W szpitalu weszłam powoli za Jadenem i się lekko uśmiechnęłam, widząc Blake'a.
- Vic, hej. Mogłeś powiedzieć że przyjedzie, bym się chociaż trochę ogarnął.
- Stary wyglądasz zajebiście. Poleci na ciebie.
- Już dawno poleciała.
- O mój boże, kolejny. Nie rozumiem was dzisiaj.
- Napij się.
Jaden się zaśmiał i dał mi piwo, przez co westchnęłam, patrząc jak daje też Blake'owi.
- Naprawdę raczej nie powinien pić.
Wzięłam od Blake'a piwo, a on rozchylił usta i się uśmiechnął.
- Od kiedy jesteś taka odpowiedzialna?
- Zawsze byłam odpowiedzialna.
- Okej, udawałaś że jesteś. Ani trochę nie jesteś odpowiedzialna.
- Właśnie! Porozmawiajmy o tym, jak Victoria zajebiście wygląda z bronią.
- Kurwa Jaden. O co ci chodzi?
- Brakuje mi towarzystwa kobiety. Cholernie.
- To znajdź sobie jakąś, każda na ciebie poleci.
- Właśnie o to chodzi ze żadna mnie nie chce nie wiem dlaczego! Śmierdzę? Jestem brzydki?
- Charakter je odpycha, kochanie.
Chamsko się uśmiechnęłam, a on uniósł brwi, patrząc na mnie.
- Ciebie jakoś nie odepchnął.
- Spierdalaj! Mógłbyś nie poruszać tego tematu przy...
- Ooch, przy Blake'u, tak? To może przy Hugo?
- Wkurwiasz mnie.
- Ty mnie też.
Blake wziął piwo i się napił, a ja usiadłam na krzesełku i spojrzałam na Blake'a.
- Jak się czujesz?
- Chyba lepsze pytanie jak ty się czujesz, Vic.
- Em... Dobrze. Naprawdę jest okej.
- Na pewno...? Nie jesteś już blada, czyli...
- Jestem czysta.
Uśmiechnęłam się, a on kiwnął głową.
- Obiecaj że więcej nic nie weźmiesz. Vic... Naprawdę kurwa miałaś nie brać. Wiesz jak cholernie się o to obwiniam?
- To nie twoja wina.
- To moja wina. Ode mnie wzięłaś wtedy kokainę.
- Blake, nie biorę...
- I tak ma zostać.
Kiwnęłam głową, a on westchnął.
- A Hugo? Jak z nim? Twoi rodzice? Wiedzą?
- Z Hugo dobrze... A mama... Nie chcę o tym rozmawiać.
- Źle?
- Bardzo źle. Rano jak jadłam nawet na mnie nie spojrzała.
- Powiedziałaś jej?
- Tak. Przy tacie, żeby mógł załagodzić sytuację, ale... Nie wyszło. Jestem w jej oczach nikim.
Uśmiechnęłam się, a on westchnął, odchylając głowę do tyłu.
