195. "Co ze ślubem?"

1.8K 143 99
                                        

Wieczorem westchnęłam, odchylając głowę do tyłu. Jakie imię? Kurwa no. Mama weszła i się uśmiechnęła, siadając obok łóżka.

- Co taka mina?

Zaśmiała się.

- Myślę nad imieniem.

- Okej... W takim razie... Co powiesz na Caleb?

- Caleb?

- Przyjaciel Angel... Cudowny facet.

Ładne imię.

- To imię kojarzy mi się z niezdarą, nie wiem dlaczego.

- Kochanie czy imię jest najważniejsze? Spójrz, ty masz na imię Bianca. Pasuje do ciebie?

- Ani trochę.

Uśmiechnęłam się, a ona pokiwała głową.

- A do Hugo pasuje Hugo?

- Tak. Zdecydowanie.

- A do Nico?

- Nie, też nie. Nicolas kojarzy mi się z kujonem, który jest fajny.

- Masz pełno imion do wyboru.

- Ale żadne mi się nie podoba. Nie potrafię wybrać nawet głupiego imienia, więc jaką mam być matką? Nie będę potrafiła podejmować decyzji.

- Nie mów tak... Myślisz że ja się nadawałam na bycie matką? Ani trochę. Poradzisz sobie, pamiętaj że masz Diego do pomocy...

Pokiwałam głową, a ona się uśmiechnęła i położyła obok mnie.

- Możemy popatrzeć imiona w internecie.

- Niech będzie Caleb, mam dość. Nie chcę mi się już o tym myśleć.

Diego tu wszedł z jakąś siatką, a mama się uśmiechnęła.

- Przyniosłeś nam jedzenie?

Spojrzał po nas i westchnął, wyjmując z siatki papierowe opakowania. To makaron chiński. Dał mamie swoje i usiadł na krześle, a ona się zaśmiała.

- Masz, zjedz sobie. Cały czas tu siedzisz, ja sobie poradzę. Ale dziękuję.

Wystawiła do Diego, a on uniósł brwi.

- Też sobie poradzę.

- Hugo i tak robi coś do jedzenia, masz.

Wcisnęła mu to do rąk i pokręciła głową.

- Nie będę wam przeszkadzać. Wpadnę jutro.

Wyszła, więc ja spojrzałam na Diego i westchnęłam, a on usiadł na łóżku obok mnie.

- Wszystko okej?

- Męczy mnie to imię.

- Właśnie, co powiesz na Valentino?

- Pojebało cię?

- Będę z nim później śpiewał "I don't want a valentine, I just want Valentino".

- Spierdalaj kurwa. Podejdź do tego na poważnie.

- To tylko imię, na pewno coś wymyślimy. Nie przejmuj się aż tak. Jest od chuja imion. Spójrz na Pablo.

- Jak Pablo Escobar? Spierdalaj.

Parsknął śmiechem i pocałował mnie w głowę. Nie rozumiem co go tak śmieszy, to dla mnie ważne.

- A Luis? Fajne imię.

- Nie wiem, sam to wybierz. Mam dość.

- To wspólna decyzja... Mała serio, mamy czas. On i tak na razie nie rozumie co do niego mówimy.

One Girl - Two FacesOpowiadania do pokochania. Odkryj je teraz