- Musisz mieć jakieś przezwisko. Ludzie nie mogą znać twojego imienia.
Ten chłopak się odezwał. Uśmiechnęłam się, opierając się o kanapę.
- Czekam na propozycje.
- Ja bym Ci dał... Jak masz na nazwisko?
- Merlot.
- Wino z Francji... Merlot. Nie, nic z tym nie skojarzymy.
- Ludzie na mieście już mówią "Czarna Lisica".
Ktoś inny się odezwał. Skrzywiłam się, a Blake się zaśmiał.
- Chujowe.
- Mi się podoba, Lisico.
- Spierdalaj.
- Ludzie już mówią, nie pozbędziesz się tego.
- Ja pierdole. Dobra, zabieramy się do pracy. Ktoś ma jakieś pytania?
- Co się stało z szefem?
- Nie jest waszym szefem. Teraz ja jestem i nie chcę o nim słyszeć.
- Piękna chodź na słówko.
Blake mnie objął i poszedł do biura, a ja z nim. Tu na niego spojrzałam, a on uniósł brwi.
- Zabiłaś chłopaka, a drugiego postrzeliłaś.
- Muszą się mnie bać, Blake. Nie mogę pozwolić żeby mieli na mnie wyjebane.
- Rozumiem, ale nie możesz zabijać tak po prostu. Inaczej im to udowodnij.
- Jak?
- Nie wiem, ale nie zabijaj. Po prostu nie możesz ciągle zabijać...
- Mogę. Nie zabronisz mi.
- Vic, kocham cię i nie chcę, żebyś się wpakowała w problemy.
- Przestań do cholery. Nie możesz mówić mi że mnie kochasz.
- Chodziło mi kurwa po przyjacielsku. Po prostu się martwię.
- Zajebiście się bawię, więc mi się nie wpierdalaj, proszę.
- Ja pierdole.
Uśmiechnęłam się i go pocałowałam, od razu chcąc wyjść.
- Możesz mnie nie całować?
- Bo co? Lubię.
- Może ja lubię mówić ci że cię kocham, hm?
- Spierdalaj.
- No właśnie. Ja nie mówię że cię kocham, ty mnie nie całujesz.
- Okej, jasne.
Spojrzałam na niego i specjalnie go pocałowałam, stając na palcach i owijając ręce wokół jego szyi. Po chwili odpychania mnie, położył ręce na moich biodrach i mnie podniósł, siadając po chwili na fotelu. Uśmiechnęłam się, a on przeniósł ręce na moje pośladki.
- Ja pierdole, Vic. Nie.
- Mam cię.
Zaśmiałam się, a on westchnął.
- Tak, masz mnie bo kurwa mi się podobasz i tego nie próbuję ukrywać.
- Jezu Blake jest o wiele więcej dziewczyn.
- Wiem. Ale wkurwia mnie to, że przez cały nasz związek tak naprawdę cię nie znałem ani trochę. Zawsze starałem się być sobą, a ty udawałaś kogoś innego. Ani trochę cię nie znam.
