Pov. Victoria.
Usiadłam na kanapie i pokręciłam głową, myśląc tylko o jednym. Kuurwaaa. Nie dam rady. Naprawdę nie dam rady. Blake tu wszedł i się do mnie uśmiechnął.
- Jak się czujesz?
- Coś zrobiłam Hugo? Powiedział ci? Naprawdę staram się nad sobą panować.
Westchnął i usiadł obok mnie.
- W nocy wstałaś i szukałaś czegokolwiek, a jak ci zwrócił uwagę, zaczęłaś go wyzywać od najgorszych. Podobno ostro go wyzywałaś. On wie że nad sobą nie panujesz, ale jednak mu to siadło. I to że musi pomóc Dexterowi to prawda.
- Znowu zjebałam?
- Nie, po prostu musi odpocząć. Wiesz jak temat narkotyków na niego działa.
Kiwnęłam głową, kiedy zaczął dzwonić telefon w jego kieszeni. To mój dzwonek. Wyjął go i pokiwał głową.
- Twoja babcia.
Wzięłam od razu telefon z jego rąk i odebrałam.
- Halo?
- Hej kochanie... Wracaj do domu.
- Nie mogę.
- Dlaczego? Ej, no dawaj...
Pokręciłam głową, jak Blake mnie przytulił.
- Nie chcę.
- Piękna moja... Przyjeżdżaj.
- Za dużo będę miała stresu w domu. Nie potrafię. Naprawdę chcę to rzucić.
- To daj sobie pomóc... Chcesz rzucać to w samotności? Tylko z Blake'iem?
Nic nie powiedziałam, opierając głowę o klatkę piersiową Blake'a.
- Nie chcę, żeby Dylan mnie widział w takim stanie... To mój młodszy brat, naprawdę nie chcę.
- Widziałem cię w gorszym stanie.
Odezwał się, przez co westchnęłam. Nie dam rady kurwa.
- Nie widziałeś... Odpierdala mi i to ostro, wiem o tym. Hugo ma już dość. Ja... Naprawdę nie chcę nikogo rozczarować jeszcze bardziej. Tata ma racje, jestem zwykłym ćpunem.
- Przestań słuchać to co mówi ten dupek. Kurwa, młoda, jesteś zajebistą babą i moją wnuczką, nie ćpunem ani wariatką. Kocham ciebie i Dylana ponad wszystko, uwierz. Rzadko wam to mówię, ale naprawdę... Jesteście moimi wnukami, jesteś kurwa jak ja. Masz pojęcie jak cholernie jestem z ciebie dumna?
- Nie zasługuję na to wszystko.
Starłam łzy, pociągając nosem. Ja pierdole jaka pizda.
- Nie pierdol. Zasługujesz. Sama na to zapracowałaś. Płynie w tobie krew Moore? Płynie kurwa, więc weź się w garść i tu przyjeżdżaj. Pomogę Ci. Baby w tej rodzinie muszą być silne i trzymać się razem. Prawie każdy już zapomniał o Lisicy, wróć tu i zrób rozpierdol.
Spojrzałam na Blake'a, a on się uśmiechnął i kiwnął głową.
- Ja... Okej.
- Czekamy.
Westchnęłam i poszłam na górę, pakując swoje rzeczy. Po kilku minutach wszedł tu Hugo i założył ręce na piersi, więc się wyprostowałam.
- Hugo. Myślałam że już jesteś w połowie drogi.
- Blake do mnie zadzwonił.
Uśmiechnęłam się i kiwnęłam głową, od razu wstając z podłogi. Wzięłam swoją torbę i zeszłam na dół, a tu się uśmiechnęłam. Dam radę. Tak kurwa. Jestem silną babą, muszę wrócić do normalności.
