Rano jak się ogarnęłam i wyszłam z domu, zobaczyłam tu Blake'a przed samochodem jak pali.
- Hej...
Rozłożył ręce, ale go nie przytuliłam.
- Nie idę do szkoły.
- Co? Dlaczego?
- Jadę z Davidem poćwiczyć jazdę. Jutro jest wyścig.
- Ja mogę Ci pomóc.
- Umiesz jeździć na motorze?
- Na pewno nie lepiej od Davida. Mogę cię do niego podwieźć...
- Dzięki, ale... Dam radę.
- Mała!
Tata krzyknął przez okno, przez co zmarszczyłam brwi.
- Co?!
- Zapomniałaś o czymś! Chodź tu!
Westchnęłam i poszłam na górę, a tu tata na mnie spojrzał i zmarszczył brwi.
- Odwróć się.
- Tato o co ci chodzi?
- Zapomniałaś o dupie.
Rozchyliłam usta, a on parsknął śmiechem.
- Czy ty siedzisz na tik toku?
- Owszem, siedzę.
- To było suche.
- Żarty ojca są najlepsze młoda damo.
Mama tu weszła i zmarszczyła brwi, śmiejąc się z nas.
- Mamo weź coś mu powiedz!
- Co znowu zrobił?
- Powiedział że nie mam dupy.
- Ej! Nasza córka ma dupę po mnie.
- No mówię że nie ma.
Spojrzałyśmy po sobie z mamą, a po tym na tatę, a on pokręcił głową i się cofną.
- Cofam to, macie zajebiste dupy.
- Och, dziękuję tatusiu.
Zaśmiałam się, wytrzeszczając po chwili oczy.
- Okej to bardzo źle zabrzmiało. Nigdy więcej nie powiem do ciebie "tatusiu".
- Mam nadzieję że do żadnego chłopaka też nie.
- Nie, też nie. Z mojej strony to troszkę żałosne.
- Totalnie żałosne, Victoria.
- Ale może specjalnie... Wiesz co? Muszę lecieć.
Zaśmiałam się i otworzyłam okno.
- Ej tatusiu! Zaczekaj!
Krzyknęłam do Blake'a, a tata mnie walnął w ramię i podniósł, od razu rzucając na łóżko.
- Mówiłem że nie chcę córki przez twoje i twojej matki geny? Mówiłem. Miejmy córkę, będzie zajebiście.
- Ej, sam się cieszyłeś z córeczki, Jay.
Lubię jak mama tak mówi do taty. Mega uroczo to brzmi. "Jay".
- Właśnie, tato. Sam się cieszyłeś z córeczki.
- Właśnie, Jay... Chcę Ci coś powiedzieć. To znaczy, chcę wam coś powiedzieć.
Mama się uśmiechnęła, bawiąc się palcami.
