciaki w naszym ogródku.
Sam to jej przyjaciel, od około czterech lat. Poznali się tu na ulicy, jak on się tu wprowadził. Bardziej się dogaduje z chłopakami niż z dziewczynami, na tej imprezie będzie... Dokładnie zero dziewczyn, a dziesięć chłopaków. Hugo totalnie nie jest zadowolony, ale nie komentuje.
Usiadł obok mnie i się uśmiechnął, biorąc ode mnie papierosa i też się zaciągając.
