- Pomóc Ci?
Zaśmiałem się i owinąłem ręce wokół jej ramion, więc się o mnie oparła i pokręciła głową, stając na palcach i odkręcając do mnie głowę. Schyliłem się lekko i ją od razu pocałowałem, zjeżdżając dłońmi na jej biodra. Poczułem że spłynęły jej łzy, ale jej nie odsunąłem, tylko obróciłem przodem w moją stronę i westchnąłem. Podniosłem ją i oparłem o blat, a ona oparła dłonie na mojej klatce piersiowej. Jak ktoś tu wszedł, spuściła głowę i położyła ją na moim ramieniu, pociągając nosem. Spojrzałem tam, a jej mama się uśmiechnęła i wyszła z jakąś drożdżówką.
- Kocham cię... Naprawdę. Nienawidzę tego.
Starła łzy, a ja się zaśmiałem, jeżdżąc dłońmi po jej udach.
- Ja ciebie też, ale tego nie nienawidzę.
- Czuję się tak cholernie słaba bez ciebie... Nie chcę tak. Chcę być silna.
- Jesteś silna. Kocie to że kogoś kochasz, to nie znaczy że jesteś słaba.
- Ciągle ryczę.
- Bo masz problem.
- Nie chcę żebyś mnie zranił. Na pewno w końcu to zrobisz. Boję się kogoś stracić.
Zaczęła płakać jak dziecko i wyjęła skręta z kieszeni, od razu się rozglądając. Wyjąłem z kieszeni zapalniczkę i podpaliłem jej tego skręta, więc od razu się zaciągnęła, kiedy zaczął mi dzwonić telefon. Spojrzała kto dzwoni, bo leżał obok niej.
- Ally.
- Może poczekać.
Odebrała i mi dała telefon, przez co westchnąłem.
- Halo?
- Zajęty?
- Cholernie. A co?
- Jeśli ty i Victoria chcecie wpaść się napić to zapraszamy. Pewnie siedzisz u niej.
- To nie jest na razie dobry pomysł. Może innym razem.
- Jak coś to jesteśmy u Tommy'ego.
- Spoko.
Rozłączyłem się i spojrzałem na Vic.
- Trochę lepiej?
Zmarszczyłem brwi, a ona pokręciła głową. Wziąłem chusteczkę i wytarłem jej policzki, od razu całując, kiedy ktoś tu wpadł.
- Ooj, sorry.
Jaden się zaśmiał, a po nim weszła Monic i się uśmiechnęła, patrząc na nas.
- Ale uroczo.
Victoria odwróciła głowę i się zaciągnęła, przez co Monic zmarszczyła brwi.
- Palisz zawsze jak masz problem.
- Co?
- No, paliłaś jak z Hugo mieliście przerwę, jak miałaś jakiś problem... Nie pamiętam jaki. Ale palisz jeśli coś się dzieje.
- Bo się dzieje.
- Nie bądź suką, kochanie. Martwi się.
Cicho jej powiedziałem, więc na mnie spojrzała.
- Nie jestem suką.
- Masz oschłe odzywki.
- Przepraszam.
Spojrzała na Monic, a ona pokiwała głową i się uśmiechnęła, podchodząc do nas.
- Co się dzieje?
