Wieczorem westchnęłam, odchylając głowę do tyłu. Jakie imię? Kurwa no. Mama weszła i się uśmiechnęła, siadając obok łóżka.
- Co taka mina?
Zaśmiała się.
- Myślę nad imieniem.
- Okej... W takim razie... Co powiesz na Caleb?
- Caleb?
- Przyjaciel Angel... Cudowny facet.
Ładne imię.
- To imię kojarzy mi się z niezdarą, nie wiem dlaczego.
- Kochanie czy imię jest najważniejsze? Spójrz, ty masz na imię Bianca. Pasuje do ciebie?
- Ani trochę.
Uśmiechnęłam się, a ona pokiwała głową.
- A do Hugo pasuje Hugo?
- Tak. Zdecydowanie.
- A do Nico?
- Nie, też nie. Nicolas kojarzy mi się z kujonem, który jest fajny.
- Masz pełno imion do wyboru.
- Ale żadne mi się nie podoba. Nie potrafię wybrać nawet głupiego imienia, więc jaką mam być matką? Nie będę potrafiła podejmować decyzji.
- Nie mów tak... Myślisz że ja się nadawałam na bycie matką? Ani trochę. Poradzisz sobie, pamiętaj że masz Diego do pomocy...
Pokiwałam głową, a ona się uśmiechnęła i położyła obok mnie.
- Możemy popatrzeć imiona w internecie.
- Niech będzie Caleb, mam dość. Nie chcę mi się już o tym myśleć.
Diego tu wszedł z jakąś siatką, a mama się uśmiechnęła.
- Przyniosłeś nam jedzenie?
Spojrzał po nas i westchnął, wyjmując z siatki papierowe opakowania. To makaron chiński. Dał mamie swoje i usiadł na krześle, a ona się zaśmiała.
- Masz, zjedz sobie. Cały czas tu siedzisz, ja sobie poradzę. Ale dziękuję.
Wystawiła do Diego, a on uniósł brwi.
- Też sobie poradzę.
- Hugo i tak robi coś do jedzenia, masz.
Wcisnęła mu to do rąk i pokręciła głową.
- Nie będę wam przeszkadzać. Wpadnę jutro.
Wyszła, więc ja spojrzałam na Diego i westchnęłam, a on usiadł na łóżku obok mnie.
- Wszystko okej?
- Męczy mnie to imię.
- Właśnie, co powiesz na Valentino?
- Pojebało cię?
- Będę z nim później śpiewał "I don't want a valentine, I just want Valentino".
- Spierdalaj kurwa. Podejdź do tego na poważnie.
- To tylko imię, na pewno coś wymyślimy. Nie przejmuj się aż tak. Jest od chuja imion. Spójrz na Pablo.
- Jak Pablo Escobar? Spierdalaj.
Parsknął śmiechem i pocałował mnie w głowę. Nie rozumiem co go tak śmieszy, to dla mnie ważne.
- A Luis? Fajne imię.
- Nie wiem, sam to wybierz. Mam dość.
- To wspólna decyzja... Mała serio, mamy czas. On i tak na razie nie rozumie co do niego mówimy.
